Teksty blogowe potrafią żyć własnym życiem, proste poranne bieganie we Włoszech może stać się początkiem pasjonujących poszukiwań i odkrywania ciekawych historii. A wszystko zaczęło się tak niewinnie…

Pewnego razu we Włoszech

Podczas urlopu zawsze trudno zebrać się do biegania. Żeby nie psuć dnia wypełnionego planami zwiedzania włoskich atrakcji (o czym będzie w kolejnych wpisach) wybiegania musiałem robić wcześnie rano. A to wymagało żelaznej dyscypliny we wstawaniu, porzucaniu snu i przejścia z trybu zaspanego misia w tryb biegowy.

Ale już drugiego dnia po przyjeździe do Lido do Spina ta sztuka mi się udała i pobiegłem na pierwszy lokalny rekonesans, dzięki któremu poznałem okoliczny układ ulic, restauracji, sklepików, zabytków i wyjść na plażę. To wtedy zrobiłem zdjęcia, które mnie zaintrygowały – okoliczne odrobinę zamulone wody morskie tętniły życiem. I to takim, które było jadalne…

krab na plaży

To pierwsze wyglądało jak jedna z poczwarek Obcego. Na całe szczęście w dziesięciostopniowej skali życia w krabie było 0,0. Następnego dnia widziałem nawet niestrudzonych poławiaczy krabów zarówno w wydaniu plażowym

połów ryb i krabów we Włoszech na plaży

jak i „kanałowym”. Co za stworzonka tak zmotywowały ludzi do kąpieli błotnych i podwodnych polowań?

połów krabów w kanale we Włoszech

Wszystko zarejestrowałem niby mimochodem, w końcu biegać miałem po stałym lądzie, a nie po wodzie. Rzeczywistość jednak znalazła punkty wspólne…

Bieganie we Włoszech – start!

Opuściłem gościnne bramy kempingu Mare e Pineta i pobiegłem śpiącymi wciąż jeszcze uliczkami w kierunku portu. Przez chwilę biegłem wzdłuż głównej drogi o sporym natężeniu ruchu, ale po przebiegnięciu skrzyżowania zaintrygował mnie ukryty w gąszczu zarośli mostek…

Pozostać po tej stronie rzeczywistości czy wbiec na drugą stronę?

bieganie we Włoszech okolice Lido di Spina

Odpowiedź mogła być tylko jedna!

dziura w moście lido do spina

Sforsowałem mostek, słuchając głuchego dudnienia metalowych płyt i oczom moim ukazał się przecudny widok kanału…

bilancioni da pesca

Po obu stronach kanału znajdowały się ni to domki, ni to kontenery na palach, pływakach, bądź nogach, przy których nierzadko dostojnie unosiły się  przycumowane łódki i motorówki, przed którymi rozpięte były na szerokich ramach rybackie sieci.

bilancioni da pesca

Ramy te były podpięte do skomplikowanych konstrukcji linowych z odciągami, te znowu zawieszone były na masztach – wszystko było ruchome i podnoszone elektrycznymi silnikami zamontowanymi w kontenerach po drugiej stronie drogi.

bilancioni da pesca

Budyneczki były przeróżne, od prostych, ubogich, nadszarpniętych pazurem czasu, aż po rozbudowane zadbane rezydencje z gankami, balkonami, antenami satelitarnymi i klimatyzatorami.

Biegłem sobie powolutku polną drogą analizując z podziwem wejścia do kolejnych domków rybackich (wędkarskich?).

Do każdego z nich wchodziło się swoistym trapem przegrodzonym ufortyfikowaną furtką. Rozmaitość wzorów kolców i zabezpieczeń imponowała:

bilancioni da pesca

Wersja rustykalna a la „Gra o tron”.

bilancioni da pesca

Wersja ozdobna z kołem sterowym.

bilancioni da pesca

Zielona wersja eco – spójrzcie na moduł klimatyzatora i te firanki w oknach i okiennice.

Przed każdym trapem postawiony był grill noszący ślady intensywnego użytkowania. Biegłem i biegłem, cypel wydawał się nie mieć końca – miałem wrażenie, jakbym wbiegał na środek jeziora, co poniekąd było prawdą.

polar m 400 bieganie we włoszech

Dotarłem do końca cypla, miałem wspaniały widok na obie strony jeziora. Zrobiłem zdjęcie panoramiczne – na pewno jest widoczne na fanpage bloga na Facebooku, jeśli klikniecie poniżej, obejrzycie zdjęcie w całej okazałości w 360 stopniach (a przy okazji zachęcam do polubienia fanpage).

U moich stóp leżał kolejny martwy przedstawiciel „obcych”… To chyba głównie kraby znajdują się w unoszonych sieciach…

Bardzo fajnie zamaskowany, prawda?

To co mnie zaniepokoiło to brzęczący czarny słup owadów tuż obok mnie. No tak, komary…

Zawróciłem, zwiększając tempo powrotu, aby nie stać się śniadaniem dla wygłodniałych komarzych samic.

Gdy wybiegłem spoza zakrętu ujrzałem samochód z którego wysiadała włoska rodzina. Widok biegacza w niedzielny wczesny poranek musiał ich zaskoczyć, ze zdziwieniem przyglądali się biegaczowi, który przybiegł „ze środka jeziora”. Grzecznie się ukłoniłem mówiąc „buongiorno”, zostałem uhonorowany chóralną odpowiedzią i uśmiechami całej rodziny. Wróciłem po śladach, przebiegłem mostkiem na drugą stronę i obejrzałem z zewnątrz wieżę widokową, którą oczywiście sfotografowałem.

wieża widokowa Lido do Spina

Nie odważyłem się wbiec na górę, jakoś drewniana konstrukcja nie budziła mojego zaufania.

wieża widokowa Lido do Spina

Syt wrażeń powróciłem do centrum Lido di Spina, ciesząc się z kolejnego udanego turystycznego wybiegania i miłego spotkania z Włochami.

Bilancioni czyli… równoważnie?

Gdy w Polsce odzyskałem dostęp do szybkiego internetu zagłębiłem się w poszukiwania informacji o ciekawych konstrukcjach, które napotkałem podczas wybiegania. Konstrukcje nazywają się „bilancione” bądź „padellone” i są charakterystyczne dla tego regionu Włoch. Służą oczywiście do połowu ryb i krabów (kraby w podnoszonych sieciach widziałem, ryb nie).

Lektura jednego z artykułów niestety nie napawała optymizmem co do przyszłości budyneczków.

Tego typu domków na palach przy tym kanale jest 180 (!), które niestety skazane są na rozbiórkę, są co prawda świadectwem historii, ale nie mają obecnie wymaganych pozwoleń (jedynie trzy takowe mają), w ich konstrukcjach jest azbest, bardzo trudno też jest rozstrzygnąć kwestie opodatkowania budowli podatkiem od nieruchomości – w końcu nie są to budowle trwale związane z gruntem… A to ponoć znacząco oddaliłoby widmo zagłady znad rybackich konstrukcji.

Jak to co widziałem wygląda na filmie? Zerknijcie na portal vimeo, na którym znalazłem filmik ilustrujący m.in. działanie sieci jak i ukazujący piękno tych okolic ze wspomnianej powyżej wieży obserwacyjnej.

W filmie wspomniane jest miasteczko Comacchio, tak więc w następnym „włoskim” tekście opiszę naszą wyprawę samochodową to tego przeuroczego miasteczka.