Oltcit – ostatnie auto na korbę

Za górami, za lasami, w bajkowej Rumunii… Nie, to nie bajka a rzeczywistość. W Rumunii produkowano jeszcze w ubiegłym wieku pojazd osobowy, który firmowo wyposażony był w korbę. Nie wierzycie? To poczytajcie…

W latach dziewięćdziesiątych do Polski zaczęto sprowadzać Oltcity – pojazdy produkcji rumuńskiej (na francuskiej licencji). Pojazdy te były maksymalnie uproszczone, Francuzi słusznie przewidywali, że takie przykładowo zawieszenie hydropneumatyczne w rumuńskiej fabryce nie zostanie prawidłowo wyprodukowane.

Lata dziewięćdziesiąte to czas omijania cła – więc Oltcity były w Polsce… montowane. Były produkowane w Rumunii, rozkręcane i … przywożone do Polski, gdzie je skręcano na powrót. Aby ominąć cło. Za niewiele ponad cenę popularnego „malucha” można było mieć pięciomiejscowe auto (z bagażnikiem!) o pojemności silnika 1,1. I bardzo wygodnymi fotelami…

Niestety słowa „jakość” nie było w standardowym wyposażeniu Oltcita. Psuło się w nim wszystko. Poczynając od silnika (w układzie bokser), poprzez elektrykę, na oponach kończąc.

Auto darzyłem pewnym sentymentem (to na nim uczyłem się jeździć). Ale podstawowe usterki pamiętam do dziś:

-wspaniały kokpit w którym, na skutek braku przekaźników, paliły się styki,

-jednoramienna, niemiłosiernie skrzypiąca kierownica,

-niezamykający się zamek tylnej klapy,

-„zawieszający się” prędkościomierz – tzn. w upalne dni wskazówka prędkościomierza stawała na cyfrze „100”. Mogłem więc spokojnie jechać szybciej – asysta na siedzeniu pasażera nie widziała przeciwskazań. Jak się pewno domyślacie to mogło też skutkować zaniżonym przebiegiem.

-„zawieszająca” się klapka odcinająca dopływ zimnego powietrza do kabiny w zimie. Tego auta czasem nie dało się nagrzać…

Z autem tym wiąże się też kilka dość śmiesznych faktów:

Kierunkowskaz był przełączany uchylnym przełącznikiem lewo-środek-prawo – który widać w lewym rogu zdjęcia na lewym „bębnie”.Bardzo wygodne rozwiązanie, prościej mi zawsze było wrócić do rozwiązania z Oltcita niż przestawiać się na tradycyjne dźwigienki. No i nie było problemu przytrzymywania kierunkowskazu, który „odbijał” przy ruchu kierownicy w przeciwną do skrętu stronę.

Policjant kontrolujący kiedyś ojca, wsadził głowę do środka i wykrzyknął: „panie, co to samolot??” i … odstąpił od wymierzenia mandatu za „niemanie” włączonych świateł mijania. „Kokpit” poniżej.

Opis kontrolek i przełączników można obejrzeć tu: http://www.artur.friko.pl/kontrolki.php

Wskaźniki Oltcit

Koła były przykręcane 3 śrubami (!) – vide pierwsza fotka.

Mistrzostwem świata był fakt, że auto miało KORBĘ – po drugiej stronie końcówki (motylka) korby był klucz do kół. Cóż z tego, bo elektryka była tak zawodna, że kręcić korbą można było tylko w celu rozgrzania się…

O, tu po lewej stronie komory silnika widać przyczepiony klucz do kół – z drugiego (dolnego) końca była taka „żabka”, którą wkładało się w okolice znaczka firmowego w grillu, aż do środka silnika. No i się kręciło…

Oltcit pod maską

Auto było „znane” z historii o klockach hamulcowych z paździerzu (nie potwierdzam). Za to rumuńskie opony były tragicznej jakości. Po złapaniu gumy pojechaliśmy do wulkanizatora, który stwierdził, że nas na takich gumowych wynalazkach nie wypuści w dalszą drogę… Okazało się, że na wewnętrznej części opon (widocznej z kanału) wychodził kord. A kupno opon w tym czasie to było wyzwanie. Na liczniku Oltcita było niecałe 20 tys. km…

Auto przy stanie licznikowym ok. 60 tys. km trafiło do komisu i tam znalazło kolejnego kupca…

 

Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

6 komentarzy

  1. Orz Ech pisze:

    ale sie usmialem czytajac i wspominajac „zacne „to wasze auto:))

  2. Orz Ech pisze:

    ale sie usmialem czytajac i wspominajac „zacne „to wasze auto:))

    • Bookworm pisze:

      Ja pamiętam rodzinne sympozja z dywagacjami co jeszcze w silniku by można zrobić, żeby toto jechało. A mówił mój Wuj, że lepszy by był Poldomir ;) choć sporo droższy…

  3. Citroen Axel/Oltcit to dla mnie wciąż jeden z najlepszych kokpitów jakie kiedykolwiek powstały. Te dwa rogi z pokrętłami, jednoramienna kierownica, umieszczenie klaksonu i spryskiwacza, po prostu poezja!

  4. Kasia pisze:

    I to cos bylo produkowane na licencji francuskiej?

    • Bookworm pisze:

      Tak, Oltcit =(Oltena + Citroën). Pasowały do tego losowe części z aut francuskich, ale po takie bezpieczniki to musieliśmy jeździć do Czech, w Polsce nie do kupienia były :(

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.