Węch binarny


Znacie gorączkę przedświątecznych wigilijnych zakupów. Prezenty, prezenty, prezenty. Niestety bardzo często męska inwencja zaczyna się i kończy w perfumeriach, które w okresie przedświątecznym przeżywają zmasowany najazd Hunów. Konsultantki omdlewają od oparów zapachowych, kasy pęcznieją a półki szybko pustoszeją. Trywialny temat do momentu, gdy pojawia się zadanie specjalne.


Wygląda to prześmiesznie, tabuny mężczyzn z obłędem w oczach zmierzające do Edenu, w którym uda się ostatecznie zakupić Graala czyli prezent dla partnerki.

Często bywam składową tego tłumu, więc wiem o czym piszę.

Lecz czasem poziom trudności rośnie – level Mission Impossible. Bo trzeba kupić perfumy dla Specjalnej Osoby, która ma Wyjątkowo Inną Wrażliwość Zapachową. I tu płynnie przeskakujemy do czasów mojego dzieciństwa.

Katarek

Mieliście kiedyś nigdy nie kończący się katar sienny? Ja miałem. Strzelałem kichnięciami z wprawą Afgańczyka likwidującego kolejnych wojaków Specnazu opitych bimbrem. Też czasem była to krwawa opowieść, bo mój organ oddechowo wylotowy nie wytrzymywał nieustającego ciągu cząsteczek powietrza opuszczającego nozdrza z prędkością poddźwiękową.

W ramach nowatorskiej terapii, w czasach gdy niczego nigdy nie było, użyto na wnętrzu mojego kichola kremu Nivea. I co? Problem się rozwiązał. Równie skutecznie jak upaćkanie wspomnianym kremem wnętrza komory losującej w Lotto.

Ale od tego czasu mój organ powonienia przeszedł na rozliczenia binarne zerojedynkowe. Na czym węch binarny polega? Na tym na czym słuch I stopnia. Słyszę, że grają, lub nie słyszę że grają. Podobnie z zapachami.

Czuję więc intensywne wonie, ale nie zawsze jestem w stanie stwierdzić czy to dla społeczeństwa dobrze, czy źle.  Obrazowo porównując, to chemik delikatnymi muśnięciami powietrza nad probówką nawiewa cząsteczki zapachu w kierunku nozdrzy, rozróżniając specyficzny zapach składników. Co ja muszę zrobić? Wsadzić nos do garnka z amoniakiem żeby sprawdzić czy coś czuć.

Wróćmy jednak do zapachów. Z czasów dzieciństwa, ze szkolnych dyskotek pamiętam zapach perfum o woni paraliżująco-duszącej. Nie wiem co to firma była dystrybutorem tego środka bojowego, ale zawsze tańczyłem do ostatniego tchu. Z trudem łapiąc powietrze.

Pachnidło

Nikogo nie muszę przekonywać, że perfumy kupuję zawsze kierując się designem i kolorem butelki czy też opakowania. No dobra, intrygująca nazwa perfum też robi swoje. I producent. Oczywiście proces decyzyjny wiąże się też w jakimś tam ułamku atomu z natężeniem docierającego do mnie zapachu.  Jeśli nic nie czuję, to znaczy, że zapach jest w sam raz wystarczająco subtelny i ulotny na prezent.

Czasem dostaję jednak zlecenie specjalne – mam kupić perfumy „czaderskie” i „odlotowe”. Tej misji w rodzinie nikt się nie chce i nie może podjąć. Bo nikt nie ma tak, ehm, wyczulonego zmysłu węchu jak ja!

Udaję się więc do najbliższej markowej perfumerii i zmierzam w najciemniejszy róg pomieszczenia. To tam stoją mocne zapachy wieczorowe. W tej okolicy jest najwięcej słoiczków z kawą, której zapach „resetuje” zmysł powonienia.  I najmniej pań z obsługi. Dokonuję prób poligonowych machając sześcioma paskami papieru równocześnie, niczym Edwart Nożycoręki .

Dlaczego? Bo wychodzę ze słusznego założenia. TEN zapach sam sobie w tłoku poradzi, niczym rasowy biegacz podczas startu rozepchnie się łokciami, przydepnie sznurówki głównych konkurentów, zwinnie odepnie rzep smartfonu rywala, który padnie na twarz kosząc kolejne rzędy adwersarzy.

Ale czy aby na pewno absolut zapachu jest absolutny? Z mgiełki tworzonej przez próbniki zapachów wcześniej czy później wychynie pani konsultantka. Z miłym acz niepewnym uśmiechem przyklejonym do twarzy.

„Potrzebuję mocniejszego zapachu, wie pani, czaderskiego”.

To właśnie ten moment, którego obawiają się stewardessy w liniach lotniczych Salam Alejkum. Że trzeba będzie wdrożyć podprogowo wkodowane procedury alarmowe. Tylekroć wyćwiczonymi ruchami konsultantka sięga do ukrytej szuflady w regale, gdzie spoczywa tajemnicza fiolka z certyfikatem dopuszczenia wydanym przez Ministerstwo Obrony Narodowej – sekcję zwalczania zagrożeń biologicznych. Obok fiolki leży metalowa strzykawka ze shotem adrenaliny, formularzem ostatniej woli oraz jednorazowym testerem z zawleczką.

Zawleczka wydaje blaszany szczęk, tester rozpyla z cichym syknięciem mgiełkę zapachu, który wciągam z upojeniem, który nareszcie w sposób równie subtelny jak porady Krzysztofa Ibisza dociera do mojego sprawnego inaczej nosa. Zapach dzieciństwa… Dyskoteki… Atomy zapachu agresywnie wiążą się z cząsteczkami powietrza w skomplikowane układy zapisane na zaginionych kartach kamasutry, osłabiając wolę obecnych w sklepie klientów i personelu.

Rabat osiemdziesiąt procent i pół litra Chanel 5 gratis, może być bez zagrychy

posłusznie powtarza za mną kasjerka, oddychając z trudnością przy nalewaniu do bidonu biegowego zapachu Chanel 5.

Wychodzę w światło galerii, ciesząc się z kolejnej pomyślnie ukończonej misji.

Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

57 komentarzy

  1. Skład Dobrych Wartości pisze:

    Dziękuję za udział Twojego Bloga w Link Party na skladowa.net! :)

  2. Dziękuję za udział Twojego Bloga w Link Party na skladowa.net! :)

  3. Dotee pisze:

    Hahaha, Chanel 5. Oczyma wyobraźni widzę te impulsy elektryczne biegnące między neuronami, te brakujące puzzle wskakujące na właściwe miejsce. To jeszcze powąchaj Kobako (na stoisku z tymi tańszymi). Tego używała moja pani od chemii w liceum… i wszystkie stare baby na osiedlu. Klasyk :D

  4. Hai Le pisze:

    Hm, a nie myślałeś coby partnerce nie kupić czegoś innego, np. nie pachnącego? <|;^P

  5. Pawel ale sie usmialam, oj te dziewczyny w perfumeriach to maja wesolo, ha ha ha Pozdrawiam serdecznie Beata

  6. LIFESTYLERKA pisze:

    O jej, przypomniałeś o zakupach świątecznych, już gęsiej skórki dostałam:). Tez należę do grona tych latajacych z obłędem w oczach i kończących w perfumerii:). Jednak węch u mnie doskonały, tylko że po powąchaniu 4-5 zapachów wszystko zlewa mi sie jedno.

    • Bookworm pisze:

      I dlatego dla zmęczonego węchu porozstawiano pojemniki z ziarnami kawy, mi resetują nos idealnie i znowu mogę niczego nie czuć wąchając :) Aż sobie dziś wszedłem z tej radości do sklepu na S i posprawdzałem kilka męskich fajnych zapachów.

  7. Bogusia Probierz pisze:

    To widzę, że zlecili misję odpowiedniej osobie ;)

    Ja zazwyczaj informuje dokładnie i mniej subtelnie jakie perfumy lubię ;D .. niemniej jednak jest to bardzo ryzykowny prezent

  8. messbyus pisze:

    To widzę, że zlecili misję odpowiedniej osobie ;)

    Ja zazwyczaj informuje dokładnie i mniej subtelnie jakie perfumy lubię ;D .. niemniej jednak jest to bardzo ryzykowny prezent

  9. Ewa Olborska pisze:

    A ja w sumie jestem w stanie się przyzwyczaić do większości zapachów i lubię dostawać perfumy. Zapach niespodzianka jest dla mnie bardziej intrygujący, a samej ciężko mi się zdecydować, bo kupiłabym całą perfumerię :)

  10. gin pisze:

    Tom Cruise przy Tobie wymięka ;)
    Ja lubię dostawać perfumy, ale tylko od C. albo od Mamusi, bo oni wiedzą, co lubię. I nawet, jak kupują mi coś nowego, to trafiają w mój gust. Z kolei dostałam kiedyś buteleczkę perfum od dalszych znajomych, i tak sobie biedna stoi i się kurzy… Bo perfumy to bardzo indywidualna, moim zdaniem, sprawa.
    U nas zresztą problem prezentów został bardzo prosto rozwiązany: każdy sporządza listę i rozdaje ją zainteresowanym. Ja co prawda w każdą Wigilię kończę z duplikatami (w zeszłym roku dwie gofrownice, rok wcześniej – spieniacze do mleka), ale przecież zawsze można wymienić ;)

    • gin pisze:

      Jak lubisz domowe gofry (a ja uwielbiam), to użyteczne :) Ale jedna wystarczy ;)
      No ja kawę najbardziej ze spienionym mlekiem lubię…

      • gin pisze:

        Gofry bez bitej śmietany to się prawie nie liczą ;)
        Jakie wymagania zaraz… No, ale jakoś się udało, adres bloga już powinien być znajdowalny ;)

  11. gin pisze:

    Tom Cruise przy Tobie wymięka ;)
    Ja lubię dostawać perfumy, ale tylko od C. albo od Mamusi, bo oni wiedzą, co lubię. I nawet, jak kupują mi coś nowego, to trafiają w mój gust. Z kolei dostałam kiedyś buteleczkę perfum od dalszych znajomych, i tak sobie biedna stoi i się kurzy… Bo perfumy to bardzo indywidualna, moim zdaniem, sprawa.
    U nas zresztą problem prezentów został bardzo prosto rozwiązany: każdy sporządza listę i rozdaje ją zainteresowanym. Ja co prawda w każdą Wigilię kończę z duplikatami (w zeszłym roku dwie gofrownice, rok wcześniej – spieniacze do mleka), ale przecież zawsze można wymienić ;)

    • Bookworm pisze:

      Uśmiałem się z tych gofrownic bo sam gdzieś mam na liście zakupów, że by się (chyba?) przydała :D Użyteczne toto? Spieniacz do mleka – tego to nie, mleko to ja tylko w formie kefiru :D

      • gin pisze:

        Jak lubisz domowe gofry (a ja uwielbiam), to użyteczne :) Ale jedna wystarczy ;)
        No ja kawę najbardziej ze spienionym mlekiem lubię…

        • Bookworm pisze:

          Ja kocham gofry (domowych jeszcze nie jadłem) ale jeszcze bardziej bitą śmietanę na gofrach :D
          Wpisz proszę swój adres bloga (np. w profil disqusa), bo nijak nie wiem jak na niego trafić :(

          • gin pisze:

            Gofry bez bitej śmietany to się prawie nie liczą ;)
            Jakie wymagania zaraz… No, ale jakoś się udało, adres bloga już powinien być znajdowalny ;)

          • Domowe gofry najlepsiejsze – dla mnie bez bitej śmietany, ale za to z porządną dawką masła orzechowego i powideł śliwkowych :D

          • Bookworm pisze:

            Dziś już zacząłem krążyć w sklepie AGD przy gofrownicach, ale muszę się bardziej ponaumiewać którą warto kupić :) Z tym masłem to śmiesznie, bo jakoś mi w smaku nie pasuje, dawno temu kupiłem i komuś oddałem do dalszej konsumpcji :) Powidła biorę od razu :)

          • Bookworm pisze:

            Przepraszam, ja tak z dobrego serca, bo sam wiem ile wejść mam na bloga właśnie z Disqusa, a ciekaw byłem :)

  12. Annik Sand pisze:

    Niesamowity post :D z jednej strony życiowy, a z drugiej zabawny (w sumie to jedno i to samo). Powinieneś pisać książki, połknęłabym ją bez mrugnięcia okiem. <3
    Swoją drogą, nie lubię jak ktoś mi kupuje perfumy, bo mam swój wyczulony nos i jak trafi się jakaś nieznośna nuta w zapachowym bukiecie, to go nie zużyję. :/

  13. Annik Sand pisze:

    Niesamowity post :D z jednej strony życiowy, a z drugiej zabawny (w sumie to jedno i to samo). Powinieneś pisać książki, połknęłabym ją bez mrugnięcia okiem. <3
    Swoją drogą, nie lubię jak ktoś mi kupuje perfumy, bo mam swój wyczulony nos i jak trafi się jakaś nieznośna nuta w zapachowym bukiecie, to go nie zużyję. :/

    • Bookworm pisze:

      Dziękuję :D, z tymi książkami to jeszcze trochę i faktycznie coś napiszę. Instrukcję obsługi albo jeszcze gorzej :D
      Poruszyłaś fajny temat, bo gdy się dostanie perfumy, które nie pasują to z jednej strony się nie chce ich używać, z drugiej nie chce się robić przykrości, z trzeciej to no właśnie :) Czy ja wiem jak inni odbierają dany zapach, może jako „czaderski”? ;)

  14. Ola | Mikmok blog pisze:

    Uśmiałam się, bo sama mam nieco „binarny węch” ;) Większość smrodów mi nie śmierdzi, bo w ogóle ich nie czuję i właściwie tylko jeden „zapach” jest dla mnie odrażający, nie wiem, dlaczego – ludzki pot :D Tego jednego jedynego znieść nie mogę – dla mnie jest on prawdziwie „czaderski” ;)

  15. Uśmiałam się, bo sama mam nieco „binarny węch” ;) Większość smrodów mi nie śmierdzi, bo w ogóle ich nie czuję i właściwie tylko jeden „zapach” jest dla mnie odrażający, nie wiem, dlaczego – ludzki pot :D Tego jednego jedynego znieść nie mogę – dla mnie jest on prawdziwie „czaderski” ;)

    • Bookworm pisze:

      Masz rację z potem. Co prawda świeży jest nieszkodliwy, dopiero taki „hodowlany” jest męczący. I w autobusie nie do uniknięcia czasem to są tortury po prostu.

  16. MisCatalina pisze:

    ooo teraz to już na pewno będę sama kupowała perfumy :) Nie chcę narażać M, ekspedientki, ani potem siebie na czaderski zapach :) Świetny tekst! Trzyma w napięciu!

    • Bookworm pisze:

      M się poświęci dla Ciebie (i idei) poza tym ja to sobie czasem zadaję pytanie czy zapach ma się mnie podobać czy też może bardziej osobom, które są zmuszone się nim inhalować? ;) Cieszę się, że tekst Ci się podobał :)

  17. Hihi, opowieść rodem z Mordoru ;) To ciekawe, ja jako kobieta nie lubię kupować perfum, bo albo mi śmierdzą albo są słodkie jak landrynki. Mam 2-3 sprawdzone od lat zapachy, którymi psikam się naprzemiennie i w sumie dobrze mi z tym. Mój M. chyba nigdy nie dostanie zadania kupić czegoś wystrzałowego więc może mieć ten problem z głowy – wystarczy, że skieruje swoje kroki do półki Diora i kupi J’adore – będę przeszczęśliwa, a butelka wystarczy mi pewnie na co najmniej 2 lata ;) Dwa pozostałe „moje zapachy” to raczej średnia i niska półka, ale co mi tam – lubię je i basta!

  18. Dokładnie o tym wczoraj rozmawialiśmy. Przezabawny wpis :) „Potrzebuję mocniejszego zapachu, wie pani, czaderskiego” – mam nadzieję, że wypowiadając tę frazę zachowujesz grobową minę i jesteś śmiertelnie poważny ?:D

  19. Monika Dudzik pisze:

    Jako dyżurny perfumoholik aż się skrzywiłam na myśl o kupowaniu perfum na podstawie wyglądu butelki – wybacz;) Wierz mi, dość często niepozorne na pierwszy rzut oka flaszki mają wspaniałą zawartość. Poza tym nie zaryzykowałbym kupna perfum w prezencie – no chyba, że znam czyjś zapachowy gust na wylot i wiem, że na 100 procent trafię.

  20. Anna - Tajemnice Portmonetki pisze:

    Jak tylko przeczytałam o mocniejszym zapachu, przypomniały mi się perfumy, które kiedyś dostałam. Ani do pracy, ani na imprezę nie mogłam ich użyć, bo woń była wyjątkowo mocna :)

  21. Jak tylko przeczytałam o mocniejszym zapachu, przypomniały mi się perfumy, które kiedyś dostałam. Ani do pracy, ani na imprezę nie mogłam ich użyć, bo woń była wyjątkowo mocna :)

  22. No tak – a dla mnie nie ma nic gorszego nic dostać nieodpowiedni zapach. Jestem wymagająca o wyimaginowanym węchu binarnym. Moje kubki węchowe nie trawią zapachów ciężkich i krzykliwych, dlatego nigdy nie zlecam innym kupowania perfum dla mnie. Natomiast mogę zlecić płacenie za nie :D

  23. BasiaK pisze:

    Ale się wstrzeliłeś z tym wspomnieniem o katarze. Właśnie leżę chora i strzelam kichnięciami. Na szczęście jestem sama i dla nikogo moje strzały nie są zagrożeniem. Od czasu do czasu coś mi się wwierca w nos i dalej w zatoki, co powoduje wylew łez. Ale co tam, jedno trąbnięcie w chusteczkę i przez chwilę czuję, że oddycham. A po chwili czuję się zatkana i zaczynam łapać powietrze jak karp przed wigilią. O! I znów się wwierca. A psik!!!
    Mam nadzieję, że masz dobrego antywirusa w komputerze. ;)
    A co do pachnideł uważam, że każdy powinien kupować je sobie sam. :)

    • Bookworm pisze:

      Oj biedna Ty :( Mi niestety katar przeszedł w astmę, sam nie wiem co gorsze… Leki pomagały, ale po nich byłem bardzo senny.
      Z pachnidłami to ja mam tak, że wydaje mi się, że moja skóra neutralizuje każdy obcy zapach. Do tego ja sobie zapachu nie wybiorę, bo go nie czuję :D

      • BasiaK pisze:

        U mnie to też nie jest proste.
        Metoda 1. Nagle wyczuwam ładny zapach, lokalizuję właściciela, robię wywiad co do marki. I wtedy kupuję, o ile mnie stać.

        Metoda 2. Korzystam z testera w perfumerii i zapominam o tym. Jeśli w ciągu dnia pomyślę: o! coś ładnie pachnie i okaże się, że to ja, to wiem, że mogę to kupić. Jeśli moje myśli brzmią: co tu tak śmierdzi? To wiadomo, nie kupuję. :) Nie potrafię w sklepie ocenić, czy zapach jest ładny. Dlatego też nie robię nikomu pachnących prezentów, no chyba, że mam konkretną nazwę.
        Z astmą można biegać? Głupie pytanie. Jak widać można. :)

        • Bookworm pisze:

          To tak od końca, z astmą można (i chyba nawet powinno się) biegać, ale po użyciu leków. Niestety bywają lepsze dni i gorsze, bardzo przeszkadza smog. Najgorszym dniem była zeszłoroczna wigilia smog był taki, że zejście 50m do śmietnika i wejście na I piętro pozbawiło mnie oddechu na kilkanaście minut :)

          Z zapachem jest ten problem, że jedynie te syntetyczne będą u każdego pachniały tak samo. Moja skóra automatycznie zobojętnia molekuły naturalne więc te zapachy, które lubię czuję bardzo krótko ;D

  24. Blogierka pisze:

    No siedzę przed monitorem i zalewam się łzami!! Bookwormie nikt tak poetycko jeszcze nie napisał o smarkach!! ;)) Kolejny świetny i dowciapny wpis! :) Ja jako wieczny alergik też wiem co znaczy mieć glut do pasa all year long ale kremu nivea jakoś nigdy nie stosowałam ;).
    ps. Az boje się pomyśleć jakiej marki jest ten „odlotowy” zapach :P ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.