Pierz cholero!


Zegar na wieży okolicznej bazyliki wybija godzinę dwunastą. Samo południe. Z oddali słychać narastający acz niesprecyzowany hałas. Na parking pod centrum handlowe z fasonem zajeżdża czerwony dżip ciągnący na długim łańcuchu… poobijaną pralkę. Kierowca zatacza dwa kółka i staje, pralka jeszcze przez chwilę smętnie podskakuje na nierównościach betonowej kostki. Nieruchomieje. Obraz nędzy i rozpaczy – pralka pozbawiona lakieru, powyginana obudowa, pokrzywione zawiasy po wyrwanym okienku przez chwilę drgają w agonii. Umęczonemu sprzętowi milcząco przygląda się szereg pracowników działu jakości firmy, która wyprodukowała pralkę. Oraz serwisanci. Z dżipa wysiada kierowca w rzeźniczym fartuchu, zakłada maskę chroniącą twarz i metalowym drągiem metodycznie rozkawałkowuje pralkę na czynniki pierwsze. Zasapany kat rzuca pod nogi milczącej falangi drąg. Pracownicy kłaniają się najpierw jemu a później pozostałościom pralki.

Okrutne? Tak, ale właśnie tak powinien w dobie programowalnych awarii sprzętu wyglądać proces edukowania działów jakości w firmach produkujących sprzęt AGD/RTV.  Właśnie dlatego, żebym ja, użytkownik nie musiał tak często łamać głowy nad pytaniem jaką pralkę kupić.


Kilka słów o gwarancji

Historia lubi się powtarzać. Zgodnie z powszechnie panującą opinią sprzęt AGD jest tak skonstruowany, że działa przez okres gwarancji i tydzień. Trochę zaburzyłem to twierdzenie przeskakując na rok po gwarancji (szósty rok użytkowania) ale tylko dlatego, że rzutem na taśmę ostatnia naprawa gwarancyjna dotyczyła wymiany … obudowy w mojej poprzedniej pralce. Na którą to czekałem miesiąc. A sprytny pan serwisant, korzystając z faktu, że to nie ja byłem przy naprawie pralki, ustawił ją na … wymontowanych nóżkach, które nie pasowały do nowej obudowy. Pierwsze przesunięcie pralki odpoziomowało ją, a mnie zmusiło do kombinowania jak pralkę trwale wypoziomować.

Ale czemu tu się dziwić, o gwarancjach już swego czasu popełniłem tekst:

Gwarancyjne pitu pitu

Gwarancyjne pitu-pitu

Ja mówię – pierz!

Po gwarancji różowo nie było. Wyskakiwały kolejne wesołe usterki, ale my uparliśmy się, że dopóki pralka pierze, prać będzie. Bez żadnego L4. Raz, po tym, gdy z pralki po praniu zaczął wydobywać się „siwy dym”, zamówiliśmy serwisanta. Który przyjechał, skasował stosowną kwotę i zawyrokował wymianę łożysk wraz z osprzętem. Oczywiście koszt wymiany to ponad 1/3 wartości nowej pralki, więc pożegnaliśmy się chłodno z serwisantem i marką. Zostawił na osłodę firmowe „krówki” i radę, że może gdyby wirować na wolniejszych obrotach…  Krówki takie sobie, rada również.

Pralka służyła jeszcze pół roku, wesoło mrugając światełkami. Starała się nam dołożyć rozrywki do monotonii życia – żeby uruchomić ją, trzeba było po starcie zafundować solidnego kopa w drzwi – do tego czasu uznawała je za niewystarczająco zamknięte. Czasem podczas prania zapominała na jakim etapie jest pranie i trzeba było pranie powtarzać. Bywało, że blokowała dostęp do bębna. Dopiero położenie solidnego tłuczka do mięsa na podorędziu – niejako w polu widzenia pralki – uwalniało upranych zakładników z zaryglowanej pralki.

Przy wirowaniu pralka jęczała i zawodziła, zupełnie tak jak gimnazjalista nad zadaniem z matematyki. Proces wchodzenia na wysokie obroty też został zaprogramowany w ciekawy sposób. Pan inżynier z fabryki zaprogramował pralce schemat wirowania: „atak z zaskoczenia”. Pralka memłała sobie pranie, po czym próbowała skokowo osiągnąć maksymalną prędkość. Nie zawsze pranie nadążało za tym chytrym schematem. Objawiało się to potępieńczymi odgłosami i wyciem psa sąsiada z dołu.

Próby wirowania były ponawiane w losowych odstępach czasowych, często po kilkuminutowym usypianiu czujności. Wizg rozpędzonego bębna nasuwał nieodparcie huk turbiny silnika lotniczego.

Pralka poległa ostatecznie na pranej kołdrze, którą jeszcze na pożegnanie z animuszem odwirowała. Z pełnym zrozumieniem podeszliśmy do niemożności dalszego obracania bębna za pomocą silnika. I tu pojawiło się pytanie: „co dalej”?

Jaką pralkę kupić?

Zadałem na Facebooku powyższe pytanie. I dostałem tyle odpowiedzi, ile jest marek na rynku. Każdy doradzał coś innego a odradzał (stanowczo) markę wspomnianą przez poprzednika. Wśród polecanych typów – Frania. I to nic, że w założeniach była pralka ładowana od przodu (bo znajduje się pod blatem kuchennym). Dobre dusze znajdą wyjście z każdej opresji:

dialog z FB jaką pralkę kupić

Wydrukowałem wszystkie porady na rozwijanych rolkach papieru do faktur (żeby zgrabnie przewijać), uzyskałem błogosławieństwo proboszcza w parafii właściwej dla miejsca zamieszkania i udaliśmy się do sklepu.

Ostateczny wybór

W sklepie nr 1 od wejścia zaproponowano nam ubezpieczenie pogwarancyjne do 5 lat „po”. Później stanęliśmy przed ścianką pralek… Wszystkie cenowo nieadekwatne do funkcji prania. Za to z nowoczesnym designem. Tańsze?

A to muszą państwo poszukać w internecie, zamówimy

– Nie ma jakiś tańszych pralek z wirowaniem do 1000 obr/min, wsadem do 7kg w cenie ok. 1000zł?

Nie! No to wyszliśmy trzaskając automatycznie otwieranymi drzwiami.

W sklepie nr 2 oszołomiły nas tym razem całe ściany pralek. Piętrowe ściany.

ach te pralki

Marki chyba wszystkie dostępne, nawet nie wiedziałem, że niektóre firmy, prócz telewizorów, produkują również pralki! Cóż, problemem niestety był fakt, że znowu poniżej 1200zł wybór był żaden. Pozostał więc internet.

Tu dokonamy przeskoku czasowego, zamówiona pralka (w cenie poniżej 1000pln) dotarła do domu a stara została „z honorami” wyprowadzona. Przez dwóch smutnych panów ubranych stosownie do okoliczności.

Odgłosom pralki turlającej się po kolejnych stopniach w dół towarzyszyło wesołe szczekanie psa sąsiada z dołu.

UE ma czas

Z pasją zagłębiliśmy się w czytanie instrukcji. Na ostatnią stronę autor (z pewną taką nieśmiałością) przeniósł programy „unijne” a więc te najbardziej ekologiczne. Wciskamy guzik EKO i…. Pierzemy. Ile czasu? O tyle!

Pralka

Pierzemy tak długo, aż z kolorów uczyni się jeszcze bielsza biel. Albo – jak to stwierdziła koleżanka –

aż na koniec prania się gwiazdki unijne nie pojawią…

 Dobre, co?

Zarejestrujmy sobie gwarancję

Ale to nie koniec humorystycznych akcentów. W celu uzyskania elitarnych przywilejów (takich jak gładzenie pokrywy pralki i prawienie jej przez telefon komplementów) i opieki konsultanta (w ramach akcji „adoptuj pralkę”) należało pralkę zarejestrować na portalu firmowym. I tu portal, z zacięciem inkwizytora badającego prawdomówność polityków wiodących partii, odmówił przyjęcia tego modelu pralki. Nie i już. Dzień później dzwonię na infolinię. Przejęta moim problemem pani przez pięć minut szuka rozwiązania. Do słuchawki pada krótka komenda:

… niech pan pisze na końcu numeru  „79”

– ale ja mam „83”! – niepewnie protestuję

-ma być „79” bo do bazy nie wprowadzono jeszcze nowszych serii pralek.

Tak więc teraz dwa lata spokoju i powrócę tu aby post uzupełnić o nowe, ciekawe wydarzenia. Udanego prania!

To co, teraz już wiecie, jaką pralkę kupić?


Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

51 komentarzy

  1. Esencjalistka pisze:

    Dziękuję za poprawę humoru i rzecz jasna wywalenie kawy na ławę :P pierwszą pralkę miałam 2,5 roku …. druga działa już 3 lata- co jakiś czas wycieka z niej woda :D

  2. Gaga pisze:

    Dziękuję za poprawę humoru i rzecz jasna wywalenie kawy na ławę :P pierwszą pralkę miałam 2,5 roku …. druga działa już 3 lata- co jakiś czas wycieka z niej woda :D

  3. Przepraszam chciałam coś konkretnego napisać ale tak się śmieje że nie mogę. :-)Dziękuję bardzo za to że mam dzięki Tobie lepszy humor od rana

  4. Justyna pisze:

    Ha ha :-) My też kupiliśmy pralkę na B. Ciekawe ile będzie prała. Mam nadzieję że z 5 lat chociaż. Pozdrawiam perfekcyjnakuradomowa.

    P.S super blog !!

  5. Justyna pisze:

    Ha ha :-) My też kupiliśmy pralkę na B. Ciekawe ile będzie prała. Mam nadzieję że z 5 lat chociaż. Pozdrawiam perfekcyjnakuradomowa.

    P.S super blog !!

  6. gin pisze:

    O mamuniu, ależ się uśmiałam!
    Ja poszłam do sklepu, wybrałam najtańszą, i jest. Pierze już… Trzeci rok. Bez protestów, póki co :)

  7. gin pisze:

    O mamuniu, ależ się uśmiałam!
    Ja poszłam do sklepu, wybrałam najtańszą, i jest. Pierze już… Trzeci rok. Bez protestów, póki co :)

  8. Blogierka pisze:

    Paweł- tylko Ty mogłeś zrobić o pralce taki dowciapny i ciekawy wpis ;). Masz skille i już ;).
    ps.Rozważałeś jakąś reklamę-PR? ;)

  9. Justyna Rolka pisze:

    Nigdy się nie spodziewałam, że opowieść o pralce może być tak ciekawa;) Nie życzę Wam bym się ponownie zepsuła, ale chciałabym jeszcze kiedyś o tym poczytać;)

    • Bookworm pisze:

      Dziękuję Ci! AGD tak ma, że się psuje bo psuć się musi, żeby napędzać rynek części zamiennych. Więc pewno niedługo pojawi się kolejny wpis, albo będzie wpis w lokalnej prasie: „wariat zniszczył pralkę przed sklepem AGD – badania psychiatryczne w toku” ;)

  10. Ehdi Mars pisze:

    Ha ha ha ha ja pamiętam jak kupiałm sobie kiedyś pralkę… miałam zwały prania i siedziałam w robocie po 14 godzin. Wpadam do najbliższego sklepu 5 minut przed zamknięciem…. zdyszana i mówię…. pralkę poproszę ;). To co się działo później to prawie temat na książkę … dowiedziałbyś się np. jak w akcie desperacji można podłączyć pralkę do prysznica …. może to kiedyś opiszę ;)

    • Bookworm pisze:

      Opisz obowiązkowo, bo inaczej ja nie opiszę tego, jak pralka dwukrotnie próbowała wysłać mnie na tamten świat za pomocą ukierunkowanego przepływu elektronów zwanego potocznie prądem… :P

      • BasiaK pisze:

        Ta pralka chciała Ci to zrobić? Ta? Bookworma na tamten świat??? No to ja zmieniam poglądy. A dobrze, że cholerę w końcu szlak trafił. Już ją pewnie rozebrali do gołego i zmiksowali. I przerobili na jakąś część do toi-toia, tą najgorszą. :) Wybacz mi to od niewdzieczników wyzwanie. Kajam się.

        • Bookworm pisze:

          Spokojnie, dalej możesz mnie wyzywać od najgorszych, to nie był ani poprzedni wymysł tureckich naukowców szkolonych przez ruskie KGB, ani przedpoprzedni cud polskiej techniki. To był swojski polar P565 któren to właśnie dwukrotnie usiłował mnie kilim zrobić. Ale – tak jak to napisałem Ehdi – to zupełnie inna historia :)

          • BasiaK pisze:

            Hmm. Mój polar (peselu jego nie znam) nie był agresywny.
            Czy ja się w końcu dowiem co to ten kilim? :) Bo nie dywanik zapewne? ;)

          • Bookworm pisze:

            Basiu czyżbyś nie oglądała najsławniejszej polskie komedii Kiler? :D Tam Siara każe Kilerowi zrobić „kilim=kill him” swojemu wrogowi :D

          • BasiaK pisze:

            A to nie w Kiler-ów 2-óch było? :-)

          • Bookworm pisze:

            A nie pamiętam, ale kiler jest od robienia kilim :D czy to w pierwszej czy w drugiej części, nieistotne :D Ważne, żeby pamiętać o emerytach! (dobrej nocy życzę, idę poklęczeć jeszcze za swój post z pralką na grochu i idę spać…)

          • BasiaK pisze:

            Kiler jest od robienia kilim. Nawet jak ich jest dwóch. Zapamiętam. :-D Ale zaraz, po co klęczeć? Przecież masz wybaczone za tego polara co Cię prądem! Ups, chyba za późno, poszedł klęczeć. To nic, będzie na zaś. ;-)

  11. Monika Dudzik pisze:

    Dobre, dobre, uśmiałam się – bardzo lubię Twój styl opisywania różnych życiowych sytuacji:) Chociaż wiem, że jak coś zaczyna nawalać, to do śmiechu nie jest. Ja mam tę samą pralkę od 15 lat – tak, dokładnie tak długo. Stary Bosch. Jeszcze z czasów, gdy sprzęt AGD miał przetrwać dłużej niż gwarancja. Zajebista pralka, przez ten cały czas ani razu mi się nie popsuła.

    • Bookworm pisze:

      :D no właśnie był okres, że pralki się naprawiało a nie stawiało się przed plutonem egzekucyjnym. W końcu mamy kolejny sprzęt marki na „B” oby działał tyle czasu co zmywarka i lodówka tej samej firmy. Choć gdy ostatnio szukałem filtra do zmywarki, to się okazało, że kupić go można tylko w komplecie z metalowym sitkiem, koszt oczywiście abstrakcyjny a zamienników brak :D Nic, na czymś muszą zarabiać…

  12. Mięczak. Ja zamiast wałka uzywam bejzbola. U nas taki numer z nózkami by nie przeszedł z dwóch powodów. Primo – Żaden Pan Serwisant nie śmie sie pojawić pod moją nieobecność, dwa kiedy moje AGD przestaje działać to oznacza tylko jedno – utylizację. Sprzęt się zdekapitalizował. :D Inwestycja w naprawę jest nie opłacalna.

  13. Edyta Knop pisze:

    Na szczęście dzień kupowania dobrego sprzętu miałam kilka lat temu.Szczególnie pralka mam z dobrej firmy i na razie odpukać działa.Polecam firmę Bosch mam już pralkę z tej firmy ponad 10 lat..Zapłaciłam wtedy ponad 1500 zł i ma 24 programy.Super firma.Jestem zadowolona

  14. Edyta Knop pisze:

    Na szczęście dzień kupowania dobrego sprzętu miałam kilka lat temu.Szczególnie pralka mam z dobrej firmy i na razie odpukać działa.Polecam firmę Bosch mam już pralkę z tej firmy ponad 10 lat..Zapłaciłam wtedy ponad 1500 zł i ma 24 programy.Super firma.Jestem zadowolona

  15. Hai Le pisze:

    „Ja mówię – pierz”, „Dopóki pierze, prać będzie”.
    Sadysta!!!

    • BasiaK pisze:

      No nie? Pralka chora, a on jej z kopa. No ludzie! Że zapomniała na jakim jest etapie prania? Też byś zapomniał jakby Cię ktoś tluczkiem do mięsa straszył. Bo dym szedł? Wielkie halo, potwora skarpetkowego Ci przeganiała. Starała się biedna jak mogła, na pożegnanie kołdrę odwirowała, a ten ją po schodach spuscił. Niewdzięcznik. Po tylu latach wiernego służenia. Och. :-( Miałeś rację ostrzegając na fb, że to nie dla wrażliwych. Smutnam teraz. :-(

      • Hai Le pisze:

        Właśnie! I jeszcze ją brudnymi majtasami pewnie karmił! Każdemu by po czymś taki dym szedł!

      • Bookworm pisze:

        Wiernego służenia? A to nieumiarkowanie w żłopaniu wody i konsumpcji prądu a te grzechy nieczystości przy niedopraniach, wielogodzinne sesje miałkiego przelewania zimnej wody, gdy grzałka się poddała, a to znowu nieobyczajne mruganie kontrolkami – cierpliwy byłem ale cóż, czasem trzeba wskoczyć na koń i stać się jeźdźcem apokalipsy – powrócić do czasów Starego Testamentu… Przykro mi, żeś smutna, mogę Cię jednak zapewnić, że przy kręceniu powyższego odcinka tak naprawdę żadnej pralce krzywda się nie stała…

    • Bookworm pisze:

      A co, porządek musi być, pralka swoje miejsce też winna znać. O!

  16. Twojego teksty są nieodłącznym elementem, mojego codziennego rytuału -picia popołudniowej kawki. Uwielbiam tego bloga! Jak nie ma nic nowego to wracam do wcześniejszych tekstów. Znów się chichram jak małolata i szczerzę do monitora. Ale nie byłabym to ja, gdybym nie miała anegdotki o pralce. 3 lata temu, gdy zamieszkaliśmy na stancji w stolicy z Ukochanym, nie sądziliśmy że horror z pralką w tle będzie dotyczył i nas. Właściciel naszego mieszkania, pralkę miał, ale model z ery dinozaurów, bardzo wysłużoną i w serwisie. W serwisie praleczka pół oku była i nic jej nie pomogło. Pewnie kolejne pół roku byśmy prali gdziekolwiek się da, gdyby nie mama Męża <3 Teściowa nam kupiła nową – ubóstwiam. Ale w serwisie nie można było dojść, co właściwie pralce dolega. Raz na miesiąc pralka do nas wracała – z gwarancją Pana Serwisanta, że już działa. Po czym po kolejnych 2-3 dniach wracała, bo jednak nie działała… W tym czasie, z Mężem zdobyliśmy kolejną harcerską sprawność – "prać wszędzie tam gdzie się da, czymkolwiek, oby było czyste". Jeśli myślicie, że Słoiki wiozą od rodziny tylko jedzenie na wynos, jesteście w błędzie. My wieźliśmy co tydzień, plecak Alpinus ze stelażem wypełniony po brzegi świeżym praniem – co tam jedzie :D Na domówki u znajomych szliśmy, pod jednym warunkiem – jeśli mieli sprawną pralkę i mogliśmy w czasie nocnej imprezy zrobić przepierke… Wiecie my tu tanu, tanu drin za drinem, a pranie schnie w łazience… :)

  17. Iwona Eriksson pisze:

    Jakoś z pralkami mi się udaje. Nigdy mi nie odmówiła posłuszeństwa. Moja najlepszą pralką była pralka firmy Simens, po kilku latach używania sprzedana – potem kupiona dokładnie taka sama firmy Zanussi – sprzedana z mieszkaniem. Indesit, kupiona z domem wyleciała szybciej niż się do domu wprowadziliśmy. Dzisiaj jest Miele – zmielona dokładnie czyli zbudowana z dwóch różnych pralek Miele – działa :)
    A z gwarancją tak to jest – zamrażalka odmówiła posłuszeństwa miesiąc po wyjściu gwarancji…. Na dodatek dwa dni przed urlopem… – części zamienne nie zdążyły dojechać… Urlop był, ale po urlopie nie było jedzenia…

  18. Jakoś z pralkami mi się udaje. Nigdy mi nie odmówiła posłuszeństwa. Moja najlepszą pralką była pralka firmy Simens, po kilku latach używania sprzedana – potem kupiona dokładnie taka sama firmy Zanussi – sprzedana z mieszkaniem. Indesit, kupiona z domem wyleciała szybciej niż się do domu wprowadziliśmy. Dzisiaj jest Miele – zmielona dokładnie czyli zbudowana z dwóch różnych pralek Miele – działa :)
    A z gwarancją tak to jest – zamrażalka odmówiła posłuszeństwa miesiąc po wyjściu gwarancji…. Na dodatek dwa dni przed urlopem… – części zamienne nie zdążyły dojechać… Urlop był, ale po urlopie nie było jedzenia…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.