Zawodowiec


Dziś urocza historyjka o tym, jak w zamierzchłych czasach (lata dziewięćdziesiąte), gdy nie było internetu, pewnych rzeczy nie dało się znaleźć. No nie, i już. Otóż nasza polska telewizja wyemitowała kiedyś film „Zawodowiec” z Belmondem. Przez film przewijał się bardzo charakterystyczny motyw muzyczny. I właśnie autora tego motywu szukałem przez… równy rok. Możliwości poszukiwania były ograniczone – nie było googla, internetu, tak właściwie to … niczego nie było.


Dziś bym przewinął „listę płac” na końcu filmu i przeczytał, kto skomponował muzykę. Ostatecznie bym sprawdził w internecie, lub zagwizdał motyw – korzystając z którejś z aplikacji rozpoznających utwory muzyczne.

Co gra

W latach dziewięćdziesiątych takich cudów techniki nie było. Był jedynie dwutygodnik Film i znajoma, która podrzuciła mi kilka roczników tego czasopisma i kazała szukać. Znalazłem. I prawie dokładnie w rocznicę rozpoczęcia poszukiwań trzymałem w ręku kasetę (!) z muzyką filmową autorstwa Ennio Morricone. I tak odkryłem kilka bardzo fajnych filmów, do których ilustrację dźwiękową robił ten miły pan.

Gdy po roku słuchałem tego utworu, poczułem gęsią skórkę, ciary i zatopiłem się cały w linii melodycznej. Czy tylko ja w rytmie słyszę bijące serce?

A historyjka w „Zawodowcu” jest bardzo sympatyczna i nieskomplikowana. Belmondo, jako zdradzony przez własny kraj agent Josselin „Joss” Beaumont, który trafia do afrykańskiego więzienia, a jednak ucieka i wraca do Francji, żeby wypełnić pewną, zapomnianą już przez polityków, misję.

professionnel-1981-02-gSą obowiązkowe strzelaniny, pościgi samochodowe, źli muszą dostać w mordę (ach ten szelmowski uśmiech Belmonda gdy wymierza sprawiedliwość). Oczywiście są kobiety, które Belmondo tym samym uśmiechem oczarowuje, jest też wspaniały westernowy pojedynek. I źli politycy. I dziesiątki sytuacji, w których Belmondo ośmiesza i doprowadza do szału francuską policję – a szczególnie pewnego komisarza.

Kino lekkie, łatwe i przyjemne, o facecie z zasadami. I o misji. Ogląda się bardzo miło – choć to przecież kino sprzed ponad 30 lat…

Na zakończenie zwiastun filmu, jeden z niewielu bez mocno wytartego już motywu muzycznego (niestety wygląda na to, że filmik poprzedzony jest 30 sek. reklamą, na co już wpływu nie mam):

Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

4 komentarze

  1. ale się zasłuchałam… :)

  2. BasiaK pisze:

    A ja już prawie zapomniałam o istnieniu Ennio Morricone. Piękna muzyka, też się w niej zatapiam. Bardzo dziękuję za przypomnienie. :-) A i film z chęcią obejrzę ponownie. Lubię facetów z zasadami. :-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.