Urlop to wymarzony i wyczekany czas odpoczynku. Robimy wszystko, by uciec od codzienności, którą widzimy każdego dnia. Gdy nadchodzi letni czas relaksu rzucamy wszystko i upajamy się powiewem zbliżającej się przygody, a każdy obrót wypolerowanych felg naszego samochodu, każda chwila lotu, przybliżają nas do urlopowego miejsca wypoczynku.

Zanim jednak wyskoczymy dziarsko z samolotu, gdzieś na końcu świata, musimy przekopać się przez gąszcz ofert i zaufać któremuś z biur podróży.
Tak, właśnie biuru podróży, bo to zdejmuje nam z głowy wszelkie kwestie logistyczne i stres związany z ewentualnymi problemami transportowymi czy z zakwaterowaniem. A wszystko to w ramach naszego – zazwyczaj skromnego – budżetu wakacyjnego.

Jak więc mądrze wybrać biuro podróży, aby wypocząć dokładnie tak, jak to sobie wymarzyliśmy?

Odpowiedź jest prosta. Należy wybrać ofertę znanego, dużego biura podróży, bo eksperymentowanie akurat w przypadku oczekiwanego od roku wyjazdu, to nie jest najlepszy pomysł. Piszę to jako osoba, która ze zdziwieniem dowiedziała się pewnego razu o plajcie biura podróży dwa tygodnie po powrocie z wymarzonych wakacji (które to dwa tygodnie okazałyby się horrorem). I choć to zamierzchłe dzieje – sprzed lat piętnastu – to nauczka procentuje do dziś.

Tekst ten jest wpisem promocyjnym bazującym na moich wakacyjnych doświadczeniach.

Kiedy na urlop?

W moim przypadku kwestia urlopu jest prosta niczym główny pas startowy na lotnisku w Pyrzowicach. Urlop musimy wykorzystać podczas wakacji szkolnych, bo Małżonka pracuje w szkole a Junior jest uczniem. Jedynie ja dysponuję „normalnym” urlopem. Więc – jak sami widzicie – możemy dysponować dowolnie czasem wypoczynku – pod warunkiem, że zaplanujemy wyjazd na czas po pierwszym tygodniu lipca, ale przed końcem sierpnia. Podczas roku szkolnego możemy sobie tylko pomarzyć o wojażach, bo nauczyciele „standardowego” urlopu nie mają.

Dlatego właśnie kwestia wyboru dobrej oferty jest dla nas fundamentalna. Wypoczywamy krótko, za to konkretnie, w szczycie sezonu – czyli „high season”.

Co to jest „high season”?

W lipcu i sierpniu w kalendarzach biur podróży pojawia się magiczny, zaznaczony na czerwono termin: „high season”. Pozwólcie, że wytłumaczę Wam ten termin opisowo: otóż jest to czas, gdy wszystko wszędzie jest najdroższe i zaznaczone na czerwono. Gdy wszelkie sprytne sposoby rezerwowania przez magiczne portale niestety są skazane na porażkę. Bo biura podróży zawczasu wykupują i rezerwują w większości dobrych lokalizacji wszystko, co się da wykupić. Szczególnie jeżeli piszemy o tak umiłowanej przez nas Hiszpanii w części nie kontynentalnej, ale wyspowej.

Bo my to z reguły do Hiszpanii

W naszym bogatym stażu urlopowym lądowaliśmy w Hiszpanii wielokrotnie. Ale jeszcze nigdy nie w części kontynentalnej (bo ta paradoksalnie jest droższa niż Baleary czy Kanary). Z reguły były to tańsze hotele, a bywało, że te najtańsze.
I tak jakość biura podróży poznaje się po tym, jak obsługuje niskobudżetowych klientów, którzy trafiają do najtańszych hoteli. Bo czy to taka wielka sztuka wywołać zadowolenie u klientów opcji all inclusive w hotelach pięciogwiazdkowych?

Władamy kilkoma językami obcymi i nie wymagamy prowadzenia za rączkę. Dlatego nie zawracamy niepotrzebnie głowy rezydentom. Dla mnie idealną ofertą jest opcja HB, czyli ze śniadaniem i obiadokolacją. Hotel stanowi bazę wypadową, a  dwa posiłki w zupełności wystarczają do wygodnego funkcjonowania.

Zadziwiające jest to, jak bardzo sprawdza się reguła marketingowa, polegająca na tym, że klient zadowolony dzieli się zadowoleniem tylko z kilkoma osobami. Skoro urlop upłynął bez żadnych zgrzytów to klientowi często nawet się nie chce wypełnić ankiety oceniającej pobyt po powrocie. Gorzej, gdy buro jednak coś tam ma za uszami, no i klient czuje się w obowiązku obwieścić urbi et orbi, jak bardzo został skrzywdzony przypaloną poranną owsianką.

ITAKA – polecamy!

My na całe szczęście znaleźliśmy biuro, które wytrzymało nasz krzyżowy ogień pytań, dzięki czemu my je polecamy, a ono zyskało wiernych klientów.

A było to tak. Zazwyczaj doprowadzamy lokalne biura podróży do rozpaczy naszą drobiazgowością i dociekliwością. Być może inni turyści kupują wycieczkę, skuszeni jedną fotografią i entuzjastycznym opisem urlopowej destynacji, natomiast my sporo już w życiu widzieliśmy. I mamy tysiąc pytań. Mamy przy tym Juniora, któremu trzeba zapewnić godziwe rozrywki na miejscu. I to jest bardzo istotne kryterium wyboru hotelu i lokalizacji, któremu niestety mało kto sprosta.

 Dlatego bardzo lubimy takie strony WWW, na których można znaleźć dużo zdjęć i opinii, gdzie można sobie oferty ładnie pogrupować i dopasować terminy – dlatego zainteresowała nas pewnego razu oferta Itaki.

Strona Itaki z ofertami kierującymi nas w wymarzone hiszpańskie klimaty jest bardzo czytelna i przyjazna. Posiada system ocen i ułatwień oraz propozycje wyjazdów i podpowiedzi, gdy nasz wybór warunków brzegowych zawiedzie. Poklikaliśmy, doczytaliśmy w innych źródłach oceniających hotele, coś tam wybraliśmy i dopytaliśmy poprzez infolinię, rozwiązaliśmy też pewien bardzo poważny problem z płatnością online. A na koniec dołożyliśmy jeszcze, za niewielką opłatą, opcje parkingowe. Wszystko z uśmiechem i konkretnie, a nawet profesjonalnie – tak jak lubimy i co wcale nie jest takie częste.

A potem cała nasza wyprawa wakacyjna potoczyła się tak, że właściwie to nie ma o czym pisać. Bo gdy wszystko jest OK i nie ma na co narzekać, to turysta pozostaje w zachwycie i tak jak wspomniałem powyżej – już tylko czyha na następną możliwość wyjazdu ze sprawdzonym biurem podróży. Rzadko robi to, co ja właśnie czynię – chwali się innym, jak dobrze mu było na wakacjach wykupionych w danym biurze podróży.

Przejazd i transfer na lotnisko

Na zarezerwowany pod Warszawą parking dojechaliśmy tak szybko, że właściwie mogliśmy jeszcze po drodze zatrzymać się na obiad i po obiedzie się zdrzemnąć. Na sam parking trafiliśmy jak po sznurku.

Darmowy transfer z parkingu na lotnisko przerzucił nas bardzo sprawnie. Na lotnisku doceniliśmy specjalny kącik dla tych, co odlatują z biura podróży Itaka – poczuliśmy się niczym VIP-y.

Przelot? Jak to przelot. Samolot startuje, trochę poleci, obejrzymy kilka widoczków i niespodziewanie lądujemy. Na lotnisku docelowym zostajemy błyskawicznie podjęci przez witających nas z uśmiechem rezydentów Itaki, dostajemy dokumenty i informacje w języku polskim o hotelu i o wyspie, wreszcie wsiadamy zostajemy zapakowani wraz z bagażami do autobusu, w którym słuchamy pierwszych informacji o Teneryfie. A wokół cuda, soczysta zieleń, palmy i upał.

Promenada

Zakwaterowanie i rozrywki

W hotelu czeka nas szybka procedura zameldowania się i pyszna kolacja. Wszystko jak w zegarku.

Z rezydentem spotykamy się dzień po przylocie. Pełna informacja: kto za co odpowiada, gdzie warto coś kupić i jak skutecznie przemieszczać się po wyspie; co warto zwiedzać i gdzie kupić, jakie bilety. Poznajemy też szeroką gamę wycieczek – jest też to, co nas interesuje najbardziej, czyli możliwość wynajęcia pojazdu w sprawdzonym biurze wynajmu.

Ogród Botaniczny

Na tablicy ogłoszeń mamy wszystkie bieżące i dotyczące nas informacje, telefony kontaktowe i alarmowe. W widocznym miejscu stoi segregator z całą gamą informacji o wyspie. Kompendium wiedzy: od posiłków, ciekawych miejsc, poprzez ostrzeżenia czy przydatne podpowiedzi. To wszystko przemyka przed oczyma – niczym kolorowy film, bo korzystamy z urlopu na najwyższych obrotach.

Warto też wynająć samochód

I tak wszystko robimy po swojemu, nie korzystamy z wycieczek objazdowych, bo mamy wynajęty samochód. Ceny porównywalne – czy to u rezydenta, czy za najbliższym rogiem, w jednej z licznych wypożyczalni. Wynajmowanie pojazdu to gwarantowana radość i zabawa, co już wielokrotnie Wam udowadniałem. Ot, dzięki pojazdowi można się zgubić z niedalekim mieście i wytrwale jeździć w kółko.

Mroki miasta po hiszpańsku

Można też umrzeć ze śmiechu nie wierząc oczom, gdy trzy blondynki tankują pojazd.

Ostatecznie można też ponarzekać, gdy się wynajmie pojazd, który nie bardzo chce podjeżdżać pod co większe wzniesienia.

Co ciekawe, pod wulkanem Teide  mijamy się z  autobusem oznaczonym całkiem znanym nam logo.

Autobus Itaka

Animacje

Wybraliśmy hotel z zapewnionymi atrakcjami dla dzieci – strzał w dziesiątkę. Wśród animatorów są Polki i Polacy, ale dzieci bawią się w międzynarodowym gronie. Wszystkie polecenia są z początku powtarzane we wszystkich niezbędnych językach, ale dzieci pod koniec pobytu już wszystko mają rozpracowane, również po angielsku.

Puerto de la Cruz

Podczas animacji my – rodzice mogliśmy zająć się intensywnym pochłanianiem promieni słonecznych na brzegu basenu czy też spacerami po okolicy.

Wylot i powrót

Wszystko, co miłe, szybko się niestety kończy. Rezydent dyskretnie wiesza informację o godzinie odjazdu autobusu transferowego, i godzinie wylotu do Polski.

I tu ciekawostka, bo my, jako klienci biura Itaka, mieliśmy wszystkie niezbędne informacje dostarczane osobiście, na bieżąco. Tymczasem Polacy, którzy przylecieli z innego biura podróży, godzinę odjazdu autobusu spod hotelu i godzinę wylotu (a te bywają ruchome) musieli sprawdzać na portalu internetowym swojego biura podróży, bo rezydent w naszym hotelu był tylko raz, by ich przywitać. I nie przewidywał nawet nadania faksu do recepcji („bo i tak recepcja tego nie wywiesi na tablicy”). Kolejny punkt dla Itaki.

Miły był również wylot, bo rezydenci asystowali nam aż do zakończenia procedury nadawania bagażu, pilnując, aby nasze (czasem lekko przeciążone) bagaże odjechały bez dopłaty.

Po powrocie czekała na nas, jako klientów Itaki, szczegółowa ankieta na temat poziomu naszego zadowolenia.


W tym roku niestety nie udało nam się zgromadzić wystarczającego budżetu na zamorskie wojaże. Przypuszczalnie więc wakacje spędzimy nad Bałtykiem. Choć Itaka ma też oferty last minute, dlatego kto wie, czy w czerwcu nie uda się czegoś znaleźć w słonecznej Hiszpanii – a wtedy blog i Instagram zapełnią się kolejnymi interesującymi fotkami i tekstami. A my, pięknie opaleni będziemy wspominać szum palm i wyszukane hiszpańskie potrawy.