Opowieści pogodne

Najlepszy prezent ślubny

Najlepszy prezent ślubny fotka tytułowa

Bywa tak, że ona i on postanawiają spędzić resztę życia razem. Udają się wtedy do USC, czy też do poświęconej Bogu budowli i mówią dwa razy bardzo wzruszone „tak”, cementując w ten sposób związek (choć jeszcze wtedy nie wiedzą, że „po odejściu od ołtarza reklamacji nie uznaje się”).

A później, po wyjściu, lub podczas imprezy poślubnej, nowożeńcy otrzymują prezenty. Duże, małe, kopertowe, pachnące a czasem i jadalne.

Ten tekst jest o prezencie, który towarzyszy nam od lat 16 (prawie pełnoletni więc jest) i został tak wspaniale wybrany, że za każdym razem, gdy go używam, myślę o osobie, która ten prezent przygotowała.

A prezentem jest… wałek!

3 razy „p”

Przez cztery lata chodziliśmy do tej samej wesołej klasy licealnej. Nasza klasa była wyjątkowo zgrana. Imprezowaliśmy równo, ponoć niektórzy z nas czegoś się nawet w procesie edukacji licealnej nauczyli. Może niekoniecznie tego, co zostało zakodowane w podręcznikach, ale ważne, żeby wiedza była życiowo przydatna, nieprawdaż? Tak do tematu podeszliśmy, dokonując rozmaitych wyborów i pominięć co nudniejszych zakresów materiałów.

Byliśmy w tym skuteczni, potwierdziła to odpowiedź jednego z nas na pytanie:

-czy zasadnicza służba wojskowa czegoś ciebie nauczyła?

-Nie, bo pić, palić i pieprzyć to nauczyłem się wcześniej.

I. w roli anioła stróża

Po wesołym czasie liceum trafiliśmy na rozmaite studia w różnych częściach kraju i nasze drogi się rozeszły. Spotykamy się sporadycznie, ale wciąż łączy nas wyjątkowa więź.

Tu maleńki skok w przeszłość, bo dzięki koledze o inicjale krótkim, niczym mój zapał do nauki biologii (I.), dowiedziałem się, gdzie mieszka moja przyszła Małżonka. To on wskazał mi lokalizację – a ja mogłem przystąpić do tkania misternych, ale skutecznych sideł.

Kilka lat później I. czekał na nas wychodzących z kościoła po naszej mszy ślubnej. Sprawa była skomplikowana, bo o możliwość wzięcia ślubu przed końcem wakacji walczyliśmy z losem (problemy z urlopami, mieszkaniem, kosztami itp.) i biurokracją aż do ostatniego dnia. Ślub ostatecznie wypadł w środę, świętowaliśmy w niewielkim, rodzinnym gronie, później szybko uciekliśmy na kilka dni nad morze.

Ale I. pojawił się niczym nasz anioł stróż i z ciepłym uśmiechem przekazał nam prezent.

Najlepszy prezent ślubny

Prócz zestawu łakoci (które osłodziły nam drogę nad morze) otrzymaliśmy wałek. Taki do wałkowania ciasta.

wałek najlepszy prezent ślubny

22 cm szerokości (40cm z uchwytami), 426g wagi. Na drewnie wypalone pracowicie nasze imiona, miejsce i data ślubu. I czterolistna koniczynka – na szczęście.

koniczynka

Taki domowy, kuchenny talizman.

Wałek rozwałkował już dziesiątki ciast i setki pierogów. Choćby takich jak dziś – wg przepisu, który znajdziecie na tym blogu.

pierogi przepisZa każdym użyciem myślę i o tym gorącym letnim ślubnym dniu, i o obecności I. na naszym ślubie.

Historia lubi się powtarzać

Pewnego dnia jechałem przez miasto, kątem oka dostrzegłem sylwetkę I. przy jednym z przejść. Myślałem, że mnie nie zauważył, ale źle myślałem. Po chwili dostałem sms i informację, że za kilka dni bierze ślub – podany kościół, data, godzina – też brał ślub w środku tygodnia, też organizował wszystko „na zapalenie płuc”.

O tym wszystkim dowiedziałem się, gdy tym razem ja na niego czekałem przed wyjściem z kościoła. To był fajny, ciepły dzień, wszystkim uczestnikom ceremonii udzielała się radość z uczestniczenia w czymś wyjątkowym. A ściskając jego dłoń, wspominałem inny moment, gdy to ja stałem na jego miejscu. Historia zatoczyła koło.

Dar jest błogosławieństwem ofiarodawcy

Jeśli kiedykolwiek będziecie się wahać czy prezent na ślub, przez was wybrany, może wydać się niewystarczająco okazały, pomyślcie o tej krótkiej opowieści.

To obecność osoby, która jest dla nas ważna, czyni uroczystość wyjątkową i już jest prezentem. Bywa, że niewielki, ale od serca ofiarowany prezent, sprawia radość na długo.

Dar jest błogosławieństwem ofiarodawcy

(„Diuna”, Frank Herbert)

I warto o tym pamiętać.

Ale to nie koniec historii. Jak zwykle doskonale kojarzący fakty Tomasz, przypomniał mi mój „występ” w Rogalowym Muzeum Poznania. Z czym? Z wałkiem!

O tym poczytacie we wspomnianym wpisie…

Poznań, muzeum rogalowe

A czy wam towarzyszy w życiu jakiś wyjątkowy prezent? 


Jeżeli spodobał Ci się ten tekst, lub jeśli masz do niego uwagi – zapraszam na fanpage bloga – zostaw komentarz, polub profil lub napisz do mnie prywatną wiadomość.

Będzie mi bardzo miło, jeśli udostępnisz tekst dalej, korzystając z poniższych ikonek

17 Comments

  1. Asia

    Ja mam taki koc. Dostałam go od mojego A. na początku badzej znajomości jako prezent gwiazdkowy. Jest wyjatkowy, bo z rękawami i wielką czerwoną kieszenią na brzuchu (na pilota ;-) ). Miał mi umilać samotne zimowe wieczory. Teraz korzystamy z niego oboje w zależności, ktore go potrzebuje i to drugie wtedy zawsze w końcówkę zawija stopy, zeby tez mieć kawalek ;-)

  2. Ja mam taki koc. Dostałam go od mojego A. na początku badzej znajomości jako prezent gwiazdkowy. Jest wyjatkowy, bo z rękawami i wielką czerwoną kieszenią na brzuchu (na pilota ;-) ). Miał mi umilać samotne zimowe wieczory. Teraz korzystamy z niego oboje w zależności, ktore go potrzebuje i to drugie wtedy zawsze w końcówkę zawija stopy, zeby tez mieć kawalek ;-)

  3. Piękny tekst Paweł!
    Ja mam sentyment do przedmiotów, i to takich danych od serca- to one mają dla mnie największą wartość :)

  4. Uwielbiam tak zwane podarunki spersonalizowane, przy czym świetnie się czuję zarówno w roli dawcy, jak i biorcy, że pozwolę sobie użyć medycznych terminów. Parę lat temu zrobiłam dla mojego brata owcę z masy solnej, taką większą, trochę nieudolną, bo i ręki do tej techniki nie miałam wyrobionej jak teraz. Na owcy zagościł napis „osobista owca Krzysia”. Strasznie się wzruszyłam, gdy okazało się, że brat wszędzie tego solniaka ze sobą zabiera, a sporo chłopina po świecie jeździ.

  5. To sie nazywa spersonalizowany prezent. Niby taki niepozorny, a jaki szmat drogi i kilometry ciasta pod pierogi z Wami przewalkowal. Hi hi hi. Pawel, wszystkiego naj w nowym roku, a dla Twojej malzonki wszystkiego naj na tej drodze, ktora od lat kroczycie. Pozdrawiam serdecznie Beata

  6. Uwielbiam takie rzeczy! Cudowności, zdecydowanie wolę te prezenty od serca! Sama teraz przygotowuję prezent dla przyjaciela.

    • To trzymam kciuki, żeby prezent został doceniony :)
      No ale Ty to potrafisz „w DIY” ;) więc bankowo będzie cudo.

  7. Zgadzam się w 100%, zawsze wychodziłam z założenia, że najlepsze prezenty nie muszą kosztować mnóstwa pieniędzy. Przede wszystkim liczy się gest, prosto z serca. Pamiętam, że 3 lata temu na ślubie przyjaciółki zorganizowałam niespodziankę. Wymyśliłam tekst piosenki. Piosenki dla młodej pary. Zawierała zabawne porady, jak sobie w życiu po ślubie radzić. A końcowe zwrotki wybrzmiewał życzeniami. Ugadałam się ze świadkową i na weselichu cała sala otrzymała kartki z tekstem. Włączono podkład, który przygotowałam w domu – melodia znanej piosenki Rynkowskiego plus mój śpiew :D I cała sala dla nich zaśpiewała, a przyjaciółka i jej mąż otrzymali oprawione w ramkę słowa piosenki. I cieszę się, że udało się coś takiego zorganizować – myślę, że oboje będą mieli miłe wspomnienia z tego dnia.

    • Cudna opowieść! Jestem pod wielkim wrażeniem, ja z moją umiejętnością śpiewu, bym się nadawał do rozpędzania demonstracji. Z tańcem do torowania drogi przez ocean :D Nawet rekiny by uciekały ;)

      • Eeee jeśli myślisz, że ja potrafię śpiewać, to odrobinę mijasz się z prawdą :D Jak cała sala zaczęła śpiewać w rytm muzyki, to idealnie zagłuszyło mój jazgot :D

  8. Ale wiesz, że wałek to raczej prezent dla żony? :-) To zazwyczaj atrybut kobiety, która tym wałkiem mężczyznę… tresuje. :-D Jak widzę wolałeś przejąć sprzęt i użyć go do właściwych celów. Gratuluję sprytu. :-D A wiesz że nie posiadam wałka? Ciasto na pizzę walkuję szklanką. Na pierogi jeszcze nie przyszedł czas. :-) Z prezentów ślubnych mam zegar w kształcie dwóch złączonych serc. Wisi sobie i cyka, mimo że malzenstwo już nie istnieje od 10 lat. Grunt że zegar chodzi. :-)

    • Podejrzewałem taką możliwość, więc właśnie dlatego przejąłem sprzęt :)
      Zanabądź wałek, zyskasz dodatkowy argument podczas sprzeczek (oby jak najrzadziej używany). No bo co, zegarem będziesz rzucać, ryzykować zatrzymanie czasu? ;)

      • Nie śmiałabym rzucać zegarem, choć zatrzymanie czasu jest propozycją kuszącą. :-D W obecnym moim związku sprzeczek jako takich nie ma, są tylko fochy i to zazwyczaj męskie. :-) Myślisz że wałek byłby skuteczny na focha? :-D Skuteczny czy nie, może jak zakupię, to ktoś w tym domu zacznie robić pierogi. Może to nawet będę ja? :-)

        • Basiu, skoro nawet ja rozgryzłem (jako tako) procedurę tworzenia pierogów, to … Kup ten wałek. Zawsze możesz opracować poradnik (i sprzedawać za ciężkie pieniądze) jak używać wałka w domu w celu poskromienia męskiego focha.

  9. Twój wpis mi przypomniał o prezencie, który nie trafił do osoby, która tegoż prezentu chciała – MałaŻonka po ślubie obiecała mi, że będzie robić i lepić pierogi, jeśli kupię Jej wałek i stolnicę. Dała mi na to 5 lat.
    W tym roku stuknie nam 18 lat po ślubie. Na szczęście niedaleko jest fajna pierogarnia :)

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Theme by Anders Norén