I kolejny wpis historyczny traktujący o sztucznych myszkach i ich tajemniczym znikaniu. Rzecz się działa w grudniu roku pańskiego 2005… Jest (jak widać na fotografii) aktualna również teraz, nowa kotka, nowe myszki, nowe (niewyjaśnione) zaginięcia… 

Na początku podkreślam i przypominam: mowa będzie o sztucznych myszkach. Podczas opisanych wydarzeń krzywda nie stała się żadnemu żywemu zwierzęciu, niczego na nikim nie testowano tak więc post można udostępnić osobom poniżej lat 18 .

Nasza domowa księżniczka – Mocca – uwielbia bawić się sztucznymi szarymi myszami z kocimiętką w rozmiarze standard. Zabawy są szaleńcze – mysz jest traktowana jak krążek hokejowy, noszona w zębach lub prowadzone są intensywne prace na cztery drapiące łapy. Istniał tylko jeden niewielki problem. Mysz, po kilku dniach zabawy, znikała. A właściwie była „znikana” w sposób zadziwiający i skuteczny.

W związku z cykliczną dematerializacją myszy  – średnio raz w tygodniu – udaję się do sklepu zoologicznego, gdzie miła pani bez zbędnego słowa, już na mój widok, kieruje się do pudełka z myszkami. Cały rytuał nagradzany jest rabatem – 5%. Na myszy.

Dziś, w ramach sobotnich porządków, postanowiłem wyciągnąć kurze spod pralki. Pralka stoi w kuchni, jest zabudowana a z przodu zakryta drzwiczkami. Pralka stoi na niskich nóżkach i ZDECYDOWANIE nie ma pod nią prześwitu na myszkę. Ot, tyle tylko aby zmieścić końcówkę ssącą z odkurzacza.

Podczas odkurzania coś pod pralką zatkało ssawkę. Ale wyjść nie chciało. Pad płaski na twarz przed pralką niewiele wykazał. Po oświetleniu podłogi latarką oczom ukazała się myszka… Fajnie, tylko myszka była tak zaklinowana, że wypychanie linijką nic nie dało. Cięższy i dłuższy sprzęt ciut ją przesunął i ukazał… drugą myszkę… Ale wyciągnąć dalej się nie dało. Bo dostęp tylko od przodu pralki.

Rodzinne pospolite ruszenie uniosło pralkę (nad którą jest blat kuchenny) na tyle, aby wysunąć myszki. Dwie myszki? NIE!  Cztery, słownie cztery, myszki. Istna mysia rodzina.

Mocca bardzo pracowicie, korzystając z osłony nocy, pracowała nad uplastycznianiem i dwuwymiarowaniem myszek, i nad wpychaniem ich pod pralkę. W końcu każdy porządny kot wie, że naturalnym miejscem występowania myszy są norki, dziury i inne podejrzane miejsca. Ot i cała historia…

Tak więc kolejna skrytka została przez obsługę kuwety i miski ujawniona, Mocca śpi słodko śniąc o kolejnych skrytkach dla myszek.

Powyższa wesoła historia powtarza się cyklicznie. Nasze kolejne koty zakładają kolejne mysie azyle – a to za kanapą, a to między poduchami na kanapie. Wyjmowane myszy są z oburzeniem przechwytywane i upychane w tajemnych miejscach na powrót. Nie wolno rozdzielać mysich rodzin. No!