Obóz biegowy w Kenii


Po ubiegłym Prima Aprilisie miałem mocne postanowienie: nie zrobię żadnego wkrętu.  Po prostu nie. Poprzedni, dość spontaniczny dowcip żył na tyle długo, że sam zacząłem się obawiać, że stanie się kiedyś w końcu prawdą. Jak to było rok temu oczywiście możecie przeczytać pod tym linkiem.

jak zostać wegetarianinem nawet w Prima Aprilis

Ale moja wytrwałość została przełamana przez charakterystyczne smyranie za uchem. Wczoraj, około południa.


Gremlin

Z żartami na pierwszego kwietnia to jest tak, że trudno wymyślić coś fajnego. Raz — bo my Polacy jesteśmy ponurzy z natury i nie lubimy się z siebie śmiać. Dwa — wymyślenie czegoś odkrywczego, a jednocześnie na tyle prawdopodobnego, żeby dało się kogokolwiek wkręcić, jest niesłychanie trudne. Przy tym ja mam zawsze zasadę, śmiać się mogę z siebie. Bez robienia przykrości innym. Tak więc wymyślenie dobrego żartu, a jeszcze nabranie kogoś na ten żart, to trochę misja niemożliwa.

Pewno już nie pamiętacie mojej wysuszonej reklamacji która wcale nie była opowiadaniem SF, tylko zapisem mojego pobytu w pewnym firmowym sklepie AGD. Większość dialogów była tak zakręcona, że bezsprzecznie ich suflerem był Gremlin. Bo gdzie ja takimi hasłami z głowy bym rzucał. Gremlin, gdy coś zamierza zbroić, swędzi mnie lewe ucho. No i właśnie tak stało się wczoraj.

Pomysł — albo Gremlin — jak uporczywa mucha łaził, smęcił, łaskotał, aż nie wpadł na genialny pomysł.

Jedź na obóz biegowy do Kenii!

Uwierzycie, że tych sześć prostych wyrazów rozwinęło się przed moimi oczami w kunsztowną historię? A właściwie jej szkielet. Bo sam pomysł — choć na pierwszy rzut oka z gatunku absurdalnych — miał sens. Bo takie obozy są organizowane. Tylko musiałem się dokształcić, bo mój fanpage (na który miałem wrzucić tekst) czytają głównie biegacze i — jak ich znam — wiedzieli o tych obozach dużo więcej niż ja.

Szkielet był, czas na wypełnienie go mięskiem i nadanie mu życia. A czy wyjdzie z niego pokraczny mulasty Golem, czy może zwinny i żwawy (choć nieco pozszywany niefachowym męskim ściegiem) Frankenstein — to się miało okazać nazajutrz.

Przygotowania

Po obejrzeniu kilku filmików i przeczytaniu dwóch raportów znałem podstawowe informacje o Kenii i obozach. Mekką biegaczy jest miasteczko Iten. Jest tam całe centrum treningowe, w którym znajduje się wszystko, co biegaczom do szczęścia jest potrzebne.

Siadłem sobie spokojnie i „porozumowałem” trochę, bo historia musiała się „trzymać kupy”. Przelot, transport, urlop, warunki, opór rodziny — dwie rzeczy mi tylko „haczyły” w tej sprawie.

Raz — pora deszczowa. Niestety takowa przypada na kwiecień i maj — wtedy w Kenii nie ma obozów (bo się robi błoto).

Dwa — kwestia sensowności takiego wyjazdu dla biegacza takiego jak ja. Jestem totalnym amatorem — tak jak i moje wyniki. Jakakolwiek poprawa wyników wymagałaby najpierw odchudzenia, później konkretnego potrenowania a najlepiej odmłodzenia o jakąś dekadę (lub dwie). Przypuszczalnie udział w takim obozie niczego by nie zmienił albo i pogorszył.  Ale nic, w razie czego będę improwizował. Przecież każdy wie, że biegacz to z reguły wariat?

Przeprowadziłem też szybki rekonesans czy i na co trzeba się szczepić jak z wyżywieniem itp., itd. Oczywiście miałem pełną świadomość, że „coś” musiało wydarzyć się nagle i niespodziewanie — żebym w takiej imprezie wziął tak niespodziewanie udział. Przecież jestem blogerem, co to dla większości społeczeństwa oznacza, że informuję tę i kilka pobocznych galaktyk o każdym epokowym spostrzeżeniu z gatunku „wstałem z łóżka prawą nogą”.  Skoro nie informowałem o obozie, to znaczy, że to blaga. Albo grom z jasnego nieba i życiowa okazja.

Tak więc na wszelki wypadek coś tam wspomniałem o spełnianiu marzeń dzień przed wkrętem. No i ważna rzecz. Uprzedziłem Żonę o wkręcie. Sam bym nie chciał dowiedzieć się z „internetów” o tym, że małżonek wybywa za tydzień na dwa tygodnie na kontynent, na którym można zostać zdekapitowanym i ugotowanym, niekoniecznie w tej kolejności.

Pokręciła tylko głową. Wiecie, że ta Dzielna Kobieta wytrzymała ze mną (i moimi pomysłami) już ponad 15 lat?

Tekst

Dosyć długo poprawiałem tekst, który w ostatecznej formie wyglądał tak:

Warto realizować biegowe marzenia. Szczególnie te, które spadają okazyjnie z nieba. Już 8 maja staję na starcie Wings For Life w Poznaniu. Nie miałem pomysłu co, poza standardowym treningiem, mogę jeszcze poprawić by pobiec szybciej i dobiec dalej. Wieczór trzy dni temu dzwoni telefon. Krzysiek – jeden z najlepszych biegaczy, których znam, dzwoni z propozycją. Niestety noga w gipsie, nie może wziąć udziału w dwutygodniowym obozie biegowym. W Kenii! Za tydzień! Pomyślał o mnie – a miał kilku innych chętnych. Odłożyłem słuchawkę i sobie usiadłem. Gonitwa myśli. Cena bardzo preferencyjna. Warunki udziału rewelacyjne – program dopasowany do zdiagnozowanych na miejscu predyspozycji. Szczepienia – do wykonania tylko jedno. Wyjazd do mekki biegaczy – Iten – obóz treningowy na wysokości 2400m! Sporo wątpliwości, w końcu to Afryka. Ale no do cholery, żyje się raz. Wszyscy biegacze, którzy tam wyjechali, już tam na miejscu, pod koniec obozu mordowali swoje “życiówki” o kilka minut. Z drugiej strony – dwa tygodnie poza domem… Ale… rodzina podeszła wyrozumiale do tematu – wiadomo jak to jest z wariatem, lepiej co pewien czas wypuścić I sobie od niego odpocząć. Urlop? No w końcu mam sporo zaległego urlopu jeszcze z 2015 roku. Zdecydowałem się. Potwierdziłem i opłaciłem udział przed chwilą. Lecę!
Tak więc intensywny tydzień przede mną,badania, szczepienie, jeszcze po drodze test wysiłkowy kardio, trochę papierków do wypełnienia, ubezpieczenie I … Ahoj przygodo! Chyba wytrzymacie bez czytania moich wpisów przez dwa tygodnie? Śmieszne, wezmę ze sobą kajecik, będę notował codzienne spostrzeżenia,z tego co czytam, netu tam niewiele a z prądem też bywa różnie. Wyobrażacie to sobie – ja, absolutny biegacz amator – na Czarnym Lądzie – na profesjonalnym obozie biegowym? Na koniec jedno zdanie, które tłumaczy dlaczego Kenijczycy od zawsze są na topie: “Here they run to survive. And running to survive always make you a champion.”

Wystarczająca mieszanka absurdu z „zasłoną dymną”? Jak dla mnie … no właśnie. Historia była tak uroczo nielogiczna, że aż prawdopodobna. Coś jak ze mną na mecie półmaratonu. Teoretycznie taki ktoś jak ja nie powinien się tam znajdować i oddychać po przebiegnięciu 21 km. Praktycznie? Sześć półmaratonów za mną. Kolejne czekają.

Grafika

No i teraz tylko krótka praca z programem graficznym. Niestety, zdjęć z takich wyjazdów nie było wiele, a do tego albo były oznaczone logo, albo prywatne. Takie omijałem, bo fotki miały być absolutnie nieznane. Porobiłem trochę screen shotów ze stopklatek jakiegoś  filmu promocyjnego. Trochę kleju, taśmy, szpachli i voila!

Dorzuć flagę — mlasnął Gremlin. Jak zwykle chłop miał rację. Ot, flaga dodana. I „RUN KENYA” też, na zachętę.

Obóz biegowy w Kenii

Zaprogramowałem emisję na godzinę 7:00 na fanpage, na profil prywatny miałem wrzucić trochę później.

Splot okoliczności, czyli …

Nieśmiało obserwowałem co się na FB działo, podglądając portal na komórce. Stojąc w krótkim korku. Wrzut był o 7.00. Cóż, 7.30 już wiedziałem, że zostałem zdemaskowany, ale na razie w wiadomości prywatnej. Po przyjeździe do pracy wrzuciłem też informację na profilu prywatnym. O godzinie 8.00 już byłem zdemaskowany na fanpage, wpis przeszedł do historii.

Ale historia na profilu prywatnym zaczęła żyć życiem własnym. Bo nagle okazało się, że mój wpis … został przypadkowo zrelacjonowany mojemu szefowi, który — jako osoba zazwyczaj dobrze poinformowana o moich planach urlopowych — w porannym pośpiechu nie skojarzył dzisiejszej dowcipnej daty. A, że akurat dowiedział się o „moich planach”, wchodząc na spotkanie 15km ode mnie, no to literalnie „zrobiło mi się ciepło”.

Moje źródła doniosły, że „zdziwił się mocno, bo z tego, co pamięta, nie występowałem o żaden urlop. I że to nie można gdzieś bliżej ćwiczyć biegania”. Gdy dodam fakt, że akurat mam co robić w pracy i wybycie na 2 tygodnie przed dość istotną imprezą, którą będę organizował, absolutnie nie wchodzi w grę.

Znowu dowcip zaczął żyć własnym życiem. Ma jednak to szczęście, że szef posiada poczucie humoru i docenił żart. Czyli jeszcze tu pracuję, uff.

Inni też żartują.

I na tym koniec tej uroczej biegowej historii. Na zakończenie wrzucam kilka co lepszych dzisiejszych „wkrętów”, które bardzo mi się spodobały. Popatrzcie:

Wings for Life World Run — świetny filmik naszej polskiej ekipy. Nieźle się uśmiałem — niestety filmik trzeba obejrzeć na Facebooku: https://www.facebook.com/WingsForLifeWorldRun/videos/542196375951907/

Rafako i półmaraton: (tu mój śmiech był jeszcze większy, bo miałem kiedyś u nich praktyki studenckie, więc „znam teren”). Rafako Prima Aprilis

Ultima Sport (pozamiatali tak genialnym pomysłem).
ultima

Jack Runs — tu smaczku dodaje fakt, że Jacek na głowie wiele włosów to już nie zachował. JackRuns


A jak Was najciekawiej „wkręcono”? Może Wam udało się dokonać jakiejś ciekawej „wkrętki”?


Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

18 komentarzy

  1. Bookworm pisze:

    Mam czasem ulotne wrażenie, że Disqus „znika” komentarze. Ale dowodów póki co nie mam na to ;)

  2. Pierwsza Dama pisze:

    Jestem pewna, że skomentowałam to już w ubiegłym roku. Ale może to na fanpage’u było. W każdym razie gdzieś skomentowałam, więc powtarzać się nie ma sensu. ;)

  3. Bookworm pisze:

    Bo cała sztuka polega na jak najmocniejszym nagięciu prawdy poprzez oparcie się na faktach, następnie tylko doprawia się potrawę smakiem absurdu :)
    Z tą szkołą to wykorzystam może następnym razem (jeśli wypadnie w dzień wolny od szkoły) :)

  4. Bookworm pisze:

    Bo z wyborami samorządowymi to jest tak, że najpierw trzeba spłacić obietnice wyborcze, potem można szykować się pod kolejne wybory ;)

  5. Na szkoleniu z samoobrony w wojsku (to nie żart!) instruktor wkręcił nas, że mamy po rozgrzewce wyjazd na basen. A ja syna wkręciłam, że w sobotę odrabia szkołę, bo przecież dzień wcześniej strajk był :D

    • Bookworm pisze:

      Bo cała sztuka polega na jak najmocniejszym nagięciu prawdy poprzez oparcie się na faktach, następnie tylko doprawia się potrawę smakiem absurdu :)
      Z tą szkołą to wykorzystam może następnym razem (jeśli wypadnie w dzień wolny od szkoły) :)

  6. Maciej Wojtas pisze:

    Wniosek? Prima aprilis są jak wybory do sejmu. Do kolejnych trzeba zacząć się przygotowywać dzień po poprzednich ;)
    A do prima aprilisa – 2 kwietnia :)) [hehe, mam pomysła!]

  7. Hahaha, ja nie widziałam tego Twojego wpisu, bo w piątki pracuję dość intensywnie i od rana nie wchodzę w ogóle do internetów, ale szczerze Ci powiem, że dałabym się wkręcić :D Podoba mi się taki pomysł, obóz w Kenii, hahaha :D

  8. Blogierka pisze:

    Buehehe! No to Twój prima aprilis zrobić Ci psikusa ;). A szefowie z poczuciem humoru- cenni bo mało takich!
    ps. Zacnie przygotowana mistyfikacja i pokazuje że jednak my znamy Cię lepiej niż realni znajomi :)

  9. Pomysłowa pisze:

    Ja w większości widziałam słabe żarty jakiejś lokalnej prasy – którzy dymisjonowali wszystkich, jak leci. Ale za to bardzo podobał mi się filmik Asusa, w którym twierdzili, że za pomocą ich telefonu można naładować samochód :-D https://www.youtube.com/watch?v=2FCfLvi8cCc A co do Twojego żartu – wychodzi na to, że dowcip zrobiłeś wszystkim wokół, łącznie z samym sobą. Ciesz się, że szef Ci za to nie zrobił jakiegoś w stylu „no to zwalniam Pana… Prima aprilis!” :-)

  10. BasiaK pisze:

    No szkoda, że tak szybko rozpracowano Twój żart, bo sporo pracy w niego wlożyłeś. Trzeba było poczekać do jutra, tak się niby trochę z żartem spóźnić, więcej osób by uwierzyło. ;-) A dziś każdy na wszystko patrzy z podejrzeniem,że to psikus. Gratuluję pomysłowości. :-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.