Imigranci, kocia ich mać!


Przyjmujemy ich pod dachy naszych domostw, nie bacząc na kolor i rasę. Wiemy, że potrzebują pomocy, że cierpieli niedostatek, głód, często doznawali nieludzkich krzywd. Ale już w dzień po przybyciu wyżerają zawartość naszych lodówek i wiecznie im mało. Często są zapchleni i posiadają „bogate życie wewnętrzne”. Ich maniery pozostawiają dużo do życzenia. Włażą brudni do naszej czystej pościeli i trudno ich z niej wygonić. Wcześnie wstają a ich poranne harce doprowadzają nas do szału. Wyznają dziwną religię. Trzeba ich szczepić i sterylizować, bo cholery mnożą się w kolejnych miotach.  Pożytku z nich – na pierwszy rzut oka – żadnego. A wg badań opiniotwórczej organizacji BARF* żaden z nich nigdy nie powrócił tam, skąd pochodzi.

Tak, mowa o tych paskudnych imigrantach czyli o … kotach.


Patrzę sobie na to, co wyczyniają moje domowe kocie futra i nie mogę wyjść z podziwu, jak owinęły sobie nas wokół swoich pazurków.

Imigranci

Przybywają nie wiadomo skąd. Stamtąd – gdzie na pewno nie jest im dobrze. Często w deszczową noc. W zimowy poranek widzimy, gdy kulą się pod samochodami, na śniegu. Patrzą z nadzieją, że może znajdą jakiś ciepły kąt i miseczkę strawy. Giną niestety na potęgę pod kołami samochodów, próbując przebiec na tę sytą stronę ulicy. Tłoczą się w klatkach w specjalnych azylach – tam, gdzie nadzieja umiera ostatnia. Choć trafiają się też „wypasione” egzemplarze, które przechodzą z rąk do rąk, za odpowiednią opłatą.

Religia

Koty wyznają jedną religię. Oddają cześć drzwiom lodówki. Hipnotyzują je i zaklinają charakterystycznymi miauknięciami. Co ciekawe, udaje im się te drzwi otworzyć dzięki osłabianiu woli człowieków**Im dłużej kot rozpacza, tym bardziej wizualizuje nam się straszliwa śmierć głodowa naszego domowego stworzenia. Religijne miaukliwe zawodzenia zamazują pamięć krótkotrwałą, że przecież pół godziny wcześniej w misce były chrupki.

Arya kot perfekcyjny

Tak więc wystarczy odpowiednio modulowany miauk, a włącza się nam człowiekom zdrobniały, współczujący głos, dopasowany do mantry rozpaczy i niczym zahipnotyzowani idziemy w kierunku pudła z chrupkami, by hojnie sypnąć markową karmę do miseczek. I często dzieje się tak o brzasku.

Podczas obiadu pracowicie obieramy gotowane mięsko z zupy aby koty mogły z pogardą „zakopać” tę truciznę energicznymi ruchami łap po podłodze, obok miseczek. Wstyd nam, szybko szykujemy dokładkę z „pancernika”, czyli markowej puszki dla kotów.

 Czy muszę wspominać o fakcie tajemnego przechwycenia niejednej kanapki? Tylko kot potrafi wylizać z kanapki masełko i „zniknąć” wędlinkę, nie naruszając przy tym sałaty, pomidora czy innej rzodkiewki zdobiącej misterną konstrukcję.

Znam potwierdzone relacje cudem ocalałego kakao. Czy kefiru. Widać nie zawsze kocie zaklęcia działają.

Jednym z magicznych atrybutów są również pudełka i pojemniki. Temat stary, jak historia świata. Jest pudełko – jest kot. Czas oczekiwania na magiczną teleportację: dwie milisekundy.

Arya i Mocca

Rytualne oczyszczenie

Ja sam, jako najwyższy arcykapłan (aka starszy kuwetowy), dwa razy dziennie udaję się na samobójczą misję rytualnego czyszczenia kuwety. Koty wyczekują tego momentu z pełnym zaangażowaniem duchowym, by natychmiast zasadzić i zakopać (albo nie) ostateczne efekty ich przemiany materii. Eter powstający przy tej operacji daleki jest od woni kadzidła.

Święty piasek, którym zdobię dno kuwety nabywam w opakowaniach o wadze 2x14kg każde, przez internet, w sklepie sąsiadującym z naszym krajem. Bo jest … taniej. Żwirki są dostarczane  przez zasapanych i załamanych kurierów. Słowa, które padają z ust tych niewiernych, dalekie są od uznawanych przez kocie katechizmy za psalmy uwielbienia. Spróbujcie przenieść karton 28 kilogramowy na pierwsze piętro. Tylko spróbujcie.

Nocne liturgie

Kładę się spać ostrożnie obok dwóch zwiniętych kocich kłębuszków. Żeby nie obudzić, żeby nie przerwać kocich marzeń sennych. Oczywiście śpię na krawędzi łóżka. Kot wydziela z siebie specjalny eter władzy, który paraliżuje naszą ludzką silną wolę.

Mocca kot   Wieczorami czytam książkę, siedząc w miękkim fotelu. Kotka wskakuje mi na kolana, zaczyna mruczeć. Książkę przeczytałem, kot śpi, ja trwam w bezruchu dalej. Nie drgnę, nie śmiem przerwać kociego satori.  Godzinę później wstaję zdrętwiały, z poczuciem dobrze wypełnionej religijnej misji. Idę oczywiście dosypać chrupek do miseczki. Szybko, szybciutko, bo kocie ogonki są wygięte w gustowne pytajniki – oznaka najwyższego, morderczego głodu!

Arya kot perfekcyjny   Gdy wieczorem przypadkowo spocznę ja, lub Małżonka moja, w pozycji horyzontalnej na kanapie, pojawić się może któreś z kocich futer. Położy się centralnie, na klatce piersiowej, rozpoczyna mruczenie i … wpadamy w letarg religijny. Z którego wychodzimy po godzinie, przerażeni wspólnymi snami o polowaniu na myszy i o łapaniu ptaszków.

Koty blogerów

Każdy szanujący się bloger powinien posiadać kota. Bo blog bez kota hasającego gdzieś po klawiaturze czy zatykającego wylot gorącego powietrza z laptopa, to nie jest prawdziwy, życiowy blog, to taka popierdółka jest. No sami powiedzcie?

Arya kot perfekcyjny

Tylko obecność kociej emigracji zapewnia odpowiednie podejście do świata. Więc jeśli Twój blog jeszcze nie jest na szczytach rankingów, sprawdź czy masz kota. Jeśli nie – to pilnie bacz czy jakieś kocie nieszczęście nie potrzebuje właśnie Twojej pomocy. Jeśli masz kota – to widocznie nie dbasz o niego w wystarczający sposób. Głodzisz go a kot nie śpi na wystarczająco miękkiej poduszce. Twojej poduszce, rzecz jasna.

Bo taka na przykład Zaniczka koty ma dwa. Uwielbiam i czczę oba jej koty królewskiej rasy.

Lifestylerka ma kota o – takiego!

lifestylerka

http://www.lifestylerka.pl/2015/09/jajecznica-z-pomidorami-i-serem-linkowe.html

NieidealnaAnna ma o taką słodzinkę (to po lewej to kot, jeśli się nie znacie):

nieidealnaanna

http://nieidealnaanna.com/120-2/

I Ania po nitce ma i Basia z http://pociagdozycia.blogspot.com/  też ma. Więc – wnioski nasuwają się same.


Takie małe uaktualnienie. Właśnie Marcin Chabowski, widząc moją Aryę na Instagramie, też napisał, że u niego występuje szarobury kot Aria.

Obie nasze kotki Arya  – szarobury porffffór i Mocca – czarna księżniczka, przewijały się już w różnych blogowych tekstach. Dzięki nim żaden dzień (i noc!) nie jest podobny do drugiego. Był jeszcze Frodo, zwany z racji wielkości Frodzianem, który niestety mruczy gdzieś już za tęczowym mostem. Który odszedł z powodu choroby, stanowczo zbyt szybko. Który jeszcze przez kilka miesięcy po adopcji bał się wskoczyć na ludzkie kolana, żeby nie odsłonić brzucha. Gdy wskoczył, tak się tego wystraszył, że od razu zwiał, zostawiając ślady pazurów na kolanach zdziwionych człowieków.

Każde z nich to adopcyjna znajda, każde z nich ma za sobą historię poniewierki i tułaczki. Zależności od innych, rzucanych łaskawie kęsów pożywienia ale też ludzkiej nienawiści. Bo przecież koty są inne.

Koty nie płacą nam za swoją obecność, po prostu są z nami, jako członkowie rodziny.  Tak właściwie to nie wiemy o czym myślą i o czym śnią. Nie do końca rozumiemy ich język. Ale wiem, że gdy po raz ostatni będę gładził znajome, już trochę wyliniałe futro, gdy wezmę je po raz ostatni na ręce, w oczach pojawią się łzy.

Arya kot doskonały

(*BARF – serio nie wiecie co to po angielsku oznacza???

**Nie, no Pingwinów z Madagaskaru TEŻ nie oglądaliście? )


Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

92 komentarze

  1. Mimo to kocury są zawistne, mściwe i niewdzięczne :)

  2. Szymon | pomensku pisze:

    Śmieję się przez łzy, bo ostatnio jakiś wyjątkowo niewierny kurier zadzwonił do mnie przerażony, bo nie mógł uwierzyć, że za żarełko dla kotów oraz żwirek ma ode mnie wziąć 300 zł. Myślał, że ktoś się pierdzielnął o jedno zero :D

    Swoją drogą to od tygodnia mam nowego imigranta. Próbujemy mu znaleźć dom, ale dużego kota to nikt nie chce, wszyscy się rzucają na kilkutygodniowe maluchy. No cóż, wszystko wskazuje na to, że nasz Tymczas jest coraz mniej Tymczasem… W sumie, to mamy już dwa sierściuchy, a nasz drapak ma trzy legowiska. Przypadek? :P

  3. LeonSiPL pisze:

    Ja mam aż 3 pasożyty i nawet się zastanawiałam czy im własnego instagrama nie stworzyć. Bo jak tu się nie pochwalić kotem, który jest zbyt dumny, aby schylać się do jedzenia i podnosi mięso łapką i z niej je? Albo małą koteczkę, której boi się owczarek niemiecki?

  4. Tekst świetny humorystyczny ale jak to mawiał brytyjski pisarz „Koty mają sposoby by być tu od zawsze, nawet jeśli dopiero co się pojawiły. Poruszają się we własnym osobistym rytmie czasu. Zachowują się tak jakby ludzki świat był tym, w którym akurat przypadkiem się zatrzymały w drodze do czegoś o wiele ciekawszego”

    • Bookworm pisze:

      Genialny cytat. Tak. Właśnie tak się przemieszczają koty :)

      • Maną pisze:

        Dodałabym też, że genialna książka. „Masthef” dla każdego kociarza. ;) Notabene, to właśnie „Kot w stanie czystym” zapoczątkował odradzający się trend na książki o kotach. Obecnie w księgarni ciągle domawiamy „Kocią książkę”, „Kot Ty jesteś?” (a to nowość), „Mały słownik wyrazów kocich i kociojęzycznych” i podobne.

        Tak, sama też mam kota, a właściwie koty sztuk trzy (jeszcze niedawno było osiem, bo przygranęliśmy porzuconą mamę z kociętami, większość wydaliśmy, ale matka i jedna córa zostały ;)). Jedna kotka debiutowała na blogowym fapage’u, jako, że wraz ze mną podjęła wyzwanie czytelnicze. ;)

        Poza tym gratuluję świetnego tekstu, zwłaszcza bardzo dobry wstęp. ;)

        • Bookworm pisze:

          Dziękuję :) Aż z ciekawości zerknę na polecane przez Ciebie książki. Kota w stanie czystym mam i co pewien czas odświeżam sobie wiedzę nt. kotuchów o tak. A właściwie to moje dwie zołzy mnie edukują, bo ja oporna jednostka jestem :)

          • Maną pisze:

            Tylko skoryguję — nie tyle ja polecam, co nasi klienci, niestety ostatnio brak mi czasu, żeby narobić wszystkie kocie nowości książkowe. ;) Niemniej podobał mi się słownik. A też najwięcej się uczę dzięki moim kotom i chyba tak właśnie powinno być. ;)

  5. Angelika / a dreamer's life pisze:

    Ale fajny, humorystyczny tekst! Szczerze sie usmialam :D
    Kot na pewno przywedruje kiedys do naszego domu, jednak to jeszcze nie jest ten czas.

  6. Ale fajny, humorystyczny tekst! Szczerze sie usmialam :D
    Kot na pewno przywedruje kiedys do naszego domu, jednak to jeszcze nie jest ten czas.

  7. Świetnie skonstruowany tekst :) .Masz talent :) Ciekawe czy posiadanie kota będzie od teraz na pierwszym miejscu w poradnikach dla początkujących blogerów..

  8. Pomysłowa pisze:

    Pod koniec tekstu zaczęłam się martwić, że chcę bloga rozwijać, a kota nie mam. I jak to tak…? Ale skoro mówisz, że pies może być, to czuję się uspokojona :-D

  9. Dola pisze:

    Uświadomiłeś mi, że wrzucam za mało zdjęć moich kotów :D

  10. CzekoAda pisze:

    Idealnie dobrany tytuł! :D

  11. Bookworm pisze:

    Kot ma własne zdanie dlatego z nim to jest raczej partnerstwo. Gdy kot nie chce, to nie przyjdzie. Gdy ty chcesz go głaskać to … sobie chciej. Do momentu, gdy kot tego nie zachce. A pies to bardziej wierny sługa – przyleci gdy gwizdniesz, kiedykolwiek byś nie głaskał, zawsze jest super. I kot jest wciąż drapieżnikiem, pies to po prostu domownik.

  12. Dotee pisze:

    Chwytliwy temat – to trzeba przyznać. Ciekawe ile osób weszło tu zwabionych tematem imigrantów:D Właściwie to wolę czytać o kotach :)

    • Bookworm pisze:

      Z tematem to zostawiłem „kocią” fotkę, bo jednak mam tę resztkę (malutką) przyzwoitości, żeby nie „brać czytelników na tematy”, bo taki czytelnik to jest wkurzony i nie wróci. No chyba, że zostanie „nabrany”, to wróci … albo nie :D (A tak na serio to napisałem o kotach, bo już mam dosyć tematu, nikt niczego na pewno nie wie, ale wszyscy się wypowiadają w mediach ze stuprocentową pewnością ;))

  13. monotema pisze:

    O kotach to ja mogę bez końca: słuchać, czytać, opowiadać, wgapiać się w tę dziwną brać. Cudny tekst. Robisz konkurencję Trojanowskiemu ;)

    • Bookworm pisze:

      Piękna fotka :D idealna ilustracja kocich żądań obiadowych :D
      Ja, Trojanowskiemu???!!!! Nigdy, on jest … on jest…. Boski! Moje koty nic nie mówią, to znaczy mówią, tylko ja jeszcze nie rozumiem niestety, więc długa droga przede mną :)
      Cieszę się, że Ci się moje spojrzenie na koty podobało :)

  14. Gabriela pisze:

    Ja już o kocie marzę i marzę. To znaczy miałam jednego, ale „po nim” rodzice zdecydowali się na psa i nie przemówisz. Dobrze, że szybko znalazłam sobie inną ofiarę, którą błagam o kociaka… :D

  15. LieveG pisze:

    Ja już o kocie marzę i marzę. To znaczy miałam jednego, ale „po nim” rodzice zdecydowali się na psa i nie przemówisz. Dobrze, że szybko znalazłam sobie inną ofiarę, którą błagam o kociaka… :D

  16. Justyna Witkowska pisze:

    ja to koty toleruję tylko dekoracyjnie :) najlepiej na spranym t-shircie. mam silną alergię i chyba podświadomość nakazuje mi je znielubić…
    za to psy kocham! moje mała znajda rzeczywiście urozmaica każdy dzień! :D

  17. Justyna Witkowska pisze:

    ja to koty toleruję tylko dekoracyjnie :) najlepiej na spranym t-shircie. mam silną alergię i chyba podświadomość nakazuje mi je znielubić…
    za to psy kocham! moje mała znajda rzeczywiście urozmaica każdy dzień! :D

  18. O kurcze ale mnie nabrales, a ja myslalam ze ty o imigrantach, ale takich dwonoznych, no ale obydwa tematy na czasie. Pozdrawiam serdecznie beata

    • Bookworm pisze:

      No właśnie cieszę się, że nie czujesz się całkiem rozczarowana :) Choć jeśli spojrzeć dokładniej, to czy cztery, czy dwie łapy robią dużą różnicą? :)

  19. Patrycja | będękimś.pl pisze:

    Nieźle się uśmiałam czytając, choć przyznam, przez chwilę bałam się, że to będzie kolejny taki sam tekst o imigrantach, jak na wszystkich innych blogach ostatnio widuję. Na szczęście nie miałam, racji, uff. Co do tematu, ze mnie to żadna blogerka, bo kotów nie mam… Ale może 2 psy liczą się chociaż jak pół kota?

  20. bedekims.pl pisze:

    Nieźle się uśmiałam czytając, choć przyznam, przez chwilę bałam się, że to będzie kolejny taki sam tekst o imigrantach, jak na wszystkich innych blogach ostatnio widuję. Na szczęście nie miałam, racji, uff. Co do tematu, ze mnie to żadna blogerka, bo kotów nie mam… Ale może 2 psy liczą się chociaż jak pół kota?

  21. Blogierka pisze:

    No a jeśli przez 3 lata miałam ich 9 (przypadek ;) to robi ze mnie vip blogerkę czy świra? :P ;)

  22. Monika Dudzik pisze:

    No to ja jestem superszanującą się blogerką, bo mam trzy sztuki pod swoim dachem;)
    Cudowny wpis, rozbawił mnie bardzo – samo życie, z kotami oczywiście! Czytając o starzym kuwetowym popłakałam się ze śmiechu.

    • Bookworm pisze:

      Trzy koty to już jest „kocia banda” najwyższy stopień kociej organizacji. Podziwiam Twoje zorganizowanie, czcić tyle boskich zwierząt, to jest orka od rana do nocy :) No i nie do końca wiem, gdzie śpisz, bo ja bym już się z trzema imigrantami w jednym łóżku (o żonie nie wspomnę) nie zmieścił :D
      No i pisanie wpisów na blogu z trzema kotami w okolicy klawiatury to jest wyzwanie przez duże K (jak Kot) :)

  23. Iza pisze:

    Tekst boski, chciaż najpierw mnie rozczarował, ;) myślałam, że kontrowersja będzie goniła kontrowersję, a tu jedna rozczulająca scenka goni kolejną i jeszcze te zdjęcia. :D Ale ostatecznie tak wolę, kontrowersję mam za miedzą i to tą najprawdziwszą. :(

    • Bookworm pisze:

      Dziękuję :) No właśnie dobrze to podsumowałaś, tekst to taka próba podania odtrutki na rzeczywistość, w której słowo „imigrant” kojarzy się jednoznacznie. Trochę fermentu polane słodkością. No chyba, że ktoś kotów nie lubi :)

      • Iza pisze:

        Coś mi się zdaje, że po takim tekście liczba imigrantów przyjęta pod nasze dachy może drastycznie wzrosnąć. :D Może nawet spełnimy oczekiwania stawiane nam przez UE. ;)

        • Bookworm pisze:

          Wyobraź sobie taki piękny obrazek: nasi polscy hakerzy zgodnie przerywają oglądanie w necie filmów XXX i hakują europejskie serwery zamieniając słowo „imigrant” na „kot”. Następnego dnia posłuszna niemiecka machina urzędnicza pracowicie rozdziela po wyłapane nocą koty po schroniskach i kocich obozach. Ludność wita koty kwiatami i paczkami wiodących karm. Z tyrolskich gór i dolin niesie się narastający pomruk zadowolonych kotów. Angela M. głaskająca w skupieniu rudego kocura o swojskim imieniu Donek podziwia rosnące słupki notowań dla jej partii.

          • Iza pisze:

            Masz wyobraźnię bujniejszą od mojej, :D ale tak to zobrazowałeś, że udało się – widzę to! :D I kolejny raz się uśmiechnęłam – bardzo Ci dziękuję. :D

          • Bookworm pisze:

            To ja się uśmiecham, że Ty się uśmiechasz :) Muszę jakoś sobie radzić, bo ja nie mam takiego talentu do TAKICH zdjęć :) Co spojrzę na Twoje wrzosy to sobie przypominam walkę o nasze działkowe wrzosy w tej suszy. Oj działo się ;)

          • Iza pisze:

            To jest zmora i jednocześnie zaleta uprawy ogrodu w doniczkach – sezonowa wymiana roślin (latem tam była lawenda) teraz jest wrzos, dlatego tak dobrze wygląda, bo to świeżynki :D

          • Bookworm pisze:

            O, lawenda, był rządek lawendy, podziwiałem ile pszczół w nim buszowało, to była czysta bzycząca radość buszująca w lawendzie :) Trudno było podlewać, żeby szanownych pszczółek nie zmoczyć :)

  24. BasiaK pisze:

    Się uśmiałam do łez i się wzruszylam do łez. I nie jestem w stanie skomentować, bo klawiaturę słabo widzę. ;-) Idę się przytulić do kota. Jak wrócę to coś dodam. :-)

    • Bookworm pisze:

      Idź, przytul, wygłaskaj. Sprawdź jak bardzo miseczka jest pusta. U mnie Arya wsadziła nos w MOJE i dotychczas TYLKO MOJE gotowane mięsko z rosołu. Do tej pory było FUJ. No i musiałem odstąpić szyjkę drobiową. Rozbój w biały dzień!

      • BasiaK pisze:

        Wróciłam. Kot zagłaskany. Lubi to.:) To fakt, człowieki (tu akurat wiem o co chodzi) nie są odporne na miaukliwe zaklęcia. Wręcz wytwarza się im odruch Pawłowa. Miau – sypią chrupki, miau – sypią chrupki. A oprócz tego regularnie dokarmiają, bo odruchowego wysypu nie pamiętają. Gdzie koty mieszczą tyle jadła?Wymieniają w nocy żołądki? Nie. Wypełniają kuwety. I tu dokładnie się sprawdza to co opisałeś. Czysta kuwetka? Za ładnie pachnie? Trzeba ją oznaczyć. Bach – klocek.
        Jednak najbardziej mnie zastanawiają kocie pozycje do spania. Zwinięty w kulkę? Ok norma. Ale te dziwne wygibasy? Chyba też mają znaczenie religijne.
        A słyszałeś kocie pieśni wojenne? Jakby płacz. Nad losem przeciwnika. Straszne zawodzenie.
        Na koniec proszę o wyjaśnienie BARF. Bo wygooglałam że to biologicznie odpowiednia surowa dieta – dla psów?? :) A jak weszłam w grafikę google, to mi ekran zarzygało. ;)
        Ps. Fajne blogi wymieniasz.;)

        • Bookworm pisze:

          Zawodzenie straszliwe znam. To są jęki przed śmiertelne które są wydawane, gdy potwór jest wieziony na szczepienie do weterynarza. Gdy jadą dwa koty to jest pełna stereofonia ;)
          Z tym BARFem to wstyd się przyznać, bo to taki mój specyficzny żarcik… Podziwiam serio Twoją chęć poznawczą, ale właśnie BARF to to co wypada z kota. Przy akompaniamencie kosmicznych odgłosów :)
          Kiedyś dawno, dawno temu wysłałem do koleżanki gratulacje z okazji ukończenia studiów. Ale na kopercie, w miejsce nadawcy, wdrukowałem „pieczątkę”, żeby bardziej urzędowo wyglądało. No i w kółku było „Dalece Utytułowana Państwowa Agencja” w środku adres uczelni. Na tyle dobrze to wyglądało, że jej mama się nabrała w 100%… Ona to odkryła dopiero analizując tekst gratulacji, skąd ja tak „urzędową” kopertę wziąłem.

          Ja po prostu nie mam normalnego poczucia humoru ;)

          • BasiaK pisze:

            Akurat to Twoje nienormalne poczucie humoru to Twoja ogromna zaleta. :) A ja lubię sobie pogrzebać w czeluściach internetowych w celach poznawczych. To chyba też zaleta. Tylko trochę czasochłonna.:)

          • Bookworm pisze:

            Z tą zaletą to bym tak się nie rozpędzał, mam tu w domu stanowczą opozycję :D
            No a ja Cię trochę w to grzebanie zagrzebałem ;) przepraszam :D

          • BasiaK pisze:

            Przeprosiny przyjęte, bo widoki rzygowe nie były przyjemne. :) Ale komizm sytuacyjny mnie rozbawił bardzo. :D Może ja też mam nienormalne poczucie humoru? ;)

          • Bookworm pisze:

            Oj, uważaj. Przejście na tę drugą, czarną stronę humoru zmienia człowieka. Mi przykładowo wykrzywiło kąciki ust do dołu. Pogłębiło mroczne spojrzenie. Obniżyło głos. A śmiech zamieniło w szatański chichot… ]:->

          • BasiaK pisze:

            Ups, to ja wolę tę białą stronę, bardziej anielską, nawet kota mam białego. :-) I unikam wszystkiego co szatanskie. :-)

          • Bookworm pisze:

            Bardzo słusznie :D Ale czarne koty też są fajne i stanowczo zaprzeczają swoim związkom z czarną stroną humoru ;)

  25. anjanka pisze:

    haha tez posiadam eminencję blogowa. Czarną eminencję. jego wysokość Lucek :)

    • Bookworm pisze:

      Pozdrawiam Lucka, i co, i co, moja teoria się sprawdza! Blog bez kota to jest… :P

      • anjanka pisze:

        ale mój ledwo zipie i nikt tam nie zagląda. Chyba czas sprawić Władcy Domu nową poduszkę :)

        • Bookworm pisze:

          Jedyny słuszny wniosek! Coś mi moje futra podpowiadają, że nowy drapak też by był superancki :)

          • anjanka pisze:

            mamy w planach po przeprowadzce. Mam nadzieję, że jeszcze w tym roku. jednak obawiam sie, że dodatkowe plany pod postacią drugiego futra mogą sprawic, że nikt juz mi nie będzie statystyk podbijać, jak się Rezydent obrazi :)

          • Bookworm pisze:

            Nasza rezydentka się obraziła po dokoceniu na amen. Kilka miesięcy samotności po stracie poprzednika wpędzało ją w osowiałość. A młoda towarzyszka była dla niej obrazą majestatu. Ale po roku jej przechodzi. Skończyły się łapoczyny i wspólnie czczą lodówkę :)

  26. Ale rewelacyjny wpis. Połkałam się ze śmiechu. No zajebiście ci to wyszło, wybacz ale inne słowo mi nie pasowało :)

  27. Hai Le pisze:

    Toś sobie wybrał tytuł wpisu? Statystyki już przebiły 10m? <|;^P
    A do spisu blogerskich kotów dorzuciłabym jeszcze swojego psa. I bez podziałów rasowych tu proszę, ja zaręczam, że on się nadaje!

    • Bookworm pisze:

      Statystyki masz wyświetlane, anomalii nie wykryto, kocia fotka miała naprowadzić i naprowadziła na właściwy temat. Prośbę uwzględniłem, mam nadzieję, że piesio traktuje koty z należnym im szacunkiem i regułami savoir vivre? ;)

      • Hai Le pisze:

        Pies chciałby kota tak samo jak ja. Tylko tata jest pomysłowi przeciwny, a to wszystko za sprawą za małej poduszki. Bo tata jest przywiązany do małoformatowych, które już dla samego psa są za małe. Byłoby przecież okrucieństwem brać do domu kota nie mając dla niego poduszki, prawda?

  28. Barni pisze:

    Nie przeżyłbym, gdybym miał nagle zacząć współdzielić mieszkanie z kotem. Chciałbym mieć w zwierzaku ziomeczka, a nie gnojka, który ma mnie gdzieś. Posiadanie kota kojarzy mi się tylko z ciągłym udowadnianiem sobie wzajemnie, kto kogo bardziej nienawidzi i kto może komu bardziej uprzykrzyć życie. :) Z drugiej strony oglądałem ostatnio „W głowie się nie mieści i sceny z kotem po napisach sprawiły, że spłakałem się ze śmiechu.

  29. Hmmmmm …….. dlaczego autor chciał ugotowac kota w garnku (dowód ze zdjecia nr. 2) ? ;)
    I gdzie jest kot w worku ? Albo w butach ?

    Dopatrzyłem się w tekście jawnej dyskryminacji -> blogerzy nie posiadajacy na klawiaturze ani kanapie kota, są przedstawieni jako ,,nie szanujący się”. (patrz ostatni akapit).
    To dyskryminacja uczulonych, posiadających zbyt mały metraż lub ograniczonych warynkami najmu ! Po prostu kociokwik ! :D

    • Bookworm pisze:

      Kotka sama wlazła. Obok znajduje się obiekt kultu – drzwi do lodówki. A garnek czekał na swoją kolej użycia. Kot w worku albo w butach pewno – zgodnie z definicją – znajduje się w worku albo w butach, ale dokumentacji filmowej nie posiadam. :)

      Jam też jest uczulony na koty, metraż nie jest wytłumaczeniem a warunki wynajmu cóż, napiszę tak: życie nie jest sprawiedliwe. Niestety :)

      • Ha, tak gęsto tłumaczą się tylko winni ! ;) Więc jak mam rozumieć lodówka (w całosci) jest miejscem pielgrzymek ?

        • Bookworm pisze:

          To działa tak, każdy ruch człowieków w kierunku kuchni wywołuje ostry start przynajmniej jednego futra pod lodówkę. Przypadek? :D Czasem prowadzone są również nabożeństwa wyczekujące oraz inspekcje blatów kuchennych. Były też przypadki „nalodówkowstąpienia”.

    • Bookworm pisze:

      No i patrz, Disqus twierdzi, że nie komentowałem, a ja przecież komentowałem :) Miałeś info o komentarzu czy poleciał gdzieś w chmurę i zaginął w akcji?

  30. Ania pisze:

    Nie rozumiem tego całego fenomenu władzy kota nad człowiekiem, no ale może to dlatego, że nie mam kota i jakoś bliżej mi do psów ;)

  31. Ania pisze:

    Nie rozumiem tego całego fenomenu władzy kota nad człowiekiem, no ale może to dlatego, że nie mam kota i jakoś bliżej mi do psów ;)

  32. Rene O. pisze:

    No i się wzruszyłam :)

  1. 2 lipca 2018

    […] działka jest JEGO. Miau! (to jest też bohater fotki nagłówkowej dość znanego tekstu o… imigrantach, ale to tak na marginesie […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.