Żar leje się z nieba. Słupek rtęci na termometrze sunie powyżej trzydziestej kreski. Powietrze duszne, ciężkie. Myśli kleją się do siebie blokując procesy kojarzenia. Wentylator bezradnie mieli biurowe powietrze, znikąd pociechy. A może więc rzucić wszystko i … pojechać na basen do Czech, który ponoć jest największym tego typu obiektem w Europie Środkowej? Ostravo – przybywamy!


Gdy nasi znajomi rzucili w niedzielę hasło: „jedziemy we wtorek na basen w Czechach” potraktowaliśmy to jako niezobowiązującą propozycję do niepojechania.

Ale kiedy prognoza pogody wyświetliła przewidywaną temperaturę na wtorek rzędu 36’C, zaczęliśmy myśleć pozytywnie. Że warto pojechać, ukryć się przed upałem w zimnej (?) basenowej wodzie. A przy okazji sprawdzić po raz kolejny czy ten świat po drugiej stronie nieodległej granicy jest inny od naszego, polskiego.

Spakowaliśmy szybko to, co niezbędne, zakupiłem dewizy, wsadziłem do kieszeni EKUZy i zapakowaliśmy się do auta. Nawet nadmuchiwany żółw, nasz wierny towarzysz urlopu w Hiszpanii (opisywałem jego przygody na fanpage bloga) zmieścił się do auta.

Choć przy próbie nadmuchiwania napięcia nie wytrzymała pompka, w której… eksplodował przegrzany wężyk. Ale co tam, mam płuca biegacza, nadmuchałem Stefana paszczowo. I do było dobre posunięcie, bo na miejscu Stefan ponownie był obiektem zazdrości – tu nie było natłoku nadmuchiwanych zwierzątek.

Ośrodek, do którego zmierzaliśmy, znajduje się na końcu Ostravy w dzielnicy Poruba, dzieli go odległość ok. 55km od Rybnika, 37km od Raciborza. W przypadku dojazdu do Rybnika najprościej dojechać jest autostradą, która aż do zjazdu Ostrava Rudna jest bezpłatna (nie trzeba wykupować winiety).

podpowiedź nr 1: autostrada na odcinkach niepłatnych jest oznaczona tak, jak poniżej:

Podpowiedź nr 2: na parking przyjedź jak najwcześniej

A to dlatego, że liczba miejsc parkingowych, choć spora (800), to bardzo szybko się kończy. My parkowaliśmy na parkingu za torami kolejowymi o godzinie 9.20, parking jeszcze wtedy był pusty. Gdy wyjeżdżaliśmy o godzinie 18.00 to jeszcze wzdłuż dróg dojazdowych do parkingu stały zaparkowane auta, które skutecznie utrudniały wyjazd.

Gdybyśmy przyjechali później niż w okolicach godziny otwarcia, o miejsce do parkowania byłoby bardzo trudno. Koszt parkingu – 80 koron czeskich/dzień.

Podpowiedź nr 3: zabierz namiot plażowy, koc, parasol, lodówkę.

Koszt wejścia i parkingu

Koszt wejścia na teren basenu jest następujący (pełen cennik ze strony ośrodka):

Dziecko do lat 6: wstęp wolny
Dziecko 6-15 lat, seniorzy powyżej 62 lat: 80 CZK
Dorosły - 100 CZK
rodzina:
2 dorosłych 1 dziecko: 250 CZK
2 dorosłych + 2 dzieci: 320 CZK
2 dorosłych i 3 dzieci: 380 CZK

Czyli w naszym wypadku za 250 CZK plus 80 CZK (parking) zapewniliśmy sobie rozrywkę na cały dzień.

Kurs KCZ ok. 100 KCZ = 16,7 zł

Z czego składa się kompleks basenowy?

To najlepiej prezentuje fotka planu sytuacyjnego (kliknij, aby powiększyć), jak i moja relacja foto.

I garść cyfr, dla tych, którzy lubią statystyki:

Tu dodam jeszcze jedno znaczące foto. Pod koniec dnia temperatura zatrzymała się w okolicach liczby 34’C.

Wybór miejsca biwaku

Najpierw, wraz ze znajomymi, wybraliśmy miejsce rozbicia „obozu”. Mieliśmy dwa parasole, trzy namioty plażowe i dwa koce. Nasz parasol zostawiliśmy w bagażniku, bo nie mieliśmy dość ostrego szpica, żeby wbić go w ubitą glebę.

Znajomi mieli ostry szpikulec i nawet młotek, który okazał się genialny przy wbijaniu śledzi namiotów. Serio. Ręcznie byłem w stanie wbić śledzia na głębokość góra 5cm. Tu opcją pewno jest przyniesienie ze sobą podstawki (są takie fajne, do których np. nalewa się na miejscu 10l wody i parasol stoi stabilnie, no i można go przesuwać).

Rozłożyliśmy się blisko brodzika dziecięcego, niedaleko niskich sosenek. Ale miejsc biwakowych było multum, bliżej, dalej od basenów, za lokalną rzeczką był nawet wieeelki obszar do biwakowania (i zupełnie pusty).

Co ciekawe, Czesi wolą rozłożyć ręczniki na brzegu basenu (po południu był problem z powrotem na parking, żeby się przecisnąć obok – tu fotka przedpołudniowa)

niż dwadzieścia metrów dalej.Na zdjęciu jeden z wielu, naprawdę wielu trawników, na których można się rozłożyć.

Ale można też osiedlić się w lasku: 

Baseny

A potem wybrałem się na zwiedzanie kompleksu basenów. Z góry przepraszam za jakość zdjęć, ale obawiam się, że w ferworze smarowania ciała emulsją z filtrem 50, obiektyw telefonu również został zabezpieczony przed oparzeniami słonecznymi.

Oto brodzik dla dzieci tych najmniejszych.

Woda do kolan, minizjeżdżalnie, grzybki wodne, ale również sikawki o krótkim zasięgu.

Podpowiedź: warto dzieciom spakować pistolety czy karabiny a wodę.

Kilkanaście kroków dalej jest olbrzymi basen.

Widok na prawą stronę, na platformę do skoków.

Tu również prawa strona basenu, z widoczną w oddali wysepką.

O taką, można dopłynąć, odpocząć, wyschnąć i popłynąć na drugi brzeg.

Rzut oka na całą „głęboką” część kąpieliska. 

Zwróćcie uwagę na brzegi basenu, są skośne, dlatego jest zakaz skoków do wody z brzegu.

Mniej więcej na środku kąpieliska zamontowano zjeżdżalnie, do których ustawiały się „w szczycie” bardzo długie kolejki. Przy wylocie siedziało dwoje ratowników – dość bezpieczne rozwiązanie.

Od tego miejsca zaczyna się część dla osób, które nie potrafią pływać.

Bardzo, bardzo oblegane mniejsze rynny do zjeżdżania.

Tu rzut oka na całość basenu. Niestety dno w tej części jest okropne, sporo kamieni, poluzowanych płyt połamanego betonu. Stąd kolejna podpowiedź.

Podpowiedź: jeśli będziesz korzystać z płytszego basenu, dla bezpieczeństwa weź klapki/buty do chodzenia w wodzie.

Czy tak, czy inaczej wykorzystasz je, bo w słońcu chodniki wokół nagrzewają się tak, że trudno przejść po nich boso.

Jeszcze rzut oka na drewniane instalacje na brzegu:

Aquazorbing za 50 KCZ za 5 minut (pamiętacie może mój hiszpański wpis o tej śmiesznej zabawie?)

W kilku miejscach znajdują się też strefy dla palących:

Rozmaite place zabaw:

Tereny z trampolinami:

oraz multum kiosków, w których można kupić napoje, lody (30KCZ dwie gałki, 45KCZ lód Magnum), frytki, zapiekanki, kebaby, pizze – jest cała uliczka z jadłodajniami, nieopodal głównego wejścia do kompleksu basenowego.

Przykładowe ceny:

Tu ciekawostka, przy basenach są punkty z wodą pitną, bardzo smaczną, bo chłodną. Nasza lodówka po kilku godzinach już przestała trzymać w środku chłód.

Bezpieczeństwo

Ratowników sporo. Przy głównym basenie mają kilka stanowisk, w tym jedno na wieży. Podobne stanowisko jest nawet przy brodziku dla najmłodszych!

Cały teren jest dobrze nagłośniony – bardzo szybko okazało się, że gubienie się dzieci jest powszechne. Średnio co pół godziny był nadawany komunikat o znalezieniu płaczącego dziecka – podawano imię i jak dziecko było ubrane (jeśli było). Wielokrotnie też widzieliśmy rodziców  nerwowo szukających  dzieci.

Dostęp dla niepełnosprawnych

Warto też podkreślić, że teren jest na tyle płaski, że jest dostępny dla osób niepełnosprawnych. Są co prawda miejsca piaszczyste, ale są drewniane mostki, brukowane zjazdy czy kładki ułatwiające dostęp do większości miejsc.

Nie analizowałem możliwego sposobu wejścia do wody, ale widziałem kilka osób plażujących na kocykach, obok stały ich wózki; toalety były również wyraźnie oznaczone charakterystycznym piktogramem – tak więc występowało sporo przemyślanych ułatwień.

Czystość i higiena

Na terenie ośrodka jest kilka budynków z toaletami (również dla osób niepełnosprawnych). Czystość w środku – zadowalająca, jest papier toaletowy (bywa, że dystrybutor jest przy wejściu do budynku a nie w toaletach!), mydło w dozownikach też było do końca dnia.

Gorzej jest z drewnianymi przebieralniami rozmieszczonymi wokół basenów. W środku można było natknąć się na rozmaite, nieprzyjemne znaleziska.

O dystrybutorach wody wspominałem – też tam można umyć ręce.

Przy basenach znajdują się nieliczne prysznice.

Bardzo dużo sporych koszy na śmieci – teren ogólnie jest zadbany.

Podsumowanie

Spędziliśmy na miejscu ponad osiem godzin. Korzystaliśmy ze wszystkich basenów, to niesamowita ulga zanurzyć się w wodzie o dziesięć stopni chłodniejszej, niż otoczenie. Popływaliśmy i poopalaliśmy się za wszystkie czasy.

Dzieci zachwycone zabawami w wodzie, objedzone lodami i frytkami. Na przemian goniły się w brodziku, oblewały wodą z pistoletów, grały w piłkę, łupały na kocu w karty czy gadały na 1500 dziecięcych tematów.

Dorośli zrelaksowani, odgadani, dopiero pod sam koniec dnia zagraliśmy wspólnie w zabraną planszówkę, przy czym bardzo dopingowały nas dzieci.

Z racji upału nawet nie pomyśleliśmy o kupieniu konkretnego obiadu, wystarczyły nam nasze kanapki i przekąski. Z obserwacji kolejek wynikało, że Czesi wolą skorzystać z gastronomii na miejscu, niż przynosić swoje zapasy. Czasem niektórzy mieli pojemniki z sałatkami (to dość charakterystyczne u Czechów).

Jako kierowca nie piłem czeskiego piwa (niestety!), było ono dostępne wszędzie i w godziwej cenie.

Problemów z komunikacją nie było żadnych, bo Czesi są przyzwyczajeni do polskich gości. Choć może się zdarzyć, tak jak naszym pociechom, że zamiast dostać dwa lody po dwie gałki, otrzymają cztery lody po jednej gałce ;)

Czy warto było się wybrać do Czech na kąpielisko? Bardzo. W tygodniu taki wyjazd to strzał w dziesiątkę – szczególnie jeśli zabierze się dzieci, które na miejscu wymyślą setki zabaw, a wracając zdrzemną się ze zmęczenia w samochodzie.

Z tego co wiemy, wyjazd na baseny w weekend będzie się wiązał z dużym tłokiem na parkingu i na trawnikach, ale nie jestem sobie w stanie wyobrazić takiej liczby kąpiących się, żeby było tłoczno w dużym, głębokim basenie.

Śmiało polecam wycieczkę do Ostrawy, wszelkie dodatkowe informacje znajdziecie na stronie internetowej obiektu.