Zza kierownicy

Naklejki z imieniem dziecka – po co?

Franek naklejka na szybę auta

Często widzę na drodze samochody na szybie których widnieją naklejki z imieniem dziecka. Po prawej Wiktorek, po lewej Monisia. Złośliwie komentując – to chyba pomaga rodzicom w prawidłowym usadzeniu dzieci w pojeździe. Ale patrząc obiektywnie to temat nie jest zbyt wesoły. Rodzice oddają gratis i to wszystkim wokół informację o imionach dzieci. Które z natury rzeczy są ufne. Szczególnie właśnie wobec tych osób, które znają ich imiona.

Rocznie w Polsce zgłasza się ponad 4 tys. zaginięć dzieci. I ta liczba rokrocznie niestety się zwiększa.


Naklejki z imieniem dziecka – plaga

Często przechodzę pomiędzy autami – tak to jest z naszą motoryzacją, że pojazdów jest coraz więcej, miejsc do parkowania niewiele – stąd spacerując siłą rzeczy ocieramy się wręcz o parkujące wszędzie samochody.

To co mnie frapuje za każdym spacerem, to wytrwałość rodziców w oklejaniu samochodów naklejkami z imionami dzieci. Czy to taka duma rodziców z posiadania potomka o imieniu widniejącym na naklejce? Dla mnie jest to niefrasobliwość i to spora.

Ja sam niechętnie oddaję swoją prywatność. A bronię prywatności dziecka, jak ostatniego bastionu. W skład tej bronionej prywatności wchodzi również imię dziecka. Bo dobrze wiem, że osoba znająca imię jest inaczej przez dziecko traktowana.

Helena naklejka z imieniem dziecka

O Helcia, jak tam dziś dzionek mija? 

Chcecie przykładu? Proszę bardzo!

Mały przykład, gdy byłem dzieciakiem bawiłem się w grupie rówieśników przed blokiem. Raz na trawniku, innym w piaskownicy. Był kiedyś przypadek, gdy przyszedł miły starszy pan i zaczął miłą rozmowę, wypytywał gdzie kto mieszka, jak ma na imię ten chłopczyk, tamta dziewczynka, gdzie pracują rodzice. Rozmowa toczyła się gładko, równo „sypaliśmy” kto gdzie, czemu i po co.

Wiecie jak się sprawa zakończyła? Ano tak, że facet wytrwale obchodził mieszkania, podając się za znajomych ojca/matki z pracy prosząc o niewielką pożyczkę na zakup piecyka/telewizora. U moich rodziców też był! (na całe szczęście niczego nie wskórał). To były czasy realnego socjalizmu, telefonu w domu nie było, wiadomości nie było jak zweryfikować a ten człowiek był bardzo przekonujący.


Dziecko anonimowe, dzieckiem bezpieczniejszym

Jaki z tego morał?  Nie oddawajmy informacji o nas, naszych dzieciach za bezcen. To jest tak jak z włamaniem do samochodu. Najczęściej łupem złodziei trafiają takie auta, które najprościej i najszybciej skraść z parkingu. Te lepiej zabezpieczone generują dla złodzieja większe ryzyko wpadki, jeśli na nie nie ma zamówienia, złodziej je ominie.

Naklejka z imieniem – fotogaleria

Poniżej kilka przykładowych fotek. Takie zdjęcia może wykonać każdy z nas – gwarantuję Wam, że po piętnastu minutach spaceru po dowolnym parkingu, będziecie również właścicielami takowej kolekcji. Albo i większej? Zresztą nie musi to być parking. Podczas dojazdu do pracy, codziennie bym mógł poszerzać kolekcję. 15 minut – ze trzy fotki murowane.

Franek naklejka z imieniem dziecka

Dzień dobry Franku, masz pozdrowienia od pani z przedszkola!

Nawet się nie domyślacie jak często korci mnie na widok wsiadającej czy wysiadającej z auta rodziny z „otagowanymi” dziećmi, żeby zawołać i Kasię, i Kubusia, i Grzesia i Jacka również. Tak, żeby rodzice usłyszeli. I milcząco wskazać im na te nieszczęsne naklejki. Jak myślicie, zrozumieją w czym problem?


Patrząc na komentarze na Facebooku uzupełnię ten wpis o jeden link, jest to liczba o której wspomniałem na początku tekstu: w Polsce zgłasza się rocznie ponad 4 tys. zaginięć dzieci. I ta liczba daje do myślenia.


Kuba naklejka z imieniem dziecka

Cześć Kuba! Dobrze, że widzisz liczniki, gdy kieruje mama, nie?

 

Julia naklejka z imieniem dziecka

Dzień dobry Julko, jak się masz?  Fajnie się za tatusiem siedzi? 

 

Hania i Otylka naklejka z imieniem dziecka

Haniu, jak tam Otylka, chodzi grzecznie do przedszkola? 

 

Zosieńka naklejka z imieniem dziecka

Zosieńka, jak Ty pięknie wyrosłaś!

 

 

 

Filipek naklejka z imieniem dziecka

Filipku, tatuś musi być dumny z takiego fajnego chłopaka, co nie? 

 

Ale na koniec zostawiłem takie dość wesołe zdjęcie. Można i tak podejść do tematu:naklejki z imionami dzieci


Jeżeli spodobał Ci się ten tekst, lub jeśli masz do niego uwagi – zapraszam na fanpage bloga – zostaw komentarz, polub profil lub napisz do mnie prywatną wiadomość.

Będzie mi bardzo miło, jeśli udostępnisz tekst dalej, korzystając z którejś z poniższych ikonek. 

62 Comments

  1. Roman1985

    Geneza jest inna tylko ludzie chyba zapomieli o tym i stwierdzili,że to jest modne. Naklejki na auto wymyślono po to ,że w razie wypadku naklejka miała być podpowiedzią,że w aucie mogło podróżować dziecko. Jak dobrze pamietacie nie było kiedyś obowiązku fotelików itp. Więc w przypadku dachowania łatwo było o wyrzucenie dziecka z auta. Taka sugestia powodowała to,że ratownicy sprawdzali też teren blisko wypadkowi aby wykluczyć przypadek,że gdzieś leży jakieś dziecko i umiera…..

    • Roman1985

      Kiedyś moglo być inaczej. Poza tym nie było naklejek z imieniem tylko z informacją o dziecku. Cóż nie będę się upierał i specjalnie bronił teorii. Po prostu przedstawiłem swój punkt widzenia.

  2. Tadeusz Maciejski

    świetny tekst! też mnie irytowały te naklejki ale zwróciłeś uwagę na bardzo ważną kwestię!

  3. raj0

    Autor zdecydowanie przesadza, jeżeli chodzi o wiązanie naklejek z imionami dzieci z potencjalnym zagrożeniem porwaniem. To jest zwykłe panikarstwo, ocierające się wręcz o paranoję, i bezsensowne straszenie ludzi. Co do statystyki porwań – jest ona bardzo złudna, bo zdecydowana większość z nich to tzw. porwania rodzicielskie. „Prawdziwe” porwania zdarzają się bardzo rzadko.
    Natomiast inna sprawa, że te naklejki – obojętnie czy z imieniem dziecka, czy tylko z tekstem „dziecko w samochodzie” – są zwyczajnie głupie (choć te z imieniem głupsze od tych bez). To tak, jakby ktoś chciał powiedzieć kierowcy jadącego z tyłu „ze mną jedzie dziecko, więc we mnie nie walnij, ale w ten samochód bez naklejki – czyli bez dziecka – możesz”. Taka naklejka sugeruje, że samochodowi, w którym jedzie dziecko, należą sie na drodze jakieś specjalne „względy”, a z innymi, tymi, w których dzieci nie ma, mozna obchodzić sie „gorzej”.

    • Tadeusz Maciejski

      co to znaczy przesadza? to wolisz aby jakiś pedofil miał ułatwione zadania bo zna imię dziecka i zawsze może zagadać, wypytać (nawet o cokolwiek – może to być złodziej – cokolwiek).

      • raj0

        Właśnie ta Twoja wypowiedź jest ilustracją tego „co to znaczy przesadza”. Ludzie cały czas dopatrują się wszędzie zagrożenia i wyobrażają sobie, że non-stop czyhają na nich złodzieje, pedofile czy kto tam jeszcze… To jest tworzenie atmosfery strachu. Zupełnie nieuzasadnionej, biorąc pod uwagę realną skalę zagrożenia.
        A co do pedofili, to pedofilem, z którego strony najczęściej dziecko może być zagrożone, jest ktoś, kto i tak to dziecko zna i się z nim kontaktuje. Nauczyciel, trener sportowy, ksiądz, nawet ktoś z dalszej rodziny. Zazwyczaj osoba której ufasz i nie podejrzewasz, że mogłaby twoje dziecko skrzywdzić. Wyobrażenia o pedofilach, którzy chodzą po ulicach i wypatrują obce dzieci, aby je porwać, są niczym więcej jak tylko właśnie wyobrażeniami.

    • raj0

      Ale mam nadzieję że wiesz, że absolutne bezpieczeństwo jest niemożliwe? Nie da się zabezpieczyc przed wszystkim, tak aby nigdy nic złego sie nam nie przytrafiło. A skoro tak, to zabezpieczenia przed zagrożeniami, które stosujemy, powinny być adekwatne do RZECZYWISTEJ skali i prawdopodobieństwa zagrożenia, a nie do naszych wyobrażeń na ten temat.

      Zawsze mnie dziwi (i nie dotyczy to tylko tematu, o którym mowa w tej notce), że ludzie bardzo często przykładaja masę uwagi do zabezpieczenia przed wyobrażonymi zagrozeniami, które praktycznie się nie zdarzają, często przy tym ignorując zagrożenia znacznie częstsze, bardziej „pospolite” i „trywialne”…

  4. guest_in_net

    A ja myślę że autor tekstu trochę jednak przesadza. To że ktoś przyklei sobie naklejkę z imieniem na szybę, to jego prywatna sprawa. Nie dopatrywałbym się w tym jakiegoś wielkiego zagrożenia dla prywatności. Poza tym dziecko i tak zawsze podróżuje w aucie z kimś dorosłym, więc raczej mało prawdopodobne że nagle zostanie porwane przez jakiegoś pedofila. A dzieciak czasem ma radochę, że ma specjalne miejsce w aucie.

    • guest_in_net

      Ale co ten eksperyment miałby udowodnić? Że ludzie umieją czytać? Zamiast pozdrawiać imieniem, to równie dobrze można by zwyczajnie zaczepić dziecko w inny sposób, np. wołając do niego albo pytając „jak masz na imię”. Rodzice też będą tak samo zaniepokojeni, a brak naklejki niczego nie zmieni.
      Nie żeby coś, ja też nie jestem zwolennikiem pozbawiania dzieci ich prywatności. Też uważam za patologie sytuacje, gdy rodzice zakładają swoim dzieciom profile na FB albo transmitują całe ich życie na YT. Ale nie popadajmy w paranoje!. :-) Naklejki przyklejamy do auta, a nie do dziecka. Auto przez większość dnia stoi puste na parkingu wśród setek innych samochodów z naklejkami. A jak już dziecko jest w aucie, to auto jest w trasie – anonimowe wśród setek innych pojazdów. Ryzyko wystąpienia jakiegokolwiek niebezpieczeństwa jest praktycznie zerowe. :-)

  5. Pani Miniaturowa

    Dlatego my nie rozważaliśmy w ogóle opcji z imieniem, bardzo mi się to nie podoba. Ostatecznie nigdy się nie zdecydowaliśmy na żadną naklejkę.

  6. nieobiektywniej

    Ooo, ktoś podziela moje obawy. Dokładnie takie same mam skojarzenia na widok takich plakietek na wózkach dziecięcych i autach, że o fb już nie wspomnę. Rozmawiałam raz o tym ze znajomym, wyśmiał moje przesadzanie „bo kto by mu chciał dziecko porywać, jak on nie jest żadnym bogaczem i okup marny” Ale czy dzieci tylko dla okupu się porywa? :/

  7. Agnieszka Jezierska|Agumama.pl

    Taka właśnie jest geneza powstania naklejek typu Dziecko w aucie —> informacja dla ratowników medycznych, że we wraku rozbitego auta lub w jego pobliżu należy szukać dziecka.

    • Agnieszka Jezierska|Agumama.pl

      Naklejka chyba była wcześniej niż obowiązek montażu fotelików. Poza tym poddupnik to nie fotelik, a nasze prawo go niestety dopuszcza. Z pewnością naklejka pierwsza rzuci się w oczy ratownikom.
      Jest jeszcze całkiem spory problem, że mimo obowiązku niektórzy nie przewożą dzieci w fotelikach. Sama byłam świadkiem sytuacji pod osiedlową biedronką, jak tatuś w nagrodę pozwolił synowi jechać z przodu do domu – fotelik był zamontowany z tyłu. Mógł być równie dobrze w bagażniku czy w samochodzie mamy 0 i tak nie spełniał swojej funkcji.

    • Tadeusz Maciejski

      nie wymyślaj – to żaden powód nie był i nie jest , że wypadek i imię dziecka – bez sensu

      • Agnieszka Jezierska|Agumama.pl

        Chyba powinieneś jeszcze raz przeczytać mój komentarz, tym razem ze zrozumieniem!!!
        Napisałam o naklejkach „dziecko w aucie”. Nie o imieniu. Imię dziecka pojawiło się na naklejkach później niż „baby on board” czy „dziecko w aucie”.

    • raj0

      Jest to popularny mit, ale nieprawdziwy:
      https://qz.com/275987/you-p
      Naklejka powstała dlatego, że człowiek, który ją wymyślił, kiedy pewnego razu wiózł dziecko (nie własne, siostrzeńca), jechał powoli i kierowcy za nim się niecierpliwili i na niego trąbili :). I wtedy wymyślił taka naklejkę, która była pierwszym produktem założonej przez niego firmy sprzedającej produkty dla dzieci.

  8. Anna - Szkolne inspiracje

    Powiem szczerze, że nie zwróciłam uwagi na te naklejki. Zastanawiam się, jakie jeszcze informacje o dziecku (oprócz np. zdjęć na Fb), rodzice mają zamiar umieszczać w przestrzeni publicznej. Włosy jeżą się na głowie, ze można być tak beztroskim. :(

  9. Powiem szczerze, że nie zwróciłam uwagi na te naklejki. Zastanawiam się, jakie jeszcze informacje o dziecku (oprócz np. zdjęć na Fb), rodzice mają zamiar umieszczać w przestrzeni publicznej. Włosy jeżą się na głowie, ze można być tak beztroskim. :(

  10. Bożena Danuta Kultys

    Włamywacze bardzo często przez jakiś czas bacznie obserwują potencjalne ofiary, starają się zebrać jak najwięcej informacji na ich temat. Portale społecznościowe na których chwalimy się gdzie właśnie jedziemy i naklejki z imionami dzieci to dla nich wręcz zaproszenie! Włamywacz napotkany przypadkowo przez sąsiada może przedstawić się jako tata kolegi z klasy od Filipka i powiedzieć, że co dwa dni zagląda do mieszkania i podlewa kwiaty bo rodzina wyjechała na urlop do Grecji. Sąsiad słysząc z ust włamywacza informacje zgodne z prawdą pomyśli, że to faktycznie znajomy i nie zareaguje. Często zapominamy jak cennym towarem jest dziś informacja i do czego może ona posłużyć.

    • Coś w tym jest, bo sam słyszałem o uczynnych sąsiadach, którzy przytrzymywali drzwi wejściowe klatki schodowej włamywaczom „czyszczącym” mieszkania do cna – również z mebli.
      Gdzieś winien być zachowany umiar, tymczasem otwarte profile w mediach społecznościowych, otagowane zdjęcia z wakacji – wraz z opisem dokonań pociech, cóż. Niby naklejka na szybie to taka przy tym nieznacząca rzecz ale… Lepiej dmuchać na zimne – nawet w ten zimowy czas ;)

  11. Wyrodna-Matka

    Świetny tekst! Mamy w domu kilka takich naklejek z imieniem naszego synka. Leżą gdzieś w bałaganie od roku…ale teraz już na 100% wiem czemu nigdy ich nie przykleimy na auto. Bardzo dobry tekst. Zwraca uwagę na coś, o czym zwykli rodzice nie pomyślą :)

    • Wyrodna-Matka

      Jeśli chodzi o bezpieczeństwo dzieci, to żadne „lobby naklejkowe” nie powinno być straszne ;) „Jedzie z nami dziecko”, czy „Baby on board” faktycznie są ok :).
      A widziałam jeszcze gdzie fajny tekst, że tak samo nie powinno się dziecku zakładać bransoletek na nadgarstek z imieniem. Wystarczy tylko podac numer telefonu do siebie. Tu też jest jawne podpisywanie dzieci i ułatwienie sprawy potencjalnym niebezpiecznym ludziom.

  12. Świetny tekst! Mamy w domu kilka takich naklejek z imieniem naszego synka. Leżą gdzieś w bałaganie od roku…ale teraz już na 100% wiem czemu nigdy ich nie przykleimy na auto. Bardzo dobry tekst. Zwraca uwagę na coś, o czym zwykli rodzice nie pomyślą :)

    • Dziękuję. Się zastanawiam na ile narażam się „lobby naklejkowemu” – choć sam widziałem, choć nie sfotografowałem, fajne naklejki – że po prostu na pokładzie krążownika szos jest (tadam!) DZIECKO!. I takie naklejone coś szkody nie przyniesie :) (tak sobie myślę, może niewystarczająco spiskowo tym razem) ;)

      • Jeśli chodzi o bezpieczeństwo dzieci, to żadne „lobby naklejkowe” nie powinno być straszne ;) „Jedzie z nami dziecko”, czy „Baby on board” faktycznie są ok :).
        A widziałam jeszcze gdzie fajny tekst, że tak samo nie powinno się dziecku zakładać bransoletek na nadgarstek z imieniem. Wystarczy tylko podac numer telefonu do siebie. Tu też jest jawne podpisywanie dzieci i ułatwienie sprawy potencjalnym niebezpiecznym ludziom.

  13. Zajebisty tekst. Dodałabym jeszcze, że na wózkach dziecięcych też są tabliczki z imionami…

    • No właśnie też bywają. Ale dzieci w wózkach zazwyczaj są troskliwie pilnowane, znajomość ich imion raczej groźna nie jest. Do czasu ;)

  14. O mnie wszyscy naokoło wiedzą, że mam kotkę Sabinkę i nie traktuję tej informacji jako prywatnej, ale też ciężko mi sobie wyobrazić, co ta wiedza mogłaby dać przestępcy, jeżeli nie ustawiam imienia kota jako hasła. Wydaje mi się, że dla głupiego i pozbawionego wyobraźni rodzica takie szastanie imieniem dziecka jest wyrazem dumy rodzicielskiej i przedłużeniem tożsamości.

    Aha, jako pacjentka psychiatryczna ładnie poproszę o nieużywanie słowa „wariat”. Szczególnie kiedy chodzi o przestępców. Nie chcę, żeby moją nadwrażliwość na stres kojarzono z porywaniem dzieci.

    • No to i ja się niniejszym stałem posiadaczem tajemnej wiedzy, na odcinku informacji o imieniu Twojej kotki!
      Słowo „wariat” zniknęło z tekstu – choć z tego czego mnie uczono, a co życie potwierdza na każdym kroku, dzielimy się na tych poprawnie zdiagnozowanych psychiatrycznie i tych, których ta procedura dopiero czeka :)
      I pomyśleć, że wielokrotnie byłem uznawany za wiariata, ale papierów na to (niestety?) nie mam :(

      • Dziękuję ślicznie!

        • Zawsze do usług, gdy patrzę w TV to mam wrażenie, że spora część naszych polityków wymaga szybkiej interwencji i skierowania w miejsce odosobnione od reszty społeczeństwa – nasze „wariackie” przypadki są czymś o wiele bardziej normalnym w dzisiejszym świecie :)
          Dobrego Nowego Roku życzę :)

          • I wzajemnie! :)
            Politycy z TV wyglądają, jakby uciekli zbiorowo z oddziału zamkniętego, to prawda… Brr. Dlatego nie oglądam TV. Za duży stres.

  15. Bardzo mnie osobiście porusza taki brak wyobraźni ze strony rodziców. Dziecko narażane jest w ten sposób na bardzo poważne niebezpieczeństwa. Narażane jest dziecko, podkreślam, a nie rodzic. Naklejki na samochodach to jedno. Równie przerażające są tabliczki na wózkach. W naszym synku od lat budujemy ograniczone zaufanie do dorosłych. Ma jasno powiedziane kto jest kim i kiedy. Jasno określone dlaczego ma nie ufać nawet znajomym, ale nie bliskim dorosłym. Tyle możemy zrobić. Wiem, że nie jesteśmy w stanie uchronić go przed całym złem tego świata, ale świadome wystawianie jego zdrowia lub życia na strzał to ogromne nadużycie i brak zdrowego rozsądku. Dziękuję Ci za ten tekst. Mi on nie jest potrzebny, ale ja to nie wszyscy :)

  16. Niezwykle ważny i potrzebny tekst.

  17. Też tego nie lubię! Jak jasna cholera! Mam wrażenie, że żyjemy w czasach, gdzie jednak większość ludzi nie myśli o tym, co może się stać. Działają dopiero wtedy, gdy stanie się jakaś tragedia. Wkurzają mnie też naklejki „dziecko w aucie”. Tak jakby kierowca auta jadącego z tyłu pomyślał „aaa, skoro dziecko w aucie to nie zrobię wypadku”. Aż chciałoby się puknąć w głowę.

    • A niech sobie naklejają, jeśli faktycznie pomyślą – tak jak pisze @pierwszadama:disqus – że to auto nie będzie szalało na drodze Ale trochę to optymistyczne założenie, że ktoś pomyśli (to raz), dwa – że pojedzie ostrożniej. ;)

  18. Kiedyś, jak sama byłam w podstawówce, były jakieś akcje społeczne, uświadamiające rodziców, aby nie dawali dzieciom łańcuszków z ich imionami, koszulek z nimi i innych elementów, po których obcy człowiek mógłby poznać imię dziecka – właśnie dla bezpieczeństwa.

    Niedawno w końcu zrozumiałam sens samego naklejania informacji typu: „uwaga – dziecko w aucie” i dochodzę do wniosku, że to jest całkiem rozsądne jako informacja dla innych kierowców, że ten samochód będzie jechał mało dynamicznie chociażby – tak jak zielony listek naklejany przez niedoświadczonych kierowców.

    Nie rozumiem jednak informowania całego świata o tym, jak ma na imię nasze dziecko. Słusznie zauważyłeś, że może się to przyczyniać do wzbudzenia w dziecku zaufania i dziecko może z taką obcą-nieobcą osobą zechcieć pójść. Jest jeszcze dodatkowa kwestia: patrz, ile informacji zbierasz dzięki temu! Nie dość, że znasz imiona dzieci, to jeszcze po samochodzie jesteś w stanie mniej więcej ocenić kondycję finansową rodziny. Jeśli parkują na jakimś konkretnym osiedlu, a dzieci już są na tyle podrośnięte, żeby bawić się bez nadzoru na placu zabaw, ile czasu komuś zajmie namierzenie dziecka z tego konkretnego samochodu, zagadanie, wypytanie, gdzie dokładnie mieszka i przygotowanie się do włamania?

    • Ten przykład z włamaniem był dość pewno unikalny – specyfika PRLu ;) Z jednej strony można gdybać co by było, gdyby było, z drugiej – jestem podejrzliwy, jesli chodzi o osoby zbierające informacje, unikam publikacji zdjęć z dzieckiem – będzie większy – niech sam to robi, świadom zagrożeń. Znajoma kiedyś została zaczepiona na ulicy przez obcego faceta, „bo mu się podoba a widział ją u kolegi w znajomych na naszej-klasie”. Dobiegła do domu i w pięć minut skasowała całe swoje „social media” ;)

  19. Nie mam pojęcia jaki cel ma przedstawianie imion swoich dzieci na samochodzie. A rodzice swoje też wystawiają? Kierowca Edward, pasażer Arleta? Mama Ela, tata Ludwik? Dla mnie bez sensu. I masz rację, to może być ułatwienie dla kogoś obcego, kto się naszym dzieckiem zainteresuje.

  20. Bogusia Probierz

    Nigdy nie patrzyłam na to z tej strony. Bardzo fajny artykuł dający do myślenia.

    Chociaz w dzisiejszych czasam i tak wszystko jesteśmy w stanie zdobyć z Facebooka etc :/

  21. Nigdy nie patrzyłam na to z tej strony. Bardzo fajny artykuł dający do myślenia.

    Chociaz w dzisiejszych czasam i tak wszystko jesteśmy w stanie zdobyć z Facebooka etc :/

    • Wiesz, nie zawsze i nie wszystko, wśród moich znajomych mam kilka (dosłownie: kilka!) osób, które programowo zrezygnowały z Facebooka. Ich tam po prostu nie ma. A wiem, że żyją i istnieją. No i są też osoby, które strzegą swoich profili, zdjęć dzieci itp. Choć masz rację, trochę trudu i większość danych możemy mieć na tacy. Ale o tyle własnie jesteśmy „do przodu”, że może komuś się nie będzie chciało? ;)

  22. Sama kiedyś kupiłam synowi taką naklejkę, ale nie była przeznaczona do auta :D noo bo my auta nie mamy xd ale zgadzam się z tym postem, rodzice nie myślą :)

  23. ..a co jeśli taka naklejka to informacja dla ratowników medycznych w razie wypadku ?

    • Sprecyzuj rolę takiej naklejki po wypadku. Ratownik wie jak zwrócić się do dziecka? Nie kupuję tego :) ale podpytam na najbliższym szkoleniu.

    • Nie jestem specjalistą, ale z tego co wiem to ratownik nie ma podstaw do jakichkolwiek działań opartych na wiedzy zbytej z naklejek z imionami czy grupą krwi. Nawet tatuaże nie powinny być brane pod uwagę. Chętnie poczekam na informacje z pierwszej ręki od Pawła :)

      • To potrwa, bo mogę jedynie przy szkoleniu/wizyty u znajomego zapytać :) To pewno chodzi o aspekt psychologiczny – ratownik znając imię dziecka, prędzej nawiąże z nim kontakt. ;)

      • Kiedyś toczyłem dyskusję w temacie naklejania info o grupie krwi na dowód osobisty.
        Dla chętnych mogę poszukać (szybko) odpowiedniego wpisu prawnika nt. temat.

        • Z tego co pamiętam, zawsze w szpitalu grupa jest oznaczana, bo testy różnie wychodzą. Przy ciąży chyba żonie 2x sprawdzali, żeby wykluczyć konflikt serologiczny, więc jakakolwiek naklejka, tatuaż, oznaczenie nie może być żadną podstawą do podania krwi. A do tego niestety jakakolwiek opinia prawnika ma niewielką wartość (nawet pisemna z pieczątką) – aczkolwiek cenę może mieć kosmiczną. Sąd może (ale wcale nie musi) brać jej pod uwagę. Taki paradoks, po to są prawnicy, żeby mieli opinię, ale każda strona postępowania sądowego może mieć innego prawnika i przeciwbieżną opinię ;)

          • Tatuaż itp. to jasne.
            Ale wrzucam tekst, o który mi chodziło:
            http://czasopismo.legeartis.org/2015/03/wykaz-uniewaznionych-dowodow-osobistych.html
            Polecam końcówkę art. oraz jeden z komentarzy wyjaśniający zaletę umieszczenia info o grupie krwi na dowodzie. Powinno być jasne, który to komentarz. Swoją drogą takie info na dowodzie jest o wiele ważniejsze niż kolor oczu. IMO powinno być prawnie umieszczane na dowodzie.

            Co do Twojego komentarz nt. prawników. Nie o to mi chodziło, ale to zobaczysz po lekturze wpisu (właśnie wpisu, nie opinii ;) powyżej ;)

          • Piotrze jesteś skarbnicą dobrych tekstów. Dziękuję :) Dziś pokombinuję jak przygotować dobrą naklejkę na dowód. To ma sens, de facto na autach też by się coś takiego przydało. W dowodzie to powinien być obowiązek. Ja wiem „od zawsze” jaką mam grupę krwi. Ale dziwię się za każdym razem od nowa, że mało kto dysponuje taką wiedzą. Kłopot zaczyna się dopiero po wypadku, czy w razie ciąży.

      • Taka właśnie jest geneza powstania naklejek typu Dziecko w aucie —> informacja dla ratowników medycznych, że we wraku rozbitego auta lub w jego pobliżu należy szukać dziecka.

        • Dobrze wiedzieć, że jednak jakaś rola naklejek była przewidziana. Choć przy obowiązku montażu fotelików, to prędzej ratownik zauważy fotelik, niż naklejkę.

          • Naklejka chyba była wcześniej niż obowiązek montażu fotelików. Poza tym poddupnik to nie fotelik, a nasze prawo go niestety dopuszcza. Z pewnością naklejka pierwsza rzuci się w oczy ratownikom.
            Jest jeszcze całkiem spory problem, że mimo obowiązku niektórzy nie przewożą dzieci w fotelikach. Sama byłam świadkiem sytuacji pod osiedlową biedronką, jak tatuś w nagrodę pozwolił synowi jechać z przodu do domu – fotelik był zamontowany z tyłu. Mógł być równie dobrze w bagażniku czy w samochodzie mamy 0 i tak nie spełniał swojej funkcji.

          • Coś mi się o uszy obiło, że poddupniki miały być delegalizowane, ale szczegółów nie kojarzę. Z fotelikami to jest inny problem, warto zachować czujność i to podwójną. Raz – często w handlu są foteliki znanych firm, niestety bardzo słabo oceniane przez firmy robiące testy zderzeniowe. O małego słonia taki fotelik kupiliśmy, był ładny wygodny i szalenie niebezpieczny.
            A dwa – w tym samym sklepie, w którym wybieraliśmy fotelik, sprzedawczyni instruowała nas jak poprawnie zapinać pas. Coś mi nie pasowało w jej wywodzie – ale no cóż, ona była po przeszkoleniu a ja tylko na logikę domniemywałem jak ma być zapięty.
            Po powrocie do domu sprawdziłem instrukcję i stronę producenta, się okazało, że to ja miałem rację jak poprawnie zapinać fotelik. A ilu rodziców jej uwierzyło i źle zabezpiecza dzieci? :(

    • Ale to jedynie im mówi o tym, jak dziecko ma na imię.

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Theme by Anders Norén