Zza kierownicy

Nie bądź bałwankiem, kup zimówki!

Jazda zimą

Pomimo anomalii pogodowych i nadchodzącego tygodnia z temperaturami sięgającymi dwudziestu stopni zima zbliża się wielkimi krokami – przekonują nas o tym chłodne wieczory, noce z temperaturą spadającą poniżej pięciu stopni oraz opady śniegu w górach.

Czas więc udać się do piwnicy i zaopatrzyć oba nasze domowe pojazdy w opony zimowe, które jeszcze kilkanaście lat temu były uważane za (zbędny) luksus i marketingowy wymysł koncernów oponiarskich. 

Za każdym razem, gdy rozpoczynam procedurę wymiany opon przypominają mi się wesołe historie związane z użyciem opon zimowych.

Bo wiecie, kiedyś byłem bałwankiem, który nie zmieniał w aucie zimówek…

Bałwanek
Bałwanek motoryzacyjny

Zimówki w Matizie

Gdy o oponach zimowych zaczęło się mówić na poważnie, naszą domową limuzyną był zgrabny zielony Daewoo Matiz. Oczywiście z początkiem nowego wieku do opon zimowych podchodziło się bardzo sceptycznie, przecież przez dekady jeździło się w zimie na takich oponach, jakie producent zamontował, obojętnie czy to zima, czy to lato, więc po co dopłacać do dodatkowego kompletu opon?

Niemniej gdy doczytałem informacje dlaczego opona zimowa powinna być używana przy temperaturach poniżej siedmiu stopni Celsjusza, gdy obejrzałem agresywny bieżnik opon zimowych w serwisie samochodowym, nabyłem zimowy zestaw opon.

Już w pierwszym tygodniu zimy było mi dane empirycznie przetestować różnicę w prowadzeniu pojazdu na oponach zwykłych, a zimowych na podwórku u koleżanki. 

Śniegu było o – tyle!

Gdy próbowałem wydostać się z zaśnieżonego podwórka musiałem stosować taktykę delikatnego rozhuśtywania pojazdu – odrobinę do tyłu – całą mocą do przodu aż do utraty przyczepności – i znowu, i ponownie i jeszcze raz. Rodzina koleżanki nie mogła oczywiście przegapić takiego fajnego widowiska (to by tłumaczyło brak odśnieżenia podwórka), ale też była gotowa przyjść z pomocą przy wypchnięciu pojazdu poza bramę. Po kilku minutach prób udało mi się wydostać z śnieżnej pułapki – sukces. 

Kilka dni później sytuacja powtórzyła się, ale ten sam pojazd był już wyposażony w opony zimowe. Ku mojemu zdumieniu, w prawie identycznych warunkach śniegowych, nie utraciłem przyczepności przy wyjeżdżaniu z podwórka, nie musiałem stosować żadnych chytrych taktyk celowania w światło bramy, ani modlitw o niezboczenie z obranego rozpędem kursu, po prostu wyjechałem z śnieżnej pułapki bez najmniejszego problemu! Łał! 

Z tej mojej wielkiej radości po powrocie na osiedle spróbowałem sforsować zalegający śnieg i objechać śmietnik wokół. Na poprzednim zestawie opon utknąłbym już na pierwszych metrach, tu matizek dziarsko mielił kołami śnieg ciągnąc auto do przodu. Do czasu, gdy dodałem odrobinę zbyt dużo gazu, koła zabuksowały i wkopały pięknie przód auta wgłąb pokrywy śnieżnej. Brawo! 

Internetowe poradniki radzą w tym momencie podłożenie czegoś pod koła napędowe, a ja oczywiście uwierzyłem, zamiast jak na normalnego kierowcę przystało – odkopać koła. Podłożyłem więc pod koła gumowe dywaniki, dodałem lekko gaz i usłyszałem tylko świst towarzyszący odlotowi dywaników w kąt parkingu. Brawo ja! 

„Maluch” zimowo obuty

Nie wiem czy wiecie, ale opony zimowe produkuje się nawet do takich samochodów jak maluch czy Tico. Takie opony mają rozmiar r12 (dwanaście cali) gdzie im do śnieżnych potworów obutych w opony zimowe r19!

Dla mnie to nie było oczywiste, więc gdy pierwszy raz ujrzałem pojazd teściowej na ogumieniu zimowym, zdziwiłem się. Natomiast gdy przejechałem się kilkanaście kilometrów maluszkiem w obuwiu zimowym, naprawdę nie potrafiłem wyjść z podziwu. Auto z napędem na tylne koła, z dociążonymi nowymi oponami o dobrej przyczepności podjeżdżało pod każdą, nawet najbardziej wyślizganą górkę! Tam gdzie moje trzyletnie opony zimowe już ledwo, ledwo dawały radę, maluch pokazywał pazurki i wdrapywał się ochoczo.

droga zimowa
O dziwo, tam gdzie czarno tam ślisko, na śniegu bardziej przyczepnie

Tak oto przyswoiłem kolejną ważną lekcję – niestety opony zimowe z wiekiem tracą swoją skuteczność na skutek twardnienia mieszanki, z której są zrobione. Co nowa opona, to nowa opona. 

Track day czyli poślizgajmy się

Kilkukrotnie miałem przyjemność uczestniczyć własnym autem w jazdach doszkalających na torze Fiata w Tychach. Szkolenia były prowadzone przez kierowców rajdowych, którzy przygotowywali nam na torze asfaltowym trasę do przejechania w trudnych warunkach zimowych. 

Taki oto piękny dyplom otrzymałem po ukończonym szkoleniu

Tam nawet nie było mowy o wpuszczeniu jakiegokolwiek pojazdu na oponach innych niż zimowe. Nasz Yarisek był ówcześnie wyposażony w całkiem nowe opony zimowe r15.

Na torze mieliśmy znakomitą okazję do porównywania własnych czasów i szlifowania techniki przejazdu. Pierwsze okrążenie spędzaliśmy na fotelu pasażera, wszystkie kolejne to już były aktywne przejazdy z kierowcą rajdowym jako instruktorem.

Zadań było wiele: prawidłowe przyspieszanie bez utraty przyczepności, utrzymywanie prawidłowego toru jazdy w zakrętach, hamowanie przed stałymi przeszkodami i omijanie ich, slalomy i niespodziewane dohamowania, poślizgi kontrolowane i te mniej pokazywały nam jak wymagającym przeciwnikiem jest zima, jak bardzo trzeba dbać o utrzymanie przyczepności. 

Jazda w kopnym śniegu była przewidywalna, gorzej było z śliskimi odcinkami asfaltu, jak i z koleinami śnieżnymi, w których auto sunęło jak po szynach. 

Tego typu szkolenia powinny być stałym elementem włączonym w kursy prawa jazdy, warto też samemu ćwiczyć, gdy tylko spadnie pierwszy śnieg, gdy się zrobi ślisko, no i gdy auto już ma założone opony zimowe. 

Czy są jeszcze bałwanki bez opon zimowych?

Czy kogokolwiek trzeba jeszcze przekonywać do tego, że warto używać opon zimowych? 

Przez ponad piętnaście lat systematycznie korzystam z opon zimowych na przemian z letnimi i uważam to za coś równie naturalnego, jak bieganie w zimie w butach trailowych, o dobrym bieżniku, dzięki któremu na zaśnieżonych chodnikach biegnę, a nie wywijam hołubców i nogi mi się nie rozjeżdżają. 

Podczas zimowej jazdy na autostradach bardzo często obserwuję pojazdy, które ewidentnie blokują ruch, jadą niepewnie, nienaturalnie powoli, to własnie są te auta, które wciąż jadą na oponach letnich, dla których utrzymanie toru jazdy jest walką o życie. 

na autostradzie zimą
Zimowy przejazd autostradą też może być szybki

Co się dzieje na uliczkach osiedlowych, u nas marnie odśnieżanych, to jest kolejna wesoła historia – czasem mam okazję pomagać w wypychaniu aut klasy premium, które w grudniu nadal są na oponach letnich… 

Nie wiem jak Wy, ale ja już w przyszłym tygodniu po raz kolejny będę cieszył oko widokiem agresywnego zimowego bieżnika w samochodzie, świadom bezpieczeństwa i – co tu ukrywać – wygody jazdy w nadchodzących zimowych, nieprzewidywalnych warunkach.

I tak się czasem zastanawiam, każdy nasz kolejny pojazd ma większy rozmiar kół – obecnie na felgach zaufanie do trakcji potęgują słusznych rozmiarów opony zimowe r16.

Czy kolejnym autem będzie już jakiś SUV, w którym należy montować budzące respekt opony zimowe r18? Czas pokaże. Dobrze, że przynajmniej rozmiar butów biegowych mam stały, tu mi nie grożą z roku na rok bardziej zaawansowane inwestycje…


1 Comment

  1. Jakim ja szczerym i głośnym śmiechem wybuchnęłam,czytając o tych odlatujących ze świstem dywanikach :D Każdy ma taki latający dywan, na jaki zasłużył :D

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Theme by Anders Norén