Wysuszona reklamacja


Czasem nadchodzi ten dzień. Gdy uruchamiasz urządzenie domowe, które od zawsze towarzyszy Ci podczas pośpiesznych minut poranka, a odgłos jego pracy – o ile nie jest to brak odgłosu – upewnia Cię, że brak już nadziei dla niego i dla Ciebie. Już wiesz, że urządzenie to będzie potrzebowało już tylko serwisu terminalnego. A Ty użyszkodniku niestety masz problem, bo będziesz potrzebował paragonu, opakowania, gwarancji i cierpliwości. Niekoniecznie w tej akurat kolejności.

Ten tekst będzie zawierał przypadkowe lokowanie produktu. A właściwie jednej funkcji pewnej aplikacji, która mi się tym razem wyjątkowo przydała i którą Wam bezinteresownie polecam (jeśli czytają to pracownicy Banku ING BSK, nie pogardzę Waszą firmową czapeczką biegową – widziałem w niej biegaczy – kurczę, fajny toto ma firmowy kolorek). Nad całym tekstem unosić się będzie dym, choć udało się podczas pisania uniknąć udziału służb ratowniczych. Nie ucierpiał też żaden pracownik sklepu. Bo on niewinnym jest. Startujemy!


Zapach spalenizny o poranku

Dzień jak co dzień. Poranne budzenie za pomocą kotów. Moje człapanie po omacku do kuchni. Szczęk otwieranych puszek z pokarmem. Stukot chrupek wpadających do dwóch metalowych misek. Chlupot uzupełnianej wody. Wytrwałe chrupanie dwóch futer rytmicznie rozgryzających istotę markowej zawartości markowej karmy. Szuranie żwirku w kuwecie. Bulgot ekspresu przelewowego zakończony rytmicznymi strzałami ostatnich kropel wrzątku miękko spadających na kopczyk kawy. Kojący szum zmywarki.  Zgrzyt kocich pazurów szukających przyczepności na zakręcie przedpokoju, w pogoni za papierową kulką.  Ciche tykanie zegara odmierzającego ostatnie chwile snu juniora przed pobudką do szkoły. To wszystko nie wykraczało poza standardowe ramy odgłosów poranka. Do chwili, gdy usłyszałem przez drzwi łazienki jęczący wizg dogorywającego silnika wentylatora suszarki. Zanim dopadł mnie swojski zapach spalenizny, poczułem znajomy przyspieszony stukot serca przyspieszonego adrenaliną.

Przed oczyma przewinęły mi się wspomnienia lipcowego zakupu, gdzie on nastąpił i najważniejsze: gdzie jest –  paragon… pudełko… gwarancja… Na twarz przywdziałem uśmiech (bo wiem gdzie jest paragon WIEM!) i poszedłem wyjąć z rąk Małżonki jeszcze ciepłe truchełko suszarki. Już nie dymiła ale jeszcze świeciła. Suszarka, nie Małżonka rzecz jasna. Bo to dobra suszarka była, z tych co zazwyczaj suszą, świecą i nie dymią.

INGMobile – Paragony

Nienawidzę aplikacji bankowych. Zazwyczaj ich twórcy mają masę niekompatybilnych z moimi palcami i moją pamięcią pomysłów. Trudno, mam swoje lata, nie jestem w stanie wszystkiego pamiętać. „Wprowadź kod”, „użyj loginu”, „kodu dostępu” – ostatnio, gdy w słuchawce usłyszałem takie brzydkie wyrazy, rozłączyłem się.

„Zabiję. Nienawidzę. Już ja was dorwę” – to są pierwsze skojarzenia ze słowami: „aplikacja bankowa”. Na teraz mam ich w telefonie 6 (słownie sześć). Do instalacji aż tylu byłem zmuszony, korzystając z różnych promocji bankowych, lokat, kont, konkursów.

Lista

Używam dwóch. Polecam jedną: INGMobilew której jest fajna funkcjonalność pod tytułem „Paragony”.

MenuBo gdy kupiłem suszarkę (cześć jej pamięci), zrobiłem fotkę paragonu. Gustownie przyciąłem w tej aplikacji. I zapisałem. Mało tego – zapamiętałem ten fakt!

ParagonTeraz szybki login, hasło, paragon przesłałem na komputer, wydrukowałem i mogłem już w spokoju udać się do sprzedawcy. Bo tak właściwie to historia zaczyna się dopiero tu.

Zwłoki suszarki trafiły do opakowania, wraz z całym kompletem wyposażenia. Pradawny zwyczaj nakazywał chowanie zwłok w komplecie z wyposażeniem denata, z kochankami, żonami, psami i kotami – podobnie bywa z reklamacjami. Warto oddać wszystko – ot, taki motywator do wymiany na nowe, bo jeszcze producentowi wpadnie do głowy szatański pomysł naprawy. Skoro klient zostawił sobie istotne części wyposażenia.

Aha, opakowanie było nadgryzione. Nie zębem czasu a wiecznie swędzącymi kłami młodszej kotki. Cóż, jedni żują gumy, inni obgryzają paznokcie, nasz turkuć podjadek –  Arya – obgryza pudełka.

Wejście klienta

Sprawnie przeszedłem przez bramki zabezpieczające, niestety na mój widok rozdzwonił się alarm w dziale z telefonami. Nie wiem dlaczego, ale tak mam, że gdy bywam w sklepach sieciowych RTV/AGD na mój widok wyją alarmy stoiskowe. Podszedłem do najbliższej sprzedającej pytając czy to ten adres sklepu – wcale nie byłem pewien, czy to właśnie tu nastąpił zakup. Pani wyprowadziła mnie z błędu, że to nie numer 15, a 45 i że to nawet jest czytelnie napisane na wydruku. Ale miejsce zakupu się zgadza i zaprasza do siebie. Cóż, mea culpa, zawsze nabijam się, że ludzie nie potrafią czytać ze zrozumieniem. No to dostałem za swoje (0:1). Pani usadziła mnie i poszła dezaktywować alarm, obiecując, że się za chwilę mną zajmie. Ładna, młoda – ale nie straciłem czujności, nie dam sobie wmówić, że to ja zepsułem suszarkę!

Gremlin

– Rzęzi – zwięźle odparłem na pytanie pani, która się mną – zgodnie z obietnicą – zajęła. Równocześnie z rozmachem zasadziłem kopa w zad Gremlinowi, który sączył mi do ucha podpowiedź następnego wyrazu: i kaszle. Gremlin, jak pewno pamiętacie, siedzi zazwyczaj u mnie w głowie i prowokuje do złego. Albo pisze różne teksty – ot, tak jak na ten konkurs:

Leon konkurs

– Tak właściwie to proszę sprawdzić, bo – jak pani widzi – ja suszarki zazwyczaj nie używam. Suszenie moich siwych, łysych włosów by było dziwaczną fanaberią.

Suszarka

– Państwo tak specjalnie zmiękczają klientów? – bezwiednie powtórzyłem to, co wsączył mi w uszy Gremlin, który rozcierając kopnięty fragment cielska, niepostrzeżenie znowu się objawił. Spod blond fryzury zerknęły na mnie dwa błękitne pytajniki ? ?

– Tym alarmem – państwo to tak włączają, żeby zmiękczyć klienta – klient zmiękczony jest mniej awanturujący się” – niezawodny Gremlin przechodząc obok mnie z nonszalancją podrzucał kolejne frazy. Absolutnie nie wiem czemu pani zaczerwieniła się. Gremlin puścił do mnie oko i poszedł uaktywnić alarm tym razem na stoisku z tabletami. Zza stoiska wskazał mi panią nieubranym palcem i wymownie się oblizał.

– Pani się śmieje” – stwierdziłem poważnie z udawanym wyrzutem. Ton mojego głosu zjechał do częstotliwości żalu. – Nas kiedyś z Małżonką zaproszono na prezentację ofert biur podróży i wynajmu apartamentów. Pierwsze, co zrobiła obsługa to puściła jakieś psychodeliczne arabskie zawodzenia, których nie mogła – zgodnie z procedurą – wyłączyć. Po kwadransie byliśmy gotowi wszystko podpisać albo wyjść.
 I co – zainteresowała się pani – podpisaliście państwo? – zapytała pani z nadzieją zerkając na formularz reklamacji. -Wyszliśmy trzaskając obrotowymi drzwiami – tym razem ja puściłem oko do Gremlina, który na stoisku obok zaglądał we wniosek reklamacyjny małżeństwa, które próbowało ponownie oddać zepsuty telefon do reklamacji reklamacji. To znaczy nie chcieli odebrać „naprawionego” telefonu znanej marki, który nie wykazywał objawów życia.

Zapalimy?

Pani wytrwale wstukiwała moje dane do wniosku reklamacyjnego. Zdecydowanym ruchem ujęła rękojeść suszarki i podłączyła ją do prądu. Przezornie odsunąłem się od biurka i uprzedziłem, że ze względu na moją mierną podzielność uwagi, co prawda nie bardzo pamiętam co mi żona mówiła, ale że na drugim biegu chyba wentylator działał. Pani włączyła suszarkę (która to rozświeciła się czerwonym blaskiem diodek wokół obudowy) i jęła z wyrazem rozpaczy na twarzy… obwąchiwać jej wylot. Gremlin, próbujący ponownie włączyć zdezaktywowany przez obsługę alarm na stoisku telewizorów, zamachał w kierunku podwieszonej na ścianie gaśnicy proszkowej.

-Coś tu spalenizną pachnie i wie pan co, suszarka nie działa na drugim biegu, za to tak śmierdzi, że zaraz chyba się zapali –  tym razem to w głosie pani zabrzmiał wyrzut.

-Skoro nie dmucha, a grzeje, to pewno się zapali – stwierdziłem filozoficznie. –Ale wie pani co, na drugim biegu to już powinniśmy ogień zobaczyć – o tym ogniu to oczywiście kochany Gremlin wrzucił, uginający się wyczekująco pod ciężarem  gaśnicy. Pani jednak odłożyła suszarkę i wypięła ją z gniazdka.

Victory?

Pozostało nam już tylko spisanie objawów uszkodzenia

Opis

(i tak podziwiam miłą panią, że pomimo Gremlina udało jej się wpisać tak wyczerpujący opis) i wpisać listę części oddanych w pudełku. Żywiołowo ucieszyłem się, że pani odnalazła w pudełku zaginiony druczek gwarancji, który z uśmiechem podbiła.

I spisanie zawartości pudełka:

Co

Co do dyfuzora byliśmy zgodni, co do nazewnictwa plastikowej dodatkowej części  już nie. Moim zdaniem był to tłumik ognia, wg pani – dysza do stylizacji. Byliśmy z Gremlinem nawet gotowi bronić naszej opcji, przecież suszarka już nie dyszy, natomiast wyraźnie starała się zapłonąć – może jej producent przewidział taki objaw, po założeniu tłumika płomień będzie mniejszy?

Pani wyraźnie dusiła się ze śmiechu, w przeciwieństwie do jej kolegi siedzącego metr obok, który wyraźnie zrezygnowany kończył spisywać reklamację reklamacji telefonu.

Zamaszyście podpisałem się, pilnując aby rząd trzech krzyżyków miał równe nóżki,  wprawiając Gremlina w zachwyt – jak na wyborach, c’nie?

Podpis1

Na koniec wyraziłem swój żal, że nie zostałem wyróżniony przez firmę, za przyniesienie najbardziej oryginalnego sprzętu małego AGD do reklamacji. Płonąca suszarka – i plakietka wybitnego klienta (dla mnie i dla Gremlina) to by było to!


Ciąg dalszy nastąpi?

Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

54 komentarze

  1. Wesellerka pisze:

    Ten Gremlin byłby dobrym stand-upowcem. Ciekawe, czy i Wy będziecie pisać reklamację reklamacji :D Jak to mówią „nie śmiej się dziadku z czyjegoś wypadku” :P :D

  2. Monime.pl - o mandze i anime pisze:

    Czy te gremliny pomagają podczas zaciągania kredytów czy wręcz odwrotnie?

  3. rademachera pisze:

    Wydzierżawisz mi gremlina? Właśnie po raz trzeci idę do pralni chemicznej odebrać pokrowiec na materac. Te dwa, które przyniosłam na pewno nie były moje.

    • Bookworm pisze:

      Podziwiam cierpliwość… Co do Gremlina, ten twierdzi, że każdy z nas ma swojego, ale niektóre nieśmiałe są i milczące. On bardzo chętnie wybierze się do pralni, jeszcze (ponoć) w takowej nie był. Choć ja to tak nie do końca mu wierzę, zbyt często mnie wkręca…

  4. Marta Kraszewska pisze:

    Padlam:) dziękuję za piekny poranek!

  5. Padlam:) dziękuję za piekny poranek!

  6. Ula z prostoofinansach pisze:

    Odłożyłam sobie ten artykuł do przeczytania na później… Przed sekundą się sporo uśmiałam. Po czym, przychodzi moja córa z dołu i mówi, że … mikser przestał działać…. Zamurowało mnie….. Nie mogłam przeczytać Twojego artykuły późnej?….. W przeciwieństwie do Ciebie nie mam pojęcia gdzie jest paragon. czy w ogóle był? to mikser za punkty z BP…. Ech… muszę skorzystać z Twoich pomysłów.

  7. Ula z prostoofinansach pisze:

    Odłożyłam sobie ten artykuł do przeczytania na później… Przed sekundą się sporo uśmiałam. Po czym, przychodzi moja córa z dołu i mówi, że … mikser przestał działać…. Zamurowało mnie….. Nie mogłam przeczytać Twojego artykuły późnej?….. W przeciwieństwie do Ciebie nie mam pojęcia gdzie jest paragon. czy w ogóle był? to mikser za punkty z BP…. Ech… muszę skorzystać z Twoich pomysłów.

    • Bookworm pisze:

      że to… że to… zaraźliwe jest? :D Współczuję problemu, ale z BP się prosto reklamuje, kiedyś z żelazkiem u nich byłem w bardzo podobnym celu ;) Służę pomysłami, w razie czego ;)

  8. Hm, a czy nie wystarczy zrobić zdjęcia paragonu telefonem i wysłać sobie na maila i trzymać w osobnym katalogu?

  9. Edyta moj-kawalek-podlogi pisze:

    haha! do reklamacji to tylko z humorem trzeba podejść! :D

    • Edyta moj-kawalek-podlogi pisze:

      Hm, ja miałam raz taką sytuację, że mieliśmy paragon, czas gwarancji nie upłynął. Ba! Nawet przyjęli sprzęt do naprawy/ zamiany! Czekaliśmy tydzień, dwa i zero odzewu. Minął miesiąc- serwis nie odbiera telefonu. Mąż pojechał tam parę razy, ale było zamknięte na 4 spusty. Po 2 miesiącach dzwonią, że muszą domówić część i to potrwa. Po 4 miesiącach dalej cisza. Totalnie zrezygnowaliśmy z wszelkich prób kontaktu, zakupiliśmy nową mikrofalówkę. Tej „starej” do tej pory nie odzyskaliśmy. Było to w grudniu 2014 ;)

      • Edyta moj-kawalek-podlogi pisze:

        To fakt! Ja też nie czuję się komfortowo i mam wrażenie, że zaraz mnie „oskarżą”, że źle użytkowałam sprzęt i się zepsuł ;) A w sumie nie sam się zepsuł tylko to ja go zepsułam :p

  10. haha! do reklamacji to tylko z humorem trzeba podejść! :D

    • Bookworm pisze:

      Nie ma innego wyjścia, ale humor jest do momentu, gdy się ma paragon. I nie, gdy się okazuje, że jest 14 dni po końcu gwarancji ;) bo tak kiedyś też miałem…

      • Hm, ja miałam raz taką sytuację, że mieliśmy paragon, czas gwarancji nie upłynął. Ba! Nawet przyjęli sprzęt do naprawy/ zamiany! Czekaliśmy tydzień, dwa i zero odzewu. Minął miesiąc- serwis nie odbiera telefonu. Mąż pojechał tam parę razy, ale było zamknięte na 4 spusty. Po 2 miesiącach dzwonią, że muszą domówić część i to potrwa. Po 4 miesiącach dalej cisza. Totalnie zrezygnowaliśmy z wszelkich prób kontaktu, zakupiliśmy nową mikrofalówkę. Tej „starej” do tej pory nie odzyskaliśmy. Było to w grudniu 2014 ;)

        • Bookworm pisze:

          Historia po prostu nie z tej ziemi :) Choć jeśli się pomyśli, to fakt – z naszej, .polskiej. Nie wiem czy gdziekolwiek na zachodzie by to było do pomyślenia. Najsmutniejsze w tym i tak jest ten ponury fakt, że jadąc do serwisu czuję się prawie zbrodniarzem, bo na pewno będę podejrzewany, że źle sprzęt użytkowałem. Np. dlaczego ośmieliłem się suszyć suszarką albo prać pralką? :) Ma stać i ładnie wyglądać ;)

          • To fakt! Ja też nie czuję się komfortowo i mam wrażenie, że zaraz mnie „oskarżą”, że źle użytkowałam sprzęt i się zepsuł ;) A w sumie nie sam się zepsuł tylko to ja go zepsułam :p

  11. halmanmonika pisze:

    Zajebiste! Jesteś mistrzem reklamacyjnych procedur! Poproszę więcej takich tekstów, bo zimowe wieczory to doskonały czas, by się pośmiać. Mąż też ma ubaw :-)

  12. Wyje ze śmiechu :D Powinieneś nazywać się Inspektor Gadżet masz już takie doświadczenie w reklamacjach… A i twój autorski program z „Archiwum X Bookworma” powinien być nadawany po 23.. bo wiesz Gremliny, dzieci te sprawy :D

    • Bookworm pisze:

      Bardziej w takim razie: „Archiwum XXX” obowiązkowo w kolorze różowym ;)
      Ostatnia reklamacja nudna była, zabrali starą mychę, oddali całkiem nową, pan tu podpisze… Nudy ;)

  13. O, a ja po ostatnim nieudanym poszukiwaniu paragonu do zepsutego telefonu stwierdziłam, że od tej pory paragony trzymam a) na dysku w laptopie w specjalnym folderze b) na poczcie w specjalnym folderze. W formie papierowej giną mi na potęgę, mimo optymistycznego założenia, że będę je odkładać na miejsce :) A Twój opis najzwyklejszej w świecie reklamacji suszarki był boski :D W życiu bym nie pomyślała, że tak rutynową czynność można wykonać (a potem opisać) z takim… ogniem ;)

    • Bookworm pisze:

      Bardzo mądre z tym folderem na dysku czy na poczcie. Papierowe paragony to robią gorsze numery, bo blakną (już nie piszę o tych na papierze termicznym). Miałem na nie specjalny segregator, kiedyś wyjąłem i były czyściusieńkie karteluszki.
      Dziś jadę odebrać z reklamacji mychę komputerową. I już stres mnie zjada co też serwis wymyślił i czy aby nie stwierdzono: „ten typ tak ma, niech pan ją lepiej karmi”. ;)

  14. Iza pisze:

    Czytałam z zapartym tchem. I kto by pomyślał, że obca suszarka skradnie całą moją uwagę. ;) Gremlin wcale nie jest taki podstępny, ja bym powiedziała, że użyteczny. Poza tym, że rozładowuje napięcie (Ci od „reklamacji reklamacji telefonu” z pewnością swojego nie mieli) ;) to jeszcze gaśnicę dźwiga – to się nazywa ciężar odpowiedzialności, a może przezorności. :)
    PS. W Szwajcarii do reklamacji nie jest potrzebne pudełko, wystarczy goły paragon i jeszcze bardziej goły sprzęt. (Chyba dwuznaczne to zabrzmiało.) ;) Gdy nasi znajomi zobaczyli stosy pudełek, które w dużej części dotyczyły sprzętów zakupionych jeszcze w Polsce – nie mogli pojąć „o co chodzi z tym trzymaniem pudełek”. A gdy my bohatersko postanowiliśmy pierwszy raz nie zachowywać pudełka, poziom adrenaliny podobny był do tego, który krąży po sklepie gdy uruchamia się alarm. Wtedy nawet niewinny zastanawia się, czy to czasem nie przez niego wyje, a później się okazuje, że papierek od gumy do żucia wywołał zamieszanie. I co z tego – teraz ochrona i tak ma cię na oku. ;)

    • Bookworm pisze:

      Dziś dostałem SMS, że „Towar znajduje się w autoryzowanym serwisie producenta, prosimy o oczekiwanie na zakończenie czynności serwisowych”… Ależ jestem ciekaw jakie będzie orzeczenie serwisu…
      Pudełek u nas też już nie trzeba kolekcjonować, ale jest to jednak wskazane, bo zwroty się oddaje kurierowi no i pudełko „na wymiar” jest w cenie.
      Goły sprzęt – no nie wiem czy można stwierdzić, że „nieubrany”? ;)
      Z wyciem bramek to najweselej bywa na lotniskach. Rzeczony papierek z gumy do żucia czy nawet pastylka w sreberku potrafi przyprawić o kontrolę osobistą ;)

  15. Justyna Rolka pisze:

    Suszarka, spalenizna, dysza, reklamacja….nudne tematy, a Ty w sposób arcy ciekawy budujesz z tego niesamowitą historię. Masz talent, brawissimo:)

  16. Blogierka pisze:

    Stanowicie z Gremlinem wybuchowy duet ! ;)
    ps. Ale czy urocza pani wręczyła nowy sprzęt czy tylko oddała $?;)
    pps. Tylko Ty możesz zrobić tragi-komedię z wizyty w punkcie AGD!! :D

  17. mgr inż. Anioł pisze:

    Bookworm cholero ! Właśnie skończyłem misję w Wiedźminie… byłem już prawie śpiący i miałem zamiar udać się na zasłużony spoczynek… i co ?! Przeczytałem, uśmiałem się do łez i zupełnie odechciało mi się spać :-) Skąd Tobie się biorą te opisy…??? no i ten Jack N. boski :-)

    Ps. dzięki za lokowanie produktu :-)

  18. Ehdi Mars pisze:

    Ty to jednak jesteś genialny…. nawet taka pierdoła jak reklamacja suszarki ;). Uśmiałam się nieźle ;).

    • Bookworm pisze:

      Tam genialny, pani była cierpliwa, samo się jakoś tak zrobiło ;) Niestety zdziecinnienie u mnie posuwa się galopująco, następnym razem wezmę ze sobą jakieś kolorowanki czy coś ;)

  19. BasiaK pisze:

    Opis poranka świetny. Wręcz czuję zapach kawy. I słyszę jak zegar tyka. Hmmm… i spaleniznę jakby czuję. A nie, to nie suszarka, to popcorn ktoś w kuchni robi. ;)
    Paragony, karty gwarancyjne i instrukcje obsługi przechowuję w jednym miejscu, w pudełku. Trochę się kiedyś zdziwiłam jak mi paragon wyblakł, od tamtej pory robię delikwentowi ksero. Największy jednak problem dla mnie stanowią opakowania. Nie mam gdzie ich trzymać. I denerwują mnie. Jakby ta aplikacja przechowywała pudełka, to skorzystałabym z niej na bank. ;)
    Ale że Wam plakietek wybitnego klienta nie dali? Granda! To może chociaż reklamację rozpatrzą jak trzeba?
    A teraz najważniejsze. Musisz mnie poznać z Gremlinem! Koniecznie! A może mi go pożyczysz od czasu do czasu? Nie jestem zbyt mocna w gębie, więc jego podpowiedzi bardzo by mi się przydały. ;) Zapytaj go proszę, czy nie chciałby spędzić ze mną trochę czasu. Wiem, że tworzy wspaniałe historie, ten tekst na konkurs – mistrzostwo. Chcę poznać Gremlina!!!

  20. Małorzata B. pisze:

    Świetna historia. Nigdy bym nie pomyślała, że płonąca suszarka może mieć swoje komiczne życie.

  21. Dotee pisze:

    Ja prawie spłonęłam ze śmiechu :p Może to nie suszarka była, a miotacz ognia, tyle że uszkodzony, zamiast płonąć – suszył.
    A ta aplikacja faktycznie chyba spoko, rozumiem, że nie trzeba mieć konta w ing by móc się nią cieszyć?

    • Bookworm pisze:

      Dostęp do aplikacji (tak przypuszczam) dostaje się mając „cokolwiek” w banku – może i lokatę, konto oszczędnościowe też :) Albo będąc pełnomocnikiem do czyjegoś konta (bo też jest taka możliwość). Bo zapamiętane fotki rachunków się gdzieś tam aktualizują po zalogowaniu do systemu – czyli coś u nich trzeba mieć. Z tą suszarką może ja nie doczytałem że to miotacz był – no nie wpadłem na to ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.