Tężnia solankowa w Radlinie


Dziś postanowiłem zrobić sobie wycieczkę biegową do sąsiedniego Radlina biegnąc w kierunku radlińskiej tężni solankowej. Nie przestraszyłem się czarnej chmury wiszącej nad Pszowem, pobrałem specjalistyczne wyposażenie i ruszyłem (w stronę zachodzącego słońca).


Tężnia solankowa w Radlinie – garść informacji

Relacja nie będzie przedstawiała opisu inwestycji, wysokości zainwestowanych środków jak i sprytnego montażu finansowego. Te wszystkie dane znajdziecie profesjonalnie przedstawione na stronie domowej tężni: http://teznia.radlin.pl/

Czym jest tężnia?

Opis jest niestety dosyć długi ale niezbędny aby pojąć istotę rzeczy. Oto jako rzecze Wiki:

Tężnia – budowla z drewna i gałęzi tarniny służąca do zwiększania stężenia soli w solance. (…) obecnie jako ogromne inhalatoria w kurortach.

Tężnie wynoszono zazwyczaj w postaci długich, kilkupiętrowej wysokości budowli o długości nawet do kilkuset metrów. Wnętrze drewnianej konstrukcji wypełnione jest wiązkami gałązek tarniny, na które z góry spływa solanka rozbijając się o poszczególne gałązki. Pod tężnią zwykle znajduje się basen do odbioru solanki. Celem całego procesu jest uzyskanie co najmniej 16% (maksymalnie ok. 27% roztworu NaCl w wodzie. Proces tężenia mocno uzależniony jest od pogody. Podczas słonecznego i wietrznego dnia parowanie jest najintensywniejsze co daje najlepsze efekty, w dni deszczowe i mgliste tężenie nie następuje prawie w ogóle.

Jakie efekty zdrowotne wiążą się z tężnią?

Mikroklimat powstały wokół tężni wykorzystywany jest w profilaktyce i leczeniu schorzeń górnych dróg oddechowych, zapalenia zatok, rozedmy płuc, nadciśnienia tętniczego, alergii, nerwicy wegetatywnej i w przypadku ogólnego wyczerpania.

Tyle teorii, czas na „praktykę”.

Po czym poznacie Ślązaka nad Bałtykiem?

-Nie, pan nie zgadł - wcale nie po białych skarpetach do sandałów
-Niestety, pani również nie zgadła - reklamówki z Biedronki są dostępne również nad morzem,

Otóż mieszkańca Śląska poznacie po robieniu „hmmm, ehmmm” czyli po chrząkaniu. Niestety. Efekt zapylenia i zanieczyszczenia Śląska daje znać o sobie, przejawiając się licznymi przewlekłymi chorobami górnych dróg oddechowych. Smog w sezonie grzewczym przekracza normy wielokrotnie. O czym zresztą pisałem w lutym.

Sam jestem alergikiem i astmatykiem, poniekąd stanowię silny detektor aktualnego poziomu zapylenia. A tu nad morzem, po pierwszym tygodniu pobytu, jest znaczenie lepiej. Bo lepiej się oddycha, znikają problemy zdrowotne. W tym wspomniane „hmmm, ehmmmm”. Wszystko dzięki specyficznemu mikroklimatowi – obecności soli w powietrzu.

Sól, jak już wspomniałem na wstępie i co potwierdziły badania – ma bardzo szerokie spektrum leczenia – poczytajcie choćby w tym linku. Ponoć nawet jest zdolna osłabić gronkowca. To dlatego płucze się gardło solą.

W sprzedaży jest pełne bogactwo wyrobów solnych, od soli do kąpieli, poprzez solanki, mgiełki solne. Można wybrać się do grot solnych czy używać soli do inhalacji – lekarka naszego dziecka często prosi o inhalowanie go (czy płukanie nosa) solą fizjologiczną.   Nawet zwykłe lampki solne z żarówkami w środku też mają lecznicze działanie.

Zresztą, po co szukać daleko – strona domowa radlińskiej tężni ma zakładkę poświęconą walorom zdrowotnym inhalacji: http://teznia.radlin.pl/profilaktyka-zdrowotna/

Godzinna inhalacja solanką zapewnia dostarczenie do organizmu sporej dawki jodu – porównywalną z trzydniowym pobytem nad morzem.

Mieszkając na Śląsku luksus pobytu nad Bałtykiem możemy zapewnić sobie tylko w czasie wakacji. Albo … Udając się do Radlina do tężni solnej. Macie już dość teorii?

To teraz wreszcie mogę opisać com widział i com przeżył podczas tej wyprawy biegowej. Uff.

Tężnia

Zasadniczo to drogę do tężni codziennie pokonuję samochodem dwa razy – jadąc do pracy i wracając z niej. Tym razem krajobraz przewijał się wielokrotnie wolniej (tempo 5:45 min/km) i miałem okazję dużo więcej zaobserwować.

O, choćby taki anons. Udusiłem się ze śmiechu. Dobrze, że miałem swój zapas płynów. Woda i izotonik.

Wodopoj

Pierwsze dwa kilometry za to mnie rozśmieszyły po raz kolejny. Otóż na styku Pszowa i Radlina jest wyłożony nowy chodnik. Który ma specjalne obniżenia przy wjeździe do każdej posesji. Rezultat? Biegło się do góry, w dół, do góry, w dół, do góry… Kilkadziesiąt razy. Choroby lokomocyjnej można było dostać…

Sześć kilometrów minęło bardzo szybko. Ostatni odcinek jest bardzo stromy w dół. Idealne miejsce do ćwiczenia podbiegów. Okazuje się, że to nie był jedyny element wprowadzony z myślą o biegaczach.

Za ostatnim zakrętem ukazała się tężnia, przy niewielkim parkingu samochodowym (większy jest 200m dalej) jest kilka stanowisk do przypięcia rowerów. A na lewo od budynku tężni jest…

Zrodelko Radlin tężnia

ŹRÓDEŁKO!

Coś niesamowitego. Wyobraźcie sobie strudzonego pokrytego kurzem biegacza, którego organizm walczy o ochłodzenie skóry – a tu znienacka chłodna, płynąca z rury woda. Od razu przypomniał mi się ostatni bieg w Pszczynie i mieszkańcy ratujący nam życie – oblewający nas wodą z węży i karcherów… Ktoś tu miał świetny pomysł z tym źródełkiem i tężnią. Od razu chlust wody na kark, na ręce, na twarz… Boska woda!

Zgodnie z informacją otrzymaną (nomen omen) – u źródła – woda jest regularnie badana przez Sanepid. Więc można ją pić bez obaw.

A tężnia? Cóż, dziesiątki osób robiły profesjonalne zdjęcia tężni, moje były robione po zachodzie słońca więc widać niewiele. Budyneczek, ściany z gałązek, jedna strona budynku zadaszona, druga nie. Wiecie co? Przyjedźcie (na rowerze) sobie sami obejrzeć. Albo jeszcze lepiej – przybiegnijcie. Ewentualnie zróbcie sobie krajoznawczy spacerek.

Tężnia solankowa Radlin

Bo ja sobie pospacerowałem wokół. Obszedłem całość odprowadzany zdziwionym wzrokiem tubylców. Cóż, cały mokry i jeszcze dyszący owłosiony troglodyta obwieszony sprzętem biegowym (pas z bidonami, etui ze smartfonem, słuchawki), który jeszcze na dodatek zdjęcia robi. A tam kulturalne towarzystwo, spodnie w kant, trzy pokolenia, rozmowy o sztuce, „ą, ę”…

Tężnia solankowa Radlin

Była też tablica informacyjna – to sobie poczytajcie czy wiki miała rację, czy nie.

Tężnia solankowa Radlin

Powrót

Czas było wracać. Pokrzepiony solidną dawką teorii, wodą ze źródełka i samą solanką wytargałem pod górkę jak natchniony. Solanka rozwinęła we mnie dodatkowe zdolności postrzegania. Wyczuwałem nadchodzącą burzę, która rzucała gromami nad celem mojego biegu.

Umiejętnie lawirowałem między tubylcami, z których spora część – ta ledwo pełnoletnia – była już pod wpływem izotoników na bazie chmielu. Niestety wracałem w porze spacerów z psami i co kawałek szła rodzina z owczarkami niemieckimi. Na przestrzeni 1600 metrów naliczyłem cztery dorodne psie sztuki.

Hau... Hau... Zjemy cię! - mówiły ich inteligentne ślepska
Nie jedzcie - łykowaty jestem, same kości - to była moja jedyna linia obrony.
Lubię sobie pochrupać, wiesz? Potem wypluwam. O i twoje koty czuję. - droczyły się kolejne czarne jak zapadająca noc, ślepia.
Wracaj do domu na kolację - powiedziałem ostatniemu, aż tu nagle ujrzałem o to:

jamnik

Zza bramy słychać było przeraźliwy jazgot. Jak powszechnie wiadomo, jamniki to krokodyle w opakowaniu zastępczym. Jamnik bije każdą kombinację kart – wystarczy rzucić jamnikiem w delikwenta z karetą asów.

Wiem, bo sam takiego „psa” miewałem na przechowaniu. Jamniki to najbardziej bohaterskie psy. Ten „mój” egzemplarz rządził na osiedlu – wszystkie psy się go bały, bo kąsał po kostkach. Bo co też taki jamnik może ugryźć? Aaaa, no tak. Teraz już wiecie. W każdym razie panowie się domyślają. Ała!

Ale żeby jamnika stawiać na straży domu? Niegodziwość i do tego złamanie konwencji Haskiej. Taki jamnik to po prostu broń masowego rażenia!

Zostały mi jeszcze dwa kilometry.

Szkody

Nad Radlinem – a właściwie nad rydułtowską hałdą Szarlotą – zachodziło słońce.

zachodA niebo nad Pszowem przecinały zygzaki błyskawic, nie wyglądało to fajnie. W razie czego przetrwam noc na przystanku. Mam i izotonik, i zapas wody. I żelki energetyczne.

Było wziąć raczej modlitewnik, rzekł mój anioł stróż, posępnie zerkając na wianuszek czerwonych błyskawic przecinających nieboskłon.

Przyspieszyłem i ostatnie dwa kilometry przebyłem w iście rekordowym tempie. Do domu wbiegłem dosłownie na dwie minuty przed falą deszczu. I tak miałem szczęście, w telewizji akurat mówili o konkretnym gradobiciu, które nawiedziło miejscowość leżącą 10km dalej.

Każda opowieść ma swój koniec, ta nie jest wyjątkiem. Do zobaczenia w tężni w Radlinie!


Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

5 komentarzy

  1. DominikaBr pisze:

    Tę wodę z źródełka pije połowa miasta ;) Ludzie ją nawet do domów zabierają w butelkach, choć czy na pewno się nadaje – tego nie wiem :)

  2. DominikaBr pisze:

    Tę wodę z źródełka pije połowa miasta ;) Ludzie ją nawet do domów zabierają w butelkach, choć czy na pewno się nadaje – tego nie wiem :)

    • Bookworm pisze:

      Pamiętam wesołą historię źródełka w Wodzisławiu w okolicach Balatonu. Z tego ujęcia ludzie transportowali wodę do domów w nieprzytomnych ilościach. A opowiadała nam to pani chemiczka, opowiadając o jakiś dziwnie brzmiących związkach wykrytych w życiodajnym płynie ;) Tylko to było ze 20 lat temu, grubo przed normami EU ;)

    • Miasto Radlin pisze:

      Nadaje się, nadaje:) Woda jest regularnie badana przez Sanepid. Pozdrawiamy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.