Miau!

Kociak w salonie

Arya kotka

8.00 rano, opustoszały parking pod salonem samochodowym. Podchodzę do drzwi, na nich karteczka „pchać”, chwila namysłu, zgrzyt zaspanych szarych komórek, po drugiej bezskutecznej próbie otwarcia rozumiem przekaz. Drzwi miękko ustępują, wpuszczając mnie w zagadkowo ciche wnętrze salonu samochodowego.

Nowoczesne bryły pojazdów pogrążone w półmroku. Odgłos moich kroków wygłusza wykładzina. W salonie – w części ekspozycyjnej – żywego ducha. Serwis jest jednak otwarty, zmierzam w kierunku oświetlonego biurka na końcu pomieszczenia. Wyczuwam jednak obecność CZEGOŚ, co jeszcze nie zakończyło nocnych łowów, pomimo śmiałej obecności pierwszych promieni słońca. Kątem oka rejestruję ruch, jakby bezszelestną SZAROŚĆ przemieszczającą się z niewiarygodną prędkością przez najciemniejsze zakamarki salonu. Czuję pierwotny lęk. Włosy jeżą się na karku. Zimny pot.


Z ulgą witam się z kierownikiem serwisu, siadam w fotelu, opuszczam rękę i ponownie kątem oka rejestruję zmianę czerni w szarość, która … bezlitośnie skacze mi do gardła. Błysk szponów,  otwarta paszcza wypełniona ostrymi jak igły zębami. Lodowaty błękit spojrzenia i …

Cześć śliczniaku!

– mówię do ślicznego szarego koteczka, który przemierzał salon z prędkością godną modelu KIA GT.

Kot w salonie

Kia na chwilę przed morderczym skokiem!

Tak, przyznaję się, sam sprowokowałem straszliwy atak. Kocie maleństwa bywają różne. Bojaźliwe, ostrożne, bohaterskie i odważne ale w ostatniej chwili odmawiające bliższego kontaktu. Ten egzemplarz przykuł moją uwagę od momentu wejścia do salonu. Beztrosko i nieustraszenie przemierzał olbrzymią przestrzeń hali.

Kot w salonie

To są moje ostatnie chwile!

Ale wystarczyło zabębnić palcami o krawędź fotela i już miałem dzikiego potwora przyssanego do przedramienia. Wszystkie cztery łapy trzymały zdobycz za pomocą maleńkich szponików. Ostre kiełki próbowały zadać śmiertelną ranę nadgarstkowi.

Równocześnie drapieżca nie odmawiał przyjmowania głasków. I drapania za uszami. Cichym, namiętnym głosem zapewniałem, że tak ślicznego kociaka płci odmiennej to jeszcze w żadnym salonie nie widziałem.  Okazało się, że kociak nosi dźwięczne imię … Kia. Czy może być lepsze imię dla dzielnej salonowej kotki?

Obsługa salonu cierpliwie czekała aż zostanę zagryziony, przygotowując dokumenty do wypełnienia i podpisu.

Kotka w salonie

Zagryźć! Zamordować!

A to taka nasza maskotka

Usłyszałem.

Sklepowe maskotki

To bardzo ciekawy temat. Dla mnie „firmowy futrzak” zawsze bardzo ocieplał wizerunek danego sklepu czy salonu. Z czasu studiów w Katowicach pamiętam wylegujące się koty na witrynie jednej z księgarń.

Gdzie kupiłeś ten podręcznik? No, w tej księgarni z kotami…

I wszystko było jasne.

Nie byłem wtedy jeszcze kotolubem i była to dla mnie po prostu ciekawa dekoracja.

 W jednym z autoryzowanych samochodowych serwisów zawsze witały mnie psiaki. Jeden duży, drugi mały – też szczeniaczek. Trochę zalękniony, miejscami z przebłyskami psiego bohatera. Ile razy właścicielka odwoływała psa, tyle razy wracał się ze mną pobawić. Dopiero obietnice bardzo wypasionej miski odciągały psiaka od zabawy.

Tak jak pisałem – zwierzak bardzo ociepla wizerunek firmy ale – przy odpowiednim podejściu – ułatwia też nawiązanie kontaktu z szefem/szefową. Już po pierwszym głośnym, publicznym zapewnieniu psa, że jest tym najśliczniejszym w życiu widzianym psem (w tym salonie rzecz jasna) terminy niemożliwe stawały się możliwe a po półgodzinnej radosnej zabawie ze szczeniakiem faktura magicznie zaokrąglała swoje wartości W DÓŁ.

Inna rzecz, że nie wszystkim się obecność zwierząt podoba. Zacięte, nadąsane miny innych klientów ignorujących obecność zwierzaka mroziły. Co tam kto lubi. Po podłodze ze zwierzakami turlać się nie będę (tym razem) ale czy odrobina uśmiechu i psich figli szkodzi?


13 Comments

  1. Ale słodki kotek! A ja jeszcze nie widziałam żadnego zwierzaka w sklepie niestety :( A chciałabym!
    No i genialna historia z salonem samochodowym :)
    Myślę, że zwierzę np. w księgarni robi jedynie dobre wrażenie. Mnóstwo ludzi uwielbia kotki, pieski i na pewno wtedy trudniej im wyjść z takiego sklepu, jak tutaj kotek prosi i pogłaskanie ;)

  2. W Amsterdamie podczas mojego pobytu wraz z mężem 3 miesiące temu w dwóch restauracjach w których jedliśmy obiad, pod stołami mieszkały sobie koty i chodziły od stolika do stolika. Osobiście kocham koty i nic do nich nie mam, jednak przemknęła mi przez myśl czy aby na pewno jest to higieniczne. W biurze, salonie, sklepie…ok, ale w restauracji?

    • Myślę, że dopóki nie grasują w kuchni, zagrożenia nie ma :) Kiedyś w Hiszpanii widziałem całe stadko kotów czekających na swoje „łupy” przed restauracją ;)

  3. Ola

    Miejsca gdzie widzę szczęśliwego kota od razu otwierają moje serce :-)

  4. bastalena I Owsianka & Kawa

    Ja tam uwielbiam koty. I pewnie na widok takiego po prostu rozpłynęłabym się. Jak znam siebie zaraz byłoby głaskanie, mizianie i w ogóle pisk nie z tej ziemi ;) Istnieje obawa, że prędzej wyszłabym z takiego salonu z kotem niż z autem :P

  5. Ja tam uwielbiam koty. I pewnie na widok takiego po prostu rozpłynęłabym się. Jak znam siebie zaraz byłoby głaskanie, mizianie i w ogóle pisk nie z tej ziemi ;) Istnieje obawa, że prędzej wyszłabym z takiego salonu z kotem niż z autem :P

    • Ha! Od razu widać, że się nie znasz na kotach :D – z kotami trzeba „walczyć” „na śmierć i życie”! To urodzone maszyny do zabijania a nie myziania! Skrytym kocim myziaczom mówimy nie! (a teraz idę grzecznie dosypać chrupek, bo znowu mam dwie smutne strasznie głodne kocie paszcze – jadły przecież AŻ 30 minut temu)

  6. To zależy od ludzi, których spotkasz. Jedni nie będą mieli nic przeciw, inni mogą robić problemy. A w Polsce wiadomo, jak jest… Kociak słodki!

    • Ale zadbane kocię :) I to nie jest moja ostatnia wizyta w salonie, może jeszcze się spotkam z salonową słodzinką

  7. Michalina Tańska

    na zwierzakach można zyskać i stracić – pupil może być spoiwem między firmą a klientem, jeżeli oboje mają podobne preferencje, w innych przypadkach może być nieco gorzej ;) myślę, że niektórzy obecność zwierzaka w jakimkolwiek miejscu pracy uznaliby za brak profesjonalizmu ;)

  8. Michalina Tańska

    na zwierzakach można zyskać i stracić – pupil może być spoiwem między firmą a klientem, jeżeli oboje mają podobne preferencje, w innych przypadkach może być nieco gorzej ;) myślę, że niektórzy obecność zwierzaka w jakimkolwiek miejscu pracy uznaliby za brak profesjonalizmu ;)

  9. Podejście klientów może być różne w kwestii obecności zwierząt w takich miejscach. Ja miłośniczka kotów wychodzą z założenia, że tylko perfidnym ludziom może taki widok przeszkadzać. A jeżeli przeszkadza to lepiej nie robić z nimi interesów. Skoro nie lubi zwierząt to zapewne ludzi również.

    • Tolerancyjny jestem, bo z krokodylem czy tarantulą bym się bawić nie chciał :)
      Ale oczywiście masz rację.

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Theme by Anders Norén