Opowieści pogodne, Wakacje!

Walutowe przygody

Money

Raz — góra dwa razy w roku przekraczam granice naszego zacnego kraju i udaję się w celach wakacyjnych lub biegowych na podbój nowych miast i wsi.

Każdy z wyjazdów wiąże się z wydatkami, które są ponoszone w lokalnej walucie. I tu zawsze zaczyna się wesoła przygoda związana z posiadaniem odpowiedniej ilości środków płatniczych czy to na karcie, czy w gotówce. 

Na całe szczęście pojawia się tu już pewna unifikacja i dziewiętnaście krajów rozlicza się w euro, ale pozostają wciąż jeszcze wyjątki — do których i my, jako Polacy należymy. I jak tu najwygodniej płacić za granicą?

Moje wesołe walutowe przygody

Z rozmaitą walutą byłem oswajany od maleńkości. Z nabożną czcią oglądałem różnej wielkości monety pochodzące z wycieczek turystycznych i wyjazdów służbowych mojego dziadka. Kiedyś nawet otrzymałem od niego prawdziwy zielony banknot dolarowy — nie jakiś tam bon do Peweksu. 

Mój pierwszy wyjazd do Francji rzucił mnie na głęboką wodę, kasjerka na stacji benzynowej, na której zatrzymała się nasza wycieczka, wydała mi niepełną resztę z banknotu frankowego. Misja udała się, odzyskałem braki walutowe i zyskałem cenną nauczkę — resztę przed schowaniem do kieszeni się przelicza. Skrupulatnie. 

Gdy nastał czas moich wyjazdów służbowych, płatności zagraniczne mi spowszedniały. Należności za hotele regulowałem na miejscu firmową kartą debetową, kiedyś z podziwem obserwowałem szybkość działania elektronicznych transakcji, gdy zwykła, płaska karta debetowa w Doniecku uzyskała autoryzację szybciej, niż w Rybniku, sto metrów od siedziby banku wystawcy karty.

Pewną trudnością zawsze było rozliczenie wydatków służbowych gotówkowych, przeliczenia i kursy, szczególnie w projektach unijnych, to zawsze był świetny punkt wyjścia do sporu z audytorem. O każdy grosz różnicy kursowej bądź złe zaokrąglenie wydatków w arkuszu kalkulacyjnym.

Karty też mnie nie lubią

Zamówiłem onegdaj kartę do konta w euro. Otrzymałem ją. Coś tam poczytałem o aktywacji, wynikało mi z ulotki tylko to, że po pierwszej transakcji potwierdzonej PIN-em będzie działała. 

Hiszpańska stacja benzynowa, gdzieś na końcu jednej z wypoczynkowych wysp (bo ja nawet z tankowaniem lubię mieć przygody), paliwo nalane, podaję kartę do płatności a ta… nie działa. Raz… drugi… trzeci… Płacę gotówką, pełen zdziwienia. Wypożyczalnia samochodów — ten sam problem, karta po prostu nie działa. Telefon do infolinii wyjaśnia wszystko: miałem kartę aktywować w Polsce, wsadzając do bankomatu i wprowadzając kod PIN. Dla mnie to było nielogiczne: kartę do konta w euro wprowadzić do bankomatu wydającego złotówki? Ano według infolinii i owszem. I teraz NIC się nie da zrobić. Fajnie, prawda?

Stąd moja ostrożność i rewolucyjna czujność wobec kart płatniczych. Coś tam z plastików w portfelu zawsze mam — i wypukłego, i przypiętego do konta w euro, ale…

Gotówka ponad wszystko

Dlatego przed wyjazdem zagranicznym staram się oszacować wydatki i mieć przy sobie odpowiednią rezerwę gotówki w danej walucie. A tę należy uprzednio zakupić. I warto to zrobić szybko, sprawnie i po dobrym kursie — a to zapewnia nam kantor internetowy, w którym można kupić/sprzedać walutę bez oddalania się od komputera — w końcu mamy XXI wiek, nieprawdaż?

Kantorów jest oczywiście wiele, dlatego warto sprawdzić który kantor oferuje nam najlepsze warunki — tu bazowałem na tym, co napisał Forbes  który na czele rankingu postawił Rkantor.com.

Dla mnie istotnych było kilka czynników: 

  • korzystny kurs zarówno kupna, jak i sprzedaży waluty,
  • szybkość transferu środków zasilających nasz portfel na rachunku,
  • prostota obsługi,
  • brak ukrytych prowizji i opłat,
  • bezpieczeństwo moich środków.

Rkantor.com spełnił wszystkie moje warunki, po przetestowaniu wersji demo i przestudiowaniu taryfy opłat i prowizji, jak i po porównaniu poziomu kursów kupna i sprzedaży, założyłem tam w ciągu kilku minut konto, po dokonaniu przelewu symbolicznej złotówki. Dzięki czemu mam obecnie możliwość działań (a więc zakupu/sprzedaży/przelewów) w dziewiętnastu najpopularniejszych walutach.

Jak działa taka wymiana? Bardzo prosto! Transferujemy środki ze swojego konta bankowego w złotówkach do Rkantor.com, programujemy wymianę określonej waluty i po kilku minutach środki wędrują na nasz rachunek walutowy. 

Oczywiście jest też opcja niedrogiego przelewu na konto docelowe (w 19 walutach) oraz — to, co mnie również interesuje — bezpłatna (!) wypłata środków w jednej z siedmiu najpopularniejszych walut w siedzibie Raiffeisen Polbanku.

Zresztą, w przypadku euro możemy wyciągnąć ją w wybranych bankomatach Euronetu, bądź przekazać środki wybranej osobie poprzez kod SMS lub e-mail, również umożliwiający wypłatę pieniędzy. Rozwiązanie proste i skuteczne, na miarę XXI wieku.

A może wycieczka do Londynu?

Cóż, udział w maratonie w Londynie, ze względu na ograniczone zapisy i losowanie pewno nie będzie możliwy przez najbliższe dziesięciolecie. Sama wizyta turystyczna jak najbardziej. Stosowną ilość funtów nabędę w sposób elektroniczny, wypłacę w siedzibie Raiffeisen Polbank i ruszę, wraz z rodziną, na podbój brytyjskiej stolicy. 

I mam gorącą nadzieję, że spełni się slogan reklamowy, że oszczędzać będę tylko dzięki sposobowi zakupu waluty, a nie na wydatkach w Londynie… 


 

4 Comments

  1. Hmmm, był w Londynie i nie wpadł na kawę. Kutas ?

    A co do płacenia, nie wiem jak to działa w polsce, ale tu w UK to mamy „Revolut” świetne konto, gdzie można sobie przelewać walutę od ręki i też jej używać.

    Co do moich wycieczek, powiem tyle na ogół nigdy nie zabieram gotówki. Raz mi się zdarzyło, bo w biurze turystycznym powiedzieli, żeby zabrać kilka dolców na napiwki – więc zabrałem 100kę rozmienioną po dolcu (i to było wyzwanie, zanim jakiś kantor odważył się rozmienić po dolcu…. zwiedziłem ich chyba 40 w trzech różnych miastach).

    Na wakacjach czy na wyjeździe, najsensowniej – karta. Dobrze mieć dwie Visę i Mastercarda, bo tam gdzie nie działa jedna, pewnie druga ruszy. Czy konto walutowe ma sens ? Według mnie to sporo kombinacji. Ja na ogół płaciłem kartą w sklepach / hotelach / itd…. Znajomi wymieniali. Finalnie – wyszło to bardzo podobnie, z tą różnicą, że ja się nie przygotowywałem do wyjazdu, oni owszem. A co jeśli gotówkę nam jebną ? To też problem.

    • Też racja. Revoluta jeszcze nie testowałem, w Londynie mnie jeszcze nie było, choć może przesiadkę miałem? Nie pamiętam :)
      Jesli już, to będę, jeśli kiedyś wygram start w ichniejszym maratonie…

  2. Ech, jak ja bym wróciła do Londynu, fajne miasto, bardzo mnie zaskoczyło, w pozytywnym tego słowa znaczeniu:)
    P.S. Na wyjazdach zagranicznych też preferuję gotówkę;)

    • W Wielkiej Brytanii mnie bardzo zaskoczyły te sławne osobne kurki nad umywalką, no i jedzenie (in minus). Choć fish&chips rewelacja. Aha, jeszcze gra w bingo w klasycznym górniczym pubie – rewelacja!

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Theme by Anders Norén