Opowieści pogodne, Wakacje!

Muzeum Powstania Warszawskiego

Muzeum Powstania Warszawskiego

Ponad rok temu odwiedziłem Muzeum Powstania Warszawskiego. Krótko po wizycie rozpocząłem pisać relację i … utknąłem. Zostawiłem niedokończony tekst na długie miesiące. Bo jak opisać Muzeum? Jak oddać to co jest istotą tego miejsca – czyli wyjątkową aurę? Kiedy prostu je trzeba odwiedzić, żeby spróbować wczuć się w atmosferę sierpnia 1944 roku. Ostatecznym impulsem do ukończenia relacji jest informacja, że podobnie jak podczas mojej wizyty, w Muzeum pojawiła się wystawa dotycząca GROMu – w rozszerzonej wersji. Może właśnie ta informacja zachęci Was do wizyty w Muzeum.

Ten post będzie pełen przemyśleń i nie będzie okraszony wieloma zdjęciami. Do tego absolutnie nie będę analizował przyczyn czy celowości wybuchu Powstania Warszawskiego. Bardzo mądre pytanie zadał mi po wyjściu z Muzeum Leszek – warszawiak z dziada pradziada – „jak wrażenia?” Coś mądrego próbowałem odrzec, ale tylko skrzywiłem się. I wtedy uściślił – „o Muzeum pytam”. Obydwaj odetchnęliśmy. Tak. Bo już myślałem, że zaczniemy spór o celowość wybuchu Powstania.  Zamiast odpowiedzi po prostu z uznaniem pokiwałem głową. Jest co oglądać.

W tej krótkiej opowieści skupię się tylko na moich przeżyciach podczas wyprawy do Warszawy i podczas zwiedzania Muzeum.


Wygrana w Lidze Biegowej

Gdy pisałem odpowiedź na konkurs Ligii Biegowej, w którym mogłem wygrać pakiet startowy na II BMW Półmaraton Praski, przez głowę przebiegła mi myśl – a jeśli wygram, to nareszcie pojawi się szansa na zwiedzenie Muzeum Powstania. No i gdy po powrocie z wakacji sprawdziłem stronę Ligii Biegowej i gdy okazało się, że wygrałem pakiet startowy, (co opisałem w tekście „Ślązak w Warszawie na BMW w Pradze).  wszystko stało się jasne. Przestawiłem się już tylko na planowanie wizyty w Warszawie pod takim kątem, aby na zwiedzanie Muzeum mieć wystarczająco czasu. Wisienką na torcie był fakt, że w Muzeum jeszcze wciąż była wystawa poświęcona jednostce GROM. Dopiero dzień później miałem przebiec 21km, które w tej historii poniekąd były tylko pretekstem do wizyty w Warszawie.

Planowanie zwiedzania Muzeum Powstania Warszawskiego

Muzeum powstało w 2004 roku – otwarto je w sześćdziesiątą rocznicę wybuchu Powstania. Przez tych „naście” lat wielokrotnie byłem służbowo w stolicy, nigdy nie miałem wystarczającej ilości czasu na wizytę w Muzeum. Może by i udało się wejść „na chwilkę”, ale zawsze uważam, że albo coś robić porządnie, albo wcale.

Dzięki internetowej stronie Muzeum Powstania Warszawskiego dowiedziałem się, że będę potrzebował na zwiedzanie przynajmniej dwie godziny. Znajomi znacząco rozszerzyli czas – że nie zdziwią się, jeśli postanowię spędzić tam cały dzień. Uprzedzili też o wakacyjnych i weekendowych kolejkach do kasy, stąd bilet kupiłem przez internet. Przeliczyłem możliwe opóźnienie pociągu (planowy przyjazd 12:30), dodałem czas na odbiór pakietu startowego na Pradze, zlokalizowałem na mapie przystanek, dodałem czas przejazdu w okolice Muzeum i jeszcze dodałem poprawkę na moją nieznajomość terenu – prawie pewne zgubienie się w „wielkim mieście”. Wyszło mi ostatecznie, że logiczną godziną wejścia będzie 15.15. I na taką kupiłem bilet.

Przejazd

trasaJak się później okazało, nie spiesząc się dotarłem na miejsce, na ulicę Grzybowską 79 o … 14.00! Dzięki maps Google, które zaplanowało moją podróż z przesiadkami oraz dzięki wykorzystaniu e-biletu. Wszystko poszło jak po sznurku. Nawet nigdzie się nie zgubiłem!

bilet

Nieważny bilet wstępu?

Z wielką ulgą zdeponowałem plecak i karimatę w specjalnym, bardzo pojemnym, schowku na bagaż (brawo, że ktoś o tym pomyślał!) – który znajduje się naprzeciw wejścia. Kocim ruchem wysunąłem z pliku dokumentów bilet, udałem się do wejścia, nastąpiło skanowanie kodu i … zostałem zatrzymany stwierdzeniem: „Bilet nieważny”.

Otóż bilet można wykorzystać nie szybciej niż na godzinę przed wykupionym wejściem. Żeby było śmieszniej, przed kasą nie było kolejki. Więc sam sobie utrudniłem zwiedzanie. Choć nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło w oczekiwaniu na wejście – dokładnie zwiedziłem „Park Wolności”, dziedziniec, w tym obejrzałem i obfotografowałem wóz pancerny Kubuś

kubus1(a właściwie jego replikę).

kubus2

Resztę czasu oczekiwania spędziłem na pogawędce z osobą skanującą bilety, która – widząc moje zainteresowanie tematem – poopowiadała sporo ciekawostek z tworzenia Muzeum Powstania Warszawskiego. Po godzinie piętnastej przekroczyłem upragnione wrota.

Wnętrze Muzeum Powstania Warszawskiego

W środku panuje półmrok. Słychać bicie serca. Trzeba się bacznie rozglądać, bo ekspozycja jest wielowymiarowa – eksponaty znajdują się na murach, pod brukiem (kanały), nawet w powietrzu (Liberator). Dla ułatwienia wprowadzono system karteczek z kalendarza, które można podczas zwiedzania kompletować – oglądając punkt po punkcie ekspozycję. Kalendarium rozpoczyna się 27 lipca, a kończy 5 października 1944 roku.

Ja przechodziłem wg własnego widzimisię i kartek nie zbierałem, skierowałem się najkrótszą drogą na wystawę poświęconą jednostce GROM.

Ekspozycja GROMu

Na miejscu zaskoczyła mnie niewielka liczba zwiedzających – na niektórych korytarzach Muzeum było trudno wyminąć zwiedzających, w części GROMowej, było zwiedzających niewielu. Kilka gablot z bronią, z wyposażeniem jednostki, pamiątki, fotografie. I dla mnie najciekawsze multimedialne stoiska – monitorki ze słuchawkami. Odsłuchałem po kolei wszystkie nagrania. Z zapartym tchem. Każda z osób występujących przed kamerą by mogła napisać książkę o jednostce. A wiele z tematów co pewien czas „wyskakuje”, by natychmiast zniknąć – tak jak choćby rola kobiet w GROMie. Nawet słowem nie zająknął się na ten temat w swojej książce Naval czy Andrzej K. Kisiel.

Nie wiem ile czasu spędziłem na słuchaniu i oglądaniu. Dla samej tej części wystawy warto było przyjechać ze Śląska. Ktoś miał świetny pomysł, a do tego rewelacyjnie go „sprzedał” zwiedzającym.

Muzeum Powstania Warszawskiego

Muzeum ukazuje Warszawę z czasów okupacji, poprzez Godzinę „W” i to, co z walczącą stolicą, jej mieszkańcami oraz Powstańcami działo się później, po upadku Powstania. Poczta polowa, radiostacja, zrzuty zaopatrzenia, jest też Sala Małego Powstańca. Oczywiście możemy zapoznać się też z wyposażeniem i uzbrojeniem walczących. Przedstawione są też bardzo plastycznie zbrodnie hitlerowców. Czasem trudno uwierzyć, że człowiek człowieka mógł traktować  w tak nienawistny sposób.

To co robi na zwiedzających największe wrażenie, to interaktywny przekaz. Poprzez światło, dźwięk i otaczające nas materiały filmowe mamy wrażenie podróży w czasie. Spacerując po terenie Muzeum chodzimy po ulicach ówczesnej Warszawy. Pod stopami bruk. Wokół zniszczone mury. Na murach plakaty, odezwy, ogłoszenia. Dochodzą do nas dźwięki z różnych stron. Z każdym krokiem zapadamy w coraz głębszą i bardziej intensywną zadumę. A każdy odbiera wizytę inaczej, do każdego z nas mocniej przemawia inna część ekspozycji. Cichną rozmowy, w umyśle przewijają się obrazy tego, co działo się 70 lat temu.

Trudno wyliczyć tu wszystkie elementy ekspozycji. Muzeum oferuje bardzo spójną informację na temat wszystkich aspektów Powstania. Każdy kolejny krok wędrówki po Muzeum jest dobrze opisany.  Jest to świadectwo tamtego czasu, upamiętnienie ofiar zarówno Powstańców jak i mieszkańców miasta, które miało zostać zrównane z ziemią i zapomniane.

Myślę, że u każdego zwiedzającego wcześniej czy później pojawia się gnębiące pytanie – co ja bym zrobił w takiej sytuacji? Dołączyłbym do Powstańców? Walczyłbym? Może gdzieś tu byłaby moja bezimienna mogiła?

Trudno się z tych myśli otrząsnąć. Po wyjściu, gdy nagle z półmroku Muzeum wyszedłem na zalany słońcem dziedziniec, poczułem się niczym ocalony z wojennej pożogi. Otaczał mnie gwarny, różnojęzyczny tłum kolorowych postaci. Wokół nowoczesne budynki. Sznur samochodów. Stolica tętniąca życiem. Za sobą zostawiłem inny świat – świat ruin, śmierci ale też nadzwyczajnego bohaterstwa, poświęceń i ofiar.


Jeśli kiedykolwiek będziecie w Warszawie jedźcie do Muzeum Powstania. Bo jest to miejsce, które powinno być zaznaczone na każdej mapie stolicy czerwonym wykrzyknikiem. Zwiedzanie obowiązkowe! 

Szczegóły nt. godzin otwarcia i warunków zwiedzania znajdziecie na stronie internetowej Muzeum: www.1944.pl. Muzeum posiada wiele udogodnień dla zwiedzających – audioprzewodniki w 22 językach, tłumacz języka migowego, oglądanie dotykowe części eksponatów (dla osób niewidzących). Można również wypożyczyć na miejscu wózek – choć samo poruszanie się wózkiem w niektórych miejscach Muzeum jest utrudnione (podłoże – bruk).


15 Comments

  1. Bookworm

    Może kiedyś się uda :) Może jednak się uda mi jeszcze raz kiedyś zahaczyć o Muzeum :)

  2. Wstyd się przynać…., ale w tym roku juz na pewno pójdę. Polecam odwidzić Warszawę 1 sierpnia. Ciary przechodzą, kiedy w godzinę W rozlega się syrena, a miaso staje.

  3. Trzykrotnie odwiedziłem to muzeum i muszę przyznać, że z chęcią pójdę kolejny raz. Niesamowite miejsce, z którego można czerpać niezliczoną dawkę wiedzy. Przejście kanałami pozwala odrobinę wczuć się w niełatwe warunki, w jakich toczyły się walki.

  4. Kobietapo30

    Jeszcze nie byłam, bardzo chciałabym…mam nadzieję, ze wkrótce będzie to możliwe. Dzięki za ten post

  5. Jeszcze nie byłam, bardzo chciałabym…mam nadzieję, ze wkrótce będzie to możliwe. Dzięki za ten post

  6. Iza

    Pamiętam jak ogromne wrażenie zrobił na mnie film Miasto 44 i myślę, że Muzeum by te moje uczucia i przemyślenia pogłębiło. W Warszawie byłam ostatni raz chyba 3 lata temu, w CNK. Zazwyczaj jesteśmy w Polsce zbyt krótko i z konkretnych powodów i na zwiedzanie nie ma czasu, ale myślę, że jak tylko będę miała okazję, to się tam wybiorę. Chociaż przyznam, że na samą myśl przechodzą mnie ciarki…

  7. Agata Muszyńska

    Każdego 1. sierpnia okazuje się, że moje postanowienie o odwiedzeniu tego miejsca nie zostało zrealizowane. Dzięki, że mi przypomniałeś.
    Myślę, że wiele osób, zamiast robienia corocznego krzyku nad zasadnością powstania, powinno po prostu tam pójść.

  8. Każdego 1. sierpnia okazuje się, że moje postanowienie o odwiedzeniu tego miejsca nie zostało zrealizowane. Dzięki, że mi przypomniałeś.
    Myślę, że wiele osób, zamiast robienia corocznego krzyku nad zasadnością powstania, powinno po prostu tam pójść.

  9. Bardzo mi wstyd – przed samą sobą. Ilekroć jestem w Warszawie, tylekroć obiecuję sobie wizytę w tym muzeum… I do tej pory tam nie zajrzałam… Ale nadrobię.

    • Bo to jeszcze trzeba mieć „wolną głowę”, żeby tam zajrzeć – no i kilka godzin w zapasie :) Ale co się odwlecze to wiesz ;)

  10. Czekałam na ten wpis odkąd go zapowiedzialeś. Niestety jeszcze w muzeum nie byłam. Wciąż brakuje mi czasu. Miałam nawet w planach konkretny dzień, po pracy, ale jednak byłam wtedy zbyt zmęczona i zrezygnowałam, zwłaszcza, że nie chciałam tego miejsca ot tak zaliczyć. Zamierzam trochę czasu tam spędzić. Co się odwlecze to nie uciecze. :-) Myślę że nie ma co dyskutować o sensie powstania. Ono się wydarzyło i to się nie zmieni. Trzeba pamiętać i doceniać to że Warszawa podniosła się z popiołów. Kiedy chodzę starymi uliczkami stolicy, często myślę o tym co się tu działo podczas działań i powstanczych i ogólnie wojennych. Te ulice to też dla mnie rodzaj muzeum, to świadectwo wydarzeń z tamtych czasów. Ale Muzeum Powstania odwiedzę na pewno. :-)

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Theme by Anders Norén